Blisko dziecka

Po porodzie najważniejszy jest kontakt skóra do skóry. To wspaniałe uczucie które natychmiast łagodzi cały ból i sprawia ze wiesz iż warto było przetrwać kilka godzin skurczów bo maleństwo jest już przy tobie tak blisko. W tej chwili czujesz ze mogłabyś Tak wiecznie tulic tego małego czlowieka który jest nadal częścią ciebie. Dziecko dorastalo w tobie przez 9 ostatnich miesięcy i po porodzie gdy już nie stanowicie jednego ciała nadal czujesz ze dziecko jest częścią ciebie. Gdy skóra do skóry dotyka czujesz to nawet bardziej niż w ciąży te bliskość. Pragniesz jej na zawsze. Nie chetnie oddajesz dziecko w końcu pielegniarce i idziesz się umyć. Masz chwilę dla siebie dziecko jest badane. Po badaniach lekarze oddają ci opatulone w kocyk maleństwo. Tulisz je przez ten kocyk. I potem już ten kontakt skór nie następuje. Dziecko na śliczne ubranka, przy przebieraniu strasz się zrobić to szybko by maluch nie płakał. Do kąpieli jest wanienka gdzie dziecko czuje tylko twoje dłonie. W łóżeczku materacyk z atestem i kouderka taka śliczna. Na główce malca czapeczka by przypadkiem nie zmarzlo na raczkach niedrapki. I nie ma już takiej bliskości gdzieś zanikla…
Starsza karmilam piersią dwa lata, mam nadzieję S. równie tyle karmić. Łóżko mamy w sypialni duże i śpimy wszyscy razem. Chociaż K. już zasypia w swoim pokoju to przychodzi w nocy. Uwielbiam to. Kocham też wspólne kąpiele i zabawy. To za każdym razem fascynujące i wpaniale.

Wegetarian rodzic

Jestem wegetarianka już od kilku lat. W sumie zaczęłam bardziej dla kaprysu niż jakiejś ideii. Najfajniejsze w tym było to ze wegetarian jest mało a każda mniejszość wydawała mi się od zawsze fajna. Lubię się wyróżniać i być inna. Próbując przekonać innych dla czego wegetarianie są lepsi niż miesozercy zaczęłam szperac po necie. To co znalazłam sprawiło ze utwierdzilam się w tym ze wegetarianie są faktycznie lepsi. Utwierdzilam się również w tym ze wegetarianka chce pozostać już nie tylko z kaprysu i by się wyróżniać.
Wyobrażałam sobie ze moje dzieci i mój partner też nie będą jeść mięsa. Ale gdy zaszlam w pierwsza ciążę wszędzie niemal wokół słyszałam ze zrobię dziecku krzywdę. Potwierdzali to również lekarze. Miałam mieszane uczucia i z jednej strony chciałam trzymać się swoich racji z drugiej zaś bałam się o dziecko. W mojej rodzinie jest kilku wegetarian i urodziło się też u nas kiedyś dziecko które podobno miało przezroczyste kości. W sumie nie wiem czy to do końca prawda sama wtedy byłam dzieckiem. Strach jednak zwyciężył i w pierwszej ciąży przerwalam wegetarianizm. Było to dla mnie trochę trudne Ale przecież to tylko 9 miesięcy. Potem karmiac piersią ( karmilam 2 lata ) też czasem zjadłam coś z mięsa. Chociaż dalej tak na prawdę byłam wege i chciałam tego dla dziecka. Przy rozszerzaniu diety u K. chciałam mięsa nie wprowadzać lub wprowadzić bardzo późno. Niestety ubiegla mnie babcia po kryjomu podawała malej parówki. Bardzo mnie to wkurzalo. Parówki to największy szit i nawet nie mięso tylko odpady. Najgorsze ze malej to bardzo smakowało. Stwierdziłam ze w takim razie zabraniac nie bede. Skoro lubi to niech je. I tak do dziś K. żywi się mięsem i mlekiem. Niemal ze tylko tym no i słodyczami. Inne rzeczy też zjada Ale nie ma dnia by nie zjadła po swojemu chociaż trochę. Gdy robie typowo wegetarinski obiad K. podjada tacie co kolwiek. Nie neguję tego to jej wybór. Chociaż nie ukrywam trochę mnie przeraża jak widzę gdy wręcz rzuca się mu na talerz :/
Przy drugiej ciąży nie zastanawiałam się ani trochę. Przerwalam znów wegetarianizm. Niby wiem ze da się wszystko zastąpić Ale ufam też trochę lekarzom. Bardzo bym nie chciała żeby dziecku co kolwiek przez to się stało.
Mam nadzieję ze kiedyś obie corki zrezygnują z mięsa. Nie tylko ze względu na los zwierząt. Chociaż to też bardzo ważne. Jednak ważniejsze jest własne zdrowie a spożywanie mięsa oprócz korzyści ma również wiele negatywnych skutków. Dieta zwierząt ubojnych jest pełna antybiotyków które osłabiają później ludzi i przy chorobie mogą nie działać żadne leki. Zwierzęta skazne na śmierć w meczarni czuja duży strach i stres produkując przy tym ogromne ilości kortyzolu. Zjadajac potem mięso człowiek wchłania cały kortyzol w swoje ciało i dzięki temu łatwiej się denerwuje. Nie wspominając już o tym jak kortyzol niszczy ludzki mózg.
Pogodzilam się z faktem ze nie wszystkich to obchodzi. W. nigdy nie zrezygnuje z mięsa a dzieciom zmuszona jestem pozostawić wolny wybór. Pewnie jescze w wielu innych kwestiach zrobia nie po mojemu. I w sumie to bardzo dobrze bo żadna z córek nie jest moja kopia i ma swoje życie swoje wybory. Tego od nich oczekuje ze będą miały swoje zdanie w każdym temacie. Tak mi się przynajmniej wydaje ze tego oczekuje i chce bo wiem ze to może być trudne

Jeśli wśród czytających są rodzice wegetarianie chetnie usłyszę wasze historie. Czy na czas ciąży i karmienia piersią rezygnowaliscie z wegetarianizmu ? Czy jeśli nie to były jakieś problemy ze zdrowiem u dziecka i czy dziecko później chciało być jak rodzic wege czy też nie ?

Jak doprac najgorsze plamy

Zanim urodziłam dzieci myślałam ze dzieci się nie brudza. No przynajmniej te małe co jescze chodzić nie potrafią to powinny być czyste. Oczywiście nic bardziej mylnego. Już od pierwszych dni życia K. miałam tonę prania. Niektóre ubranka miała na sobie 5 minut i zaraz były mokre bo ulala. Gdy uczyła się jeść mimo silników jedzenie zawsze ladowalo na ubraniach. Środki do prania są znacznie lepsze niż 50 lat temu i w sumie większość plam schodzi za pierwszym razem niektóre za drugim Ale są też takie które mimo najlepszego proszku i wielokrotnego prania jednak zostają. Na ubraniach dziecięcych to i tak szkoda mniejsza bo dziecko rośnie Tak szybko ze co chwilę trzeba kupować nowe. Więc te stare których już się doprac nie da można wyzucic. Chociaż jest sposób na pozbycie się nawet starych plam. Niestety działa tylko na jasnych ubraniach, ciemne mogą się odbarwic. Sposób ten to namoczyć ubranie w … Coli. Wystarczy nalać napój do miski wsadzić ubranie i zostawić je tak na noc. Rano należy ciuch wyciągnąć i wsadzić do pralki na normalne pranie z innymi rzeczami i proszkiem. Odkryłam to przy dzieciach właśnie Ale ratowalam tak też swoje ciuchy. Dopralam nawet ręcznik którego używałam zawsze przy farbowaniu włosów.

Wpis o biciu dzieci

Wpis o biciu dzieci.
Nigdy nie myślałam ze ja taki wpis bede pisac gdyż ja dzieci nie bije i nigdy nie bede bic. Nie wyobrażam sobie celowo świadomie z premedytacją robic krzywdy małym istotom. To przecież zupełnie nie ludzkie i patologiczne zachowanie. I nikt Ale to absolutnie nikt dzieci uderzać nie powinien. Nigdy i bez względu na powód.
Niestety są wciąż na świecie ludzie którzy klapsa uważają za słuszna i skuteczna metodę wychowawczą. Uważają że gdy dziecko zaboli to dziecko się nauczy. Faktycznie czegoś się nauczy. Nauczy się ze jak ktoś jest od niego większy to na nad dzieckiem władze. Nauczy ze dorosły ma władze nad zachowaniem dziecka, nauczy ze dorosły ma władze nad ciałem dziecka i nauczy ze dorosły ma władze nad myślami dziecka. Zdarza mi się słyszeć ze klaps to nie bicie. Bzdura. Klaps to celowe wynierzenie siły w malucha. Jakim niby cudem to ma nie być przemoc ? Jeśli jednak na prawdę uważasz ze klaps to nic takiego wyobraz sobie ze to ciebie ktoś bije. Wyobraz sobie ze robisz coś ciekawego, poznajesz świat i swoje możliwości a tu nagle przychodzi ktoś i bez ostrzerzenia pac w rękę. Jeśli przerwiesz na to czynność która robisz pewnie już nigdy w życiu nie wrócisz do jej wykonania i nigdy nie odkryjesz tej sprawy samodzielnie. Zastanów się czy na prawdę chcesz zabić w dziecku chęci do odkrywania świata ? Pamiętaj ze jeśli zostaną one zabite już u dziecka to nigdy nie narodza się już u niego gdy dorosnie. A jesli wciąż uważasz ze klapsy są w porządku to daj kiedyś klapsa szefowi zonie Sąsiadowi czy pani w sklepie. Przecież to najprostszy sposób rozwiązywania problemu gdy ktoś robi coś nie po twojej myśli. Tylko uważaj , bo dorosły może ci oddać. Dziecko nie odda. Dziecko jest małe slebe i bezbronne. Dla tego uderzenie go nawet lekko jest oznaką słabości i nie zbyt wysokiej samooceny. Jest czystym dowodem na to ze po prostu lubisz znecac się nad słabszymi.
CZEGO UCZY KLAPS?

RODZICE MOGĄ NAS SKRZYWDZIĆ, JEŚLI ZROBIMY COŚ ŹLE. POWINNIŚMY SIĘ BAĆ RODZICÓW CZY DZIADKOW. NIE POWINNIŚMY PRÓBOWAĆ NOWYCH RZECZY, BO MOŻE CZEKAĆ NAS KARA. SKORO JESTEŚMY MNIEJSI I SŁABSI, TO MOŻNA NAM ROBIĆ KRZYWDĘ. NOWYCH RZECZY NALEŻY PRÓBOWAĆ TYLKO WTEDY, KIEDY RODZICÓW NIE MA W POBLIŻU. PRZEMOC JEST ODPOWIEDNIĄ REAKCJĄ, NA UCZUCIE ZŁOŚCI. PRZEMOC JEST ROZWIĄZANIEM NASZYCH PROBLEMÓW.
Nie ma czegoś takiego jak delikatny klaps. Przemoc jest przemocą. Może wydawać się, że ciężko jest porównywać ostre bicie ze „zwykłym klapsem”. W końcu każdy zgodzi się, że podbite oko, wstrząs mózgu czy połamane żebra, to jest zdecydowane nadużycie władzy rodzicielskiej. Jednak warto zauważyć, że i bicie i klaps, to jest ta sama czynność, tylko w innej intensywności. I teraz powstaje pierwsze pytanie: co zrobicie, kiedy lekki klaps nie zadziała? Uderzycie mocniej? A jak nie zadziała? Jeszcze mocniej? A co zrobicie, kiedy nawet to silne uderzenie nie zadziała i dziecko będzie dalej nieposłuszne? Będziecie bić do nieprzytomności?
Wiem ze kiedyś wychowywalo się dzieci tak ze każdy ich błąd ( często nie specjalny ) uzywalo się siły wobec dziecka. Sama niestety pochodzę z takiej rodziny. Nie bardzo chce o tym opowiadać. Ale temat jest ważny. Mam nadzieję ze dzieląc się swoją historia zmienię coś w myśleniu ludzi dla których Uderzenie po łapkach to świetna metoda. Faktycznie działa i na dana chwilę dziecko przestaje robic to co robiło. Dziecko wtedy czuje ból i strach. Pamiętam to. Za to Za nic nie pamiętam za co były owe klapsy. Po prostu było ich na tyle dużo ze zupełnie zmieszaly się w jedna całość. Mój mózg zle to zniósł. W wieku nastoletnim przeszłam Tak zwany bunt nastolatka. Nic dziwnego trzeba w końcu się postawić. Znalazłam znajomych takich jak ja i wspólnie znaleźliśmy ukojenie w narkotykach. Papierosy alkohol narkotyki przypadkowy seks. To wszystko dawało mi sile i wolność ( pozorna ). Nie chce tego dla moich córek. Dla tego unikam jak ognia jakiej kolwiek przemocy wobec nich. I nie pozwalam nikomu podnieść ręki na moje dzieci. Dotąd myślałam ze skoro dziecko jest moje to nikt nie nada sobie prawa by je uderzyć. Niestety się myliłam i są ludzie którzy myślą ze mogą moje dziecko „delikatnie ” uderzyć. Nie zamierzam na to pozwalać. Każdego kto ruszy moje dziecko jestem w stanie zabić. Doprowadza mnie to do maksymalnej wściekłości i wzbudza we mnie chęć uderzenia takiego dorosłego który rusza moje dzieci. Wiem ze żadna z nich nie obroni się jeszcze sama przed silnym dużym człowiekiem. Dla tego to ja musze je bronić i bardzo mocno musze się starać by bronić dzieci grzecznie. Bo taki dorosły nie zasługuje na grzeczność. Zasługuje na to by sam został uderzony. Może by jego taki klaps coś nauczył ?

Wyniki ankiety

Na pewnej grupie na portalu społecznościowym przeprowadzilam ankietę. Ankieta ta miała na celu sprawdzić czy styl żywienia ma związek z przyjmowaniem szczepień. Okazało się ze wegetarianinie rzadziej podają szczepionki swoim dzieciom niż osoby jedzace mięso. Dodatkowo ci którym ekologiczny los planety nie jest obojętny również są ostrozniejsi przy szczepieniu dzieci. Najciekawsze moim zdaniem jest to ze religijność również ma znaczenie w temacie szczepień. Ateiści są grupa która podaje najwięcej szczepień. Osoby wierzace mocno w chrzescijanskiego Boga podają szczepionek mniej. A najmniejsza liczba szczepiacych jest w grupie Tak zwanego rozwijania duchowego.
Wyniki te są bardzo ciekawe. Niestety nie było to badanie naukowe. Nie jestem naukowcem ani nie mam wykształcenia medycznego.

Moja corka ubiera sie sama

Mam swój własny styl. Lubię się ubierać tak by wzrok wszystkich przechodniów chociaż na sekundę zatrzymał się na mnie. Kocham czarny kolor tiulowe spódniczki i gorsety. Gdybym tylko mogła swoje dzieci również bym ubierala wyłącznie na czarno. Dla młodszej corki kupiłam nawet czarny wózek. Niestety ubranie dzieci na czarno nie jest takie proste. Ciężko jest kupić czarne ubranka dla dzieci. Są one niemal nie dostępne w zwykłych sklepach. Czasem uda mi się coś kupić jednak to niestety nie są ulubione ciuchy mojej corki. K. ma swój styl zupełnie inny niż mój. Pozwalam jej ubierać się samodzielnie. W prawdzie dbam o to by było to odpowiednie do pogody. Czasem wystroje córkę po swojemu ale nie często. Nie podoba mi się jej dopasowanie strojów , ma gust jak moja mama. Jak dla mnie wyglada jak wieśniak no ale skoro lubi to ok.

Szczepic czy nie ?

Niemal każdy blogujacy rodzic dodaje w końcu wpis na temat szczepień u dzieci. W sumie nic dziwnego bo temat ten jest bardzo wazny. I bardzo sporny. Nadszedł czas bym i ja wyraziła swoje zdanie w tym temacie.
Na początku chciałabym zaznaczyć ze nie jestem lekarzem i wpis ten jest jedynie moimi prywatnymi przemyśleniami. Nie chciałabym by ktoś podjął decyzję o tym czy szczepic dziecko czy też nie.
O szczepieniach pisze wielu ludzi którzy lekarzami nie są. Ich opinie są zwykle negatywne a lekarze jeśli się wypowiadają to raczej szczepienia podają jako pozytywne. Zazuca się lekarzom iż sprzedali się oni koncernom farmaceutycznym. Zaś ten zarzut spotyka się z ogromnym oburzeniem wśród lekarzy. Bo jak to możliwe by każdy lekarz się sprzedał. Myślę ze co niektórzy na pewno chetnie by przytulili parę groszy do wypłaty, Ale lekarze też są ludzmi i nie każdy świadomie by szkodzil byle by zdobyć złotówki. Na Internecie istnieje wiele wpisów pisanych przez grono medyczne o pozytywach szczepień. Osobiście wierzę ze wpisy ich są zupełnie szczere i nie mają na celu nikogo oszukać. Lekarze po prostu dzielą się wiedzą jaką mają.
Gdy byłam w technikum weterynarii miałam praktyki w klinice. Pomagalam lekarzowi przy zabiegach i samodzielnie wykonywalam drobne rzeczy. Pewnego dnia miałam przygotować psa do sterylizacji. Przygotowanie to wyglada tak ze pierw podaje się zastrzyk otumaniajacy. Ma to przygotować zwierzaka na dalsze podanie narkozy. Zwierzęta po tym zastrzyku są powolniejsze , ich zmysły są słabsze. Co za tym idzie pies nie widzi wtedy lekarza jako człowieka tylko jako ciemny kształt. Dodatkowo zwierzak nie może poruszać się tak jak by chciał. Fakt łatwiej jest wtedy psa ogolic na brzuchu gdzie będzie ciety. Jednak powoduje to u zwierzaka spory stres. Nieraz się zdarza psiak który jest odporniejszy na zastrzyk otumaniajacy i wtedy próbuje atakować. Moim osobistym zdaniem zatrzyk ten jest zupełnie zbedy. Można ogolic zwierzaka już po podaniu narkozy i nie ma wtedy ryzyka ze pies w panice ugryzie. Tak więc pominęłam ten zastrzyk i podałam narkoze po tym przygotowałam psa do zabiegu.
Gdy klijent wyszedł a sterylizacja już trwała lekarz opowiadał mi dokładnie co robi. Patrzyłam na niego i na zabieg. Potem wpis do książeczki i tu lekarz dopatrzył się ze nie podałam zastrzyku. Klijent zyskał 12 zł. Bo tyle zapłacił by za zastrzyk. No coz nie moja strata z reszta lekarza też nie ani nawet kliniki. To cena leku nikt by na tym nic nie zyskał. Jedyne zyski to zdrowsza psychika psa – nie musiał bezsilne lecz świadomie patrzeć jak bezksztautna masa próbuje coś z nim robic a on nie może się bronić. Ale lekarz nie podzielal mojego zdania. Przeprowadził mi lekcje pod tytułem podanie zastrzyku jest konieczne bo tak. Na koniec dodał ze powinnam zapłacić za ten błąd i gdyby to nie były praktyki z mojej wypłaty zaplacilabym za całą sterylizacje. Czyli najgorsza konsekwencja to moja wypłata. Nie zdrowie psa nie jakość zabiegu tylko moja wypłata.
Nie zamierzam mówić ze wszyscy studenci są tak uczeni. Jednak ja byłam. Istnieje więc prawdopodobieństwo iż lekarze od ludzi są uczeni od początku tak by myśleć faktycznie Ze pomagają.
Inna sytuacja też niestety z weterynarii. Prowadząc prywatne schronisko dla zwierząt stale korzystałam z usług weterynarza. Większość zwierząt która miałam pod swoją opieka to zwierzęta po przejściach często chore lub ranne. Gdy szłam ze szczeniakiem to lekarz podawał odrobaczenie i trzy szczepienia. Gdy szłam ze zwierzakiem starszym była podana tylko jedna szczepionka przeciw wściekliźnie. Starsze psy nie są narażone na nosowke.
W śród ludzi też najwięcej szczepień otrzymują dzieci. A może były by one mniej narażone na zarażenia gdyby osoby starsze się szczepily zamiast korzystać z odporności zbiorowej budowanej poprzez szczepienie dzieci. Nie chodzi mi o osoby zupełnie stare. Wiadomo ze ich układ odpornościowy może być już slaby. Jednak odporność małego dziecka jest również słaba i nie rozwinięta. Dla czego więc to właśnie najwięcej szczepień jest przed ukończeniem pierwszego roku życia ? Dużo lepiej by było gdyby szczepienia były podawane osobom w wieku 18-30 lat. Odporność zbiorowa raczej by na tym nie ucierpiała. A dzieci korzystały by z odporności właśnie zbiorowej. Byłabym niezmiernie wdzięczna za komentarze od lekarzy i osób uczonych dla czego nie stosuje się takiego rozwiązania. Wiek 18-30 lat jest wiekiem największej wydajności człowieka i zdolności do pracy. Jeśli jednak szczepionki nie są szkodliwe nie ograniczylo by to ilości dobrych pracowników.
Czytałam kiedyś wpis pewnej lekarki która chyba uznała ze rodzice nie szczepia dzieci bo boją się igły. Moim zdaniem to największe bzdura bo sama igła nie jest straszna. Zastrzyk faktycznie boli i dziecko reaguje na to płaczem. Jednak ból ten po chwili mija. Gdyby chodziło tylko o strach przed igła żadna dziewczynka nie miała by kolczyków a bardzo dużo dzieci przecież je ma.
Na dzień dzisiejszy kończę wpis. Nie zamierzam go rozwijać o skład szczepień gdyż jak już mówiłam na początku nie jestem medykiem ani chemikiem i jedyna wiedzą na ten temat jaką mam to ta zdobyta z Internetu oraz z rozmów z lekarzami i znajomymi.
Dodam jescze tyle ze to czy dziecko należy szczepic czy nie jest trudna decyzja. Tak na prawdę nie szczepiac narazamy życie dziecka bo przecież może zachorować. Szczepiac również podejmujemy ryzyko bo może dojść do fatalnych powikłań. Rodzicielstwo polega na podejmowaniu trudnych decyzji. I tak jest w każdej dziedzinie nie tylko w temacie szczepień. Szkoła która wybierzemy dla dziecka może okazac się miejscem gdzie dziecku stanie się krzywda. Może się okazać ze zabawka która kupimy wywoła straszna alergie. Na każdym kroku musimy podejmować ciężkie decyzję i ponoscic ich konsekwencje. Jeśli dziecko nieszczepione zachowuje odpowiedzialny za to będzie rodzic. Tak samo jeśli zdecydujesz szczepic i wystąpią odczyny niepożądane również ty rodzicu bedziesz odpowiedzialny za krzywdę dziecka. Podejmując decyzję podejmujemy odpowiedzialność.

Moje dziecko sie nie dzieli

Moje dziecko się nie dzieli.
Nie robi tego gdyż nie uczę corki dzielenia się z innymi swoimi zabawkami. I jeśli nie ma ochoty się podzielić to wcale nie musi.
Bywajac na placach zabaw często słyszę jak rodzic mówi do dziecka by dziecko oddało swoją zabawkę. I te dzieci wtedy te zabawki oddają.
Dwa lata temu byłam z K. na placyku wlasnie. Pewien chłopiec jadł ciasteczka. K. bawiła się obok nie zwracając uwagi na chłopca. Dopiero na dźwięk szelestu opakowania odwróciła głowę. Tata chłopca od razu nakazał – podziel się z dziewczynka. Chłopiec automatycznie wykonał prośbę ojca. Nikt się nawet nie zastanowił czy ja wyrażam zgodę by moje dziecko to ciastko dostało. Ale nie to jest najgorsze. Ojciec chłopca patrzył na mnie wyczekujaco. Czując presję w jego wzroku powiedziałam do K. by podziękowała. Oczywiście wiedziałam że K. tego nowe zrobi. Nie umiała wtedy jeszcze dziękować. Wogle nie za wiele jeszcze mówiła. Tata chlopca był jednak zadowolony. Ja dobra mama upomnialam dziecko co powinno zrobić. Przerazila mnie zaś reakcja chłopca. Na moja prośbę o podziękowanie zareagował on właśnie i zupełnie nie patrząc po co to robi powiedział dziękuję.
Przerażające. To dziecko działało jak robot. Bardzo nie Chciałam by moja córka Tak reagowla poslusznie.
Dziękować prosić i przepraszać nauczyłam córkę sama dziękując jej za to co mi daje prosząc ja i przepraszajac. Minęły dwa lata i K. gdy tylko czuje sama ze powinna powiedzieć dziękuję to mówi. Co wcale nie znaczy ze dziękuję za każde dostane ciastko. Robi to spontanicznie kiedy sama chce i jest to szczere. Zawsze nie wymuszone.
Tak samo nie Chciałam jej mówić oddaj zabawkę podziel się. Ja sama mam swoje rzeczy którymi się nie dziele np. telefon. Jak by ktoś go chciał to by nie dostal. Nie bo to moje. Dziecko też ma prawo do swoich rzeczy. Jeśli ma jakieś swoje zabawki to te zabawki są dziecka. I tyle. Wcale nie musi ich oddawać. K. dobrze o tym wie. Czasem słyszę z tego powodu nie mile komentarze. Ze wychowuje samoluba i wogle. Wtedy uśmiecham się i mowie by rodzic oddał mi swój telefon. Patrzą wtedy jak na zlodziejke. A ja nie widzę żadnej różnicy między oddaniem telefonu a oddaniem wiaderka.
Mimo to K. potrafi się dzielić. I nawet robi to chetnie jeśli ma ochotę. Bywa ze mając paczkę zelkow sama podchodzi do kogoś i czestuje. I nie robi tego by usłyszeć dziękuję. Robi to bo ma ochotę się podzielić bo wie ze to sprawi komuś radość.
Mi się to bardzo podoba. A to ze innym nie to już nie mój problem. Jeśli ktoś chce by jego dziecko robiło to co wypada to jego sprawa.