Bajka o marysi i o samochodzie ktorego nie dostala

Była sobie kiedyś dziewczynka imieniem Marysia. Marysia uwielbiala się każdego dnia bawić. Pewnego razu zamarzyl się jej samochód. Taki duży ze by mogła w nim jeździć. Bardzo chciała mieć swoje auto. Jeździła by po pokoju i po ogrodzie a może nawet kiedyś wyjechała by w jakaś długa podróż na wakacje swoim samochodem. Myślała o nim i nie chciała bawić się innymi zabawkami. Gdy nadeszły jej urodziny poprosiła mamę o wymarzony samochód. Mama dala Marysi w prezencie wielkie pudło opakowane w kolorowy papier i obwiazane czerwona wstążka. Marysia z ogromną radością rozpakowala pudło Ale zamiast samochodu znalazła w środku mniejsze podelko. Pomyślała że trochę mniejszy samochód też może być. Rozpakowala mniejsze pudełko i ku jej zaskoczeniu w środku było kolejne pudełko. Marysia posmutniala. Jej samochód będzie za mały by mogła nim jeździć Ale przynajmniej będzie wozić nim misia. Otworzyła pudełko i zobaczyła że w środku jest coś kolorowego. Ale to wcale nie było auto tylko klocki. Marysia była bardzo zla i zawiedziona. Że złości rozzucila wszystkie klocki po całym domu. Głośno zawołała że nie będzie się nimi bawić. Mama Marysi pozbierala klocki i pokazała córce że z klocków można zbudować zupełnie wszystko. Zbudowała domek i mebelki Ale Marysia nawet nie chciała patrzeć. Potem mama zbudowała samochód z klocków. Samochód ten był wielki i Marysia mogła do niego wsiąść. Dziewczynka bardzo się ucieszyła. Gdy nadszedł wieczór mama powiedziała ze klocki trzeba schować do pudełka. Marysia bardzo nie chciała rozkładać klockowego samochodu. Ale mama obiecała że następnego dnia pomoże Marysi zbudować Nowy samochód albo nawet helikopter czy samolot. Marysia pokochała klocki i każdego dnia budowała z nich fantazyjne rzeczy. Jednego razu zbudowała zwierzątka i udawała że jest w zoo a innego zbudowała rakietę i poleciała w kosmos. Budowanie z klocków stało się jej ulubiona zabawa a z czasem jej zestaw klocków robił się większy.

Wyszlam z domu

Pierwsze wyjście bez dziecka
Od momentu narodzin S. była przy mnie i ze mną. Nie zostawiłam jej wcale. Nawet w szkole dogadalam się z dyrektorem tak bym mogła zabierać dziecko na lekcje. Dziś pierwszy raz musze wyjść bez córek. Wyszlam niby z uśmiechem , Ale przyznam nogi mi się trzęsą. W sumie nie że strachu. Dziewczynki zostały z tatą. Wiem że on sobie poradzi bo jest przecież dobrym ojcem. Z K. już zostawał wiele razy. Z reszta i S. zostawala pod jego opieka gdy usypialam starsza lub wychodziłam z psem na podwórko. Zadbalam o to by obie corki zasnely zanim wyjdę i były nakarmione. Zadbalam by było mleko dla S. Wszystko powinno być Okej. Uczucie niepokoju zwalczylam w sobie jak tylko się dało. Przecież K. też kiedyś była malutka i też zostawiłam ja kiedyś ten pierwszy raz. Wtedy chciałam płakać bo wiedziałam że nikt nie zajmie się maluszkiem Tak jak ja. K. oczywiście świetnie zniosła kilka godzin pod opieka babci. Myślę ze ja bardziej to przezywalam niż dziecko. Z każdym kolejnym razem zostawienie K. było łatwiejsze. Ja wychodziłam do pracy i skupialam się na pracy a mała świetnie się bawiła z babcią. Zostawienie S. ten pierwszy raz miało być łatwiejsze. I na prawdę wierzę ze by było gdyby W. nie wymyślił ze zaprosi koleżankę do pomocy. No cholera jasna obca babę do moich dzieci zapraszać ! W sumie znam trochę te dziewczynę i całkiem spoko nawet jest. No taka normalna koleżanka jeszcze z czasów dzieciństwa. Ogólnie ja lubię ale K. jej nie lubi a S. jej nie zna. Więc niby jakim cudem to ma być osoba do pomocy ? Przecież jak bym chciała brać sobie obca to bym znalazła taka która chociaż ma jakieś doświadczenie do dzieci.
Niestety musiałam wyjść dosłownie pięć minut po przyjściu koleżanki. Wyszłam w złości. Wiem ze mniej zla bym była gdyby zaprosił koleżankę do domu w roli kochanki. Wręcz zupełnie bym to zrozumiała gdyż ja w ciąży i po porodzie o seksie nawet nie chce myśleć i całkowicie nie mam na to ochoty. Ale nie chce do dzieci innej kobiety. Być może nie jestem idealna matka. Chociaż K. często mi powtarza ze jestem jej cudowna mamusia. Ale zaproszenie innej kobiety by zajęła się dziećmi kiedy mnie nie ma jest ogromnym ciosem. To Tak jak by W. powiedział ze on sam jest nieudacznikiem i zostawienie dzieci pod jego opieka to najgorszy błąd. I jak by uważał mnie za zla matkę i kogoś kogo da się zastąpić.
Być może ten wpis wyda się niektórym bez sensu. Ale musiałam opisac te sytuację z dziś.
Gdy wróciłam koleżanka bujala S. Bardzo nie lubię gdy ktoś dotyka moje maleństwa.

Wychowanie

Wychowanie cudzego dziecka to najtrudniejsza sprawa. W prawdzie nie ciężko jest takie dziecko pokochac i dac mu miłość, ciepło, szacunek. W XX wieku naukowcy odkryli ze inteligencję dziecko dziedziczy po matce. Profesorowie z Uniwersytetu w Cambridge jako pierwsi wskazywali, iż geny matki w znacznym stopniu przyczyniają się do rozwoju ośrodków myślowych w mózgu dziecka. Przeanalizowali oni wyniki badań, jakim poddano ponad 12 tysięcy osób w wieku od 14 do 22 lat. Pod uwagę naukowcy braki wiele czynników, w tym kolor skóry, status społeczno-ekonomiczny, wykształcenie. Jak się jednak okazało, najlepszym wskaźnikiem inteligencji było IQ matki. Nie należy zapominać, że inteligencja jest dziedziczona w zakresie 40-60 proc. Wpływ na zdolność pojmowania i rozumienia mają również cechy osobowościowe, społeczne, środowiskowe, ekonomiczne. Nie bez znaczenia jest fakt, czy dziecko ma zapewnione odpowiednie warunki do rozwoju i nauki. Dziś naukowcy mają niezbite dowody na to, że za mutacje genetyczne wpływające na rozwój naszej inteligencji odpowiada wyłącznie komórka jajowa. Dodatkowo niektóre cechy charakteru są dziedziczne. Na to jaki charakter dziecko będzie mieć wpływ ma oczywiście wychowanie środowisko no i właśnie geny. To , że jakieś dziecko w danym momencie się „źle” zachowuje, niekoniecznie jest oznaką rodzicielskiej porażki, bo są dzieci z natury nadpobudliwe, które nawet po dziesięciu wizytach w teatrze, nie będą potrafiły tam spokojnie wysiedzieć. Będą wiedziały jak się powinny zachowywać, ale jednocześnie będzie to dla nich zwyczajnie zbyt trudne. Badania naukowe, jedne po drugich, pokazują, że geny mogą wpływać na ludzkie zachowanie i procesy psychiczne. Odkrycie, że geny mają cokolwiek do powiedzenia, jeśli chodzi o ludzkie zachowanie, było szokiem jeszcze całkiem niedawno, w okresie, w którym wierzono, że kiedy ludzie się rodzą, są czystą tablicą, na której każdy może zapisać dowolne wzorce zachowań, jeśli wystarczająco mocno będzie się starał. Nadal pokłosie tego wierzenia wypacza nasze rozumowanie w teraźniejszości. Biorąc pod uwagę te fakty biologiczni rodzice mają ułatwione zadanie. Są bardziej w stanie zrozumieć dziecko. Natomiast gdy jeden lub dwoje rodziców nie jest biologicznym rodzicem zadanie ma utrudnione. Sama pochodzę z rodziny gdzie wychowywalam się z prawdziwa matka i nie prawdziwym ojcem. Ojczym używał różnych metod wobec mnie i mojej siostry. Zawsze twierdził ze kocha nas ( mnie , moja siostre i naszego brata – który biologicznie był jego ) tak samo. Natomiast ja z siostra odczowalysmy to inaczej. Bardzo często czulam się zupełnie nie zrozuniana. Dodatkowo moja mama potegowala zle poczucie wypominajac mi ze jestem podobna do ojca i ze nie potrafie nauczyć się bycia inna. Teraz rozumiem bardziej ze ojczym ma trudniejsze zadanie niż ojciec biologiczny. Właściwie będąc dorosłą osobą nie musze wracać do przeszłości gdyż na dzień dzisiejszy było by to bez większego znaczenia. Gdyby nie to ze K. jest w takiej samej sytuacji jak ja kiedyś. Na początku nie rozumiałam dla czego W. reaguje na różne zachowania K. zwracając jej uwagę. A on się przecież z całego serca stara zrobić Tak żeby było dobrze. Co jest nieraz trudne. K. jest cudownym dzieckiem. Jest pełna energii i ciekawa wszystkiego. Nie usiedzi w miejscu a gdy się nudzi robi wszystko by zwrócić na siebie uwagę. I nie pomagają żadne prośby by przestała biegać czy krzyczeć. W. natomiast ceni sobie spokój i tu pojawia się między nimi trochę konflikt. I jako ze wychowanie niebiologicznego dziecka jest takie trudne uważam ze wszyscy którzy podejmują się takiego wyzwania należy się wielki szacunek. Nawet jeśli zadanie nie zostanie wykonane poprawnie to samo podjęcie się tego wyzwania jest ważne.

Sen dziecka

Większość rodziców mówi i nie przespanych nocach. Niemowlę budzi się co godzine lub w lagodniejszej wersji nawet co trzy godziny Ale i tak się budzi. Powodów budzenia się jest mnóstwo. Czasem zimno lub za ciepło, nieraz kolka albo zęby. O ile w tych przypadkach faktycznie rodzic musi się rozbudzić i dziecku pomóc i tyle ja nie wstaje na karmienie. S. od początku śpi z nami i od lat skończyła jakoś miesiąc śpi wtulona we mnie. Pierś mam na wierzchu. Mi to w niczym nie przeszkadza a gdy malutka się budzi sama chwyta sobie pierś i sobie je. Dzięki temu ja budzę się tylko gdy trzeba zmienić pieluche. I spokojnie moge powiedzieć ze większość nocy mam przespanych. Czasem zdarza się ze się obroce na druga stronę i S. nie ma od razu dostępu do mleka. Wtedy musze się przemieścić po łóżku ale raczej to mnie zbyt nie rozbudza.
Wspólne spanie to sam pozytyw zarówno dla matki jak i dla dziecka. Jest to bliskość której przecież maleństwo potrzebuje. Chociaż wszędzie piszą o tym jak dziecko potrzebuje tej bliskości ale przecież matki również potrzebują być blisko dziecka. Odpowiada za to cały szereg hormonów i mamy które mają swoje maleństwo blisko siebie rzadziej wkurzaja się na dziecko. Udowodniono ze matki które spia osobno a dziecko na rękach mają tylko do karmienia i przebierania oraz innych zabiegów pielęgnacyjnych częściej irytują się płaczem dziecka.
Moda na ,, nie śpij z nim / nie bujaj bo się przyzwyczai zaczęła się dość dawno temu gdy kobiety urlopu macierzyńskiego miały 3 miesiące. Wtedy trzeba było dziecka już od Narodzenia przygotować na powrót mamy do pracy. Teraz gdy tego czasu jest rok możemy nacieszyć się byciem z dzieckiem.
K. odkąd skończyła dwa lata ma swój własny pokój. Zasypia nawet wieczorem we własnym łóżku. Rano jednak niemal zawsze budzę się z nią przy boku. I lubię to jak przychodzi w nocy. Chociaż bywają nieraz takie dni ze wieczorem powiem przed bajka by nie przychodziła i nie przychodzi. Zdarza się też ze sama z siebie nie przychodzi. Nie jest to częste.
Zupełnie nie dawno K. powiedziała ze przychodzi w nocy żeby mnie przytulić.
Jak długo przychodzą dzieci do sypialni rodziców ? No coz chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Ale czy słyszał ktoś o dziecku szkolnym które nadal przychodzi ? Ja nie słyszałam.

Wroclaw z dzieckiem 2

Wczoraj nie było zbyt ciepło. Do późnego południa siedzieliśmy w domu i zaczynaliśmy się nudzic. Osobiście nienawidzę nudy i jak trzy dni pod rząd siedzę w domu to zaczynam przestawiac meble byle tylko odrobinę zmienić przestrzeń wokół siebie. Połowę zimy byłam zmuszona przesiedziec w domu i mam dość. K. gdy się nudzi zaczyna być złośliwa czego bardzo nie lubię. Staram się wyjść czasem chociaż na pobliskie pola. Zawsze to lepiej niż siedzieć w domu No i pies z nami wyjdzie. Ale na polach jesteśmy tak często ze okoliczne psy już na nas nie szczekają. W. nie jest też chętny do wychodzenia z nami na ten mały spacer.
Na samym początku związku z W. obiecałam mu ze pokaże mu cały świat. I chciałabym tego dokonać i jednocześnie zapewnić dzieciom jak najwięcej atrakcji. Świat widziany oczami dziecka jest dużo bardziej fascynujący. Od kiedy jestem mama zupełnie inaczej patrzę na miejsca w których już kiedyś bywalam.
Myśląc co by tu porobic w końcu wymyśliłam zoo. Ubralismy się i poszliśmy. S. niestety przespala całe kilku godzinne zwiedzanie. Jest malutka i raczej nie zaciekawiła by się zbyt ale miałam nadzieję ze chociaż trochę otworzy oczy. Za to K. była zachwycona zwlasza w afrykanarium. Nawet W. którego zachwycić ciężko był zadowolony i zrobił milion zdjęć rybom i fokom i pingwinom. …
Zoo to bardzo udany pomysł na zapelnienie dnia.

O pomaganiu w domu

Najważniejsza cecha w związku to POCZUCIE WSPOLNOTY.
Tylko dzięki temu możliwe jest cieszenie się z siebie nawzajem. Często słyszę ze partner pomaga w domu albo ze pomaganie jest obowiązkiem mężczyzny i że nie każdy pomagać chce. Jestem na wielu grupach facebookowych gdzie dziewczyny często pytają czy mąż pomaga im w domu i jeśli nie to jak go do tego namawiać. W odpowiedziach zawsze jest oburzenie innych kobiet że jak to przecież pomagać musi i należy męża zmusić. Odpowiadają też nieraz panowie że nie pomagają bo żony i tak nie są za to wdzięczne. No jakiś absurd. Moim zdaniem mąż nie powinien pomagać. Bo kobieta nie potrzebuje pomocnika tylko potrzebuje partnera. Mieszkamy razem więc to oczywiste że sprzatamy razem bo razem brudzimy. Nie pomagamy sobie zmywac naczyń, zmywamy razem bo oboje przecież potrzebujemy naczyn. Oboje używany talerzy i szklanek. Nie pomagamy sobie w opiece nad dziećmi. Dzieci są tak samo moje jak i W. więc to oczywiste że zajmujemy się nimi wspólnie. Przy dzieciach pomaga mi moja mama i ciocie gdy zabiorą dzieci pod swoją opiekę gdy ja musze wyjść np do szkoły.
Mąż nie jest „pomocą” w domu, jest jego częścią.
A jeśli chodzi o wdzięczność i podziękowania, to do wszystkich mężczyzn którzy o nich piszą mam pytanie. Bo serio nie ogarniam komentarzy pod postami jak facet pisze ze zmusił się do pomocy ( wtf ? ) i nie dostał żadnej wdzięczności. Kiedy ostatni raz podziękował swojej żonie, kiedy skończyła sprzątać dom, zajmować się praniem, zmieniać pościel, kąpać dzieci, gotować, zajmować się całą resztą… Czy Ty Jej podziękowałeś tak naprawdę, coś w stylu: „Super, Kochanie! Jesteś fantastyczna!”? Czemu oczekujesz nagród i pochwał, kiedy raz w życiu zdarzy Ci się umyć podłogę? Zastanawiałeś się nad tym, przyjacielu? Może dlatego, że nasza kultura jest nadal maczystowska i wierzymy w to, że zajmowanie się domem jest obowiązkiem kobiety, a facet nie musi kiwać palcem. Podziękuj swojej żonie, tak jak byś chciał, żeby Tobie podziękowano. Rusz się, zachowuj jak prawdziwy partner, a nie jak gość, który przychodzi tylko zjeść, spać, wykąpać się i zaspokoić potrzeby seksualne… Poczuj się u siebie, jak w domu. W swoim domu!
Prawdziwa zmiana w naszym życiu zaczyna się w naszych domach, gdzie uczymy nasze córki i synów poczucia – Wspólnoty.

Wpis powstał na podstawie postu z grupy off-top rodzicielskiej

Wroclaw z dzieckiem

Pogoda zaczyna być coraz ładniejsza więc chętniej wychodzimy na spacery. Niedawno byliśmy na wrocławskim rynku i spędziliśmy tam dość dużo czasu. Myślę ze takie wyjście na rynek jest dla dzieci pewnego rodzaju atrakcją. Zawsze gdy pogoda w miarę dopisuje znajdą się tam ludzie którzy puszczają ogromne banki. A każde dziecko kocha banki mydlane.
Kolejna ciekawa atrakcją są mimy. Żywych posągów też na rynku jest kilku.
Najububiensza rzeczą na rynku dla K. jest fontanna. Pozwalam jej moczyć ręce.
Odwiedziliśmy też kościół św Elżbiety. Okazało się ze W. nigdy w nim nie był bo przecież kościoły należy omijać. Ja sama nie jestem katoliczka ani nic takiego Ale kościół ze względów turystycznych jest bardzo ładny.
Spacer z wózkiem jest teraz znacznie wygodniejszy niż kiedyś dzięki wyremontowanej posadzce zwanej szpilkostrada.