Latawiec , rozdział 5

Wokół panowała ciemność , Sara ostrożnie poruszała się po pokoju. Nie było widać nawet dłoni wyciagnietej tuż przed oczy. Wszystko spowijał mrok i cisza. Nie było słychać żadnych dźwięków. Pod bosymi stopami czuła chłodną podłogę. Każdy jej kolejny krok był coraz pewniejszy. Czuła zapach … Jego. Wiedziała że On jest blisko. Przez to podróż w ciemności była jedynie przyjemna. Magiczny chłopak o szafirowych oczach znów był przy niej. Mocno wciągnęła powietrze , by upewnić się iż to nie jest sen. On zawsze pojawiał się tylko w snach … Ale w snach nie czujemy zapachów. Zapachy towarzyszą nam każdego dnia i stanowią ważny element naszego życia, jednak w snach dominują zmysły wzrokowe i słuchowe. Chyba …
Zanim Sara zdążyła się zastanowić nad tym ,poczuła na swoim ramienu Jego dłoń. Przyjemne ciepło okryło ją całą, gdy On objął ją. Rozłożył swoje skrzydła i wzbili się razem poza ciemność.  Znów lecieli ponad światem. Światła miasta pod nimi wyglądały z góry jak gwiazdy. Przyjemny i znajomy widok.  Lecieli tak przez chwilę, nim wylądowali nad brzegiem jeziora. Księżyc odbijał się w tafli wody , a oni zasiedli na pomoście. Między nimi panowała cisza , nie potrzebowali słów , by czuć się dobrze. Sara położyła głowę na jego ramieniu. W tym miejscu czas mógł by się zatrzymać. Słychać było jak rozespane liście kołyszą się , można obserwować jak ryby pod woda istnieją. Delikatne krople deszu uderzały rytmiczne w taflę wody. Wokół Las , niebo co czas jakiś rozświetł błękit błyskawicy na niebie nieśmiało pojawiajy się gwiazdy , choć z trudem przebijały się przez chmury.
Zerkneła na niego. On także wyglądał olśniewająco. Jego skóra lśniła od blasku księżyca. Tak jakby tysiące maleńkich kryształków osiadło na nim i wokół niego. Jego oczy zdawały się być mokre od łez. Gdy to zauważyła dotknęła delikatnie jego twarzy. Dotykanie Go zawsze było przyjemne i wywolywało uczucie przyjemnego ciepła. Chciała móc wyczytać  jego myśli z szafirowych , zaszkolonych oczu.
– Pokaże ci coś- powiedział i zdjął buty oraz koszulkę.
Wskoczył do jeziora. Uśmiechnął się szeroko , klepiąc w wodę zapraszał Sarę , by zrobiła to samo. Zaczęła ściągać bluzkę, gotowa do skoku. Odslonila swój stanik i brzuch. Przez chwile zastanowila się czy lepiej zmęczyć biustonosz , czy też może pozwolić sobie na pokazanie się nago. Nie wstydzila się w Jego obecności, wręcz przeciwnie , wiedziała że może być przy nim zupełnie wolna. Sięgnęła w tył do haftek biustonosza ,  wtedy nagle pojawił się James. Stał tuż za chłopakiem o szafirowych oczach , tak jak by unosząc się na wodzie. Był w pełni ubrany , strój miał wojskowy. Jego twarz wyrażała wściekłość. Woda przybrała szkarłatny kolor , czas zdawał się przyspieszyć tak , że nie łatwo było wyłapać pojedyńcze obrazy. Nóż , krew , skrzydła, fale…
*
Sarę obudził jej własny krzyk. Leżała obserwując fioletowe ściany sypialni. James spał obok , uśmiechał się delikatnie przez sen, widocznie jego sny były przyjemne. Sara spostrzegła iż jest cała mokra. Ostrożnie i powoli wstała by się przebrać. Woda na jej ubraniu i włosach to zdecydowanie nie był pot , pachniała jeziorem… Tylko jak to możliwe , by przeniosła wodę ze snu do własnego łóżka ?
Gdy była już sucha , postanowiła zasnąć z powrotem. Sen nie chciał nadejść, zamiast tego w głowie znów wirowały myśli jak po każdym takim śnie w którym pojawiał się On. Po każdym spotkaniu sennym z tajemniczym mężczyzną czuła się jak by brakowało jej części własnej duszy. Tylko że dotąd łatwiej było odróżnić sny, choć od zawsze były cholernie realne. Ale teraz ta woda … I to że spotkała go w szkole. Gdy zobaczyła Jego na żywo pierwszy raz w zwykłym liceum dla dorosłych , przez chwilę myślała, że znów tylko śni. Jednak on był prawdziwy. Chłopak ze znów istnieje na prawdę i jest realna szansa spotkania Go. To powinno być ekscytujące , jednak wtedy w szkole cala pewność siebie jej zniknęła , tak bardzo iż nie zapytała nawet o imię. Wręcz cały dzień spędziła na unikaniu go. Jak jeszcze nigdy w życiu Sara miała zrobione wszystkie notatki i uważnie słuchała nauczycieli. Gdy tylko zdarzyło jej się na kawałek sekundy zapomnieć i spojrzeć w Jego stronę , ogarniala ją wszechobecna niemoc. Jego obecność w realnym świecie wywolywała dziwne uczucia , nie podobne do tych sennych. Tak bardzo pragnęła spotkać Go poza snami , a gdy to nastąpiło wcale nie czuła tej całej wspaniałości.
Nie mogąc spać, Sara wzięła telefon i zaczęła szukać w Internecie. Wierzyła że jest szansa iż tam znajdzie odpowiedzi. To nie było zbyt prawdopodobne , ale może chociaż mogła by znaleźć coś więcej niż w własnych myślach. Niestety wiedza z Internetu zupełnie nie okazała się pomocna. Zamiast znaleźć odpowiedzi natrafiała na poradnie psychiatryczne. Im więcej pytań zadawała do Google o swoich snach , tym więcej czytała o schizofrenii.

Przecież nie zwariowała. To wszystko jest rzeczywiste , ale na wszelki wypadek postanowiła nie mówić o tym nawet Jamesowi. Dobrze się im przecież układało. No może James nie spędzał z nią tyle czasu ile by chciała. Coraz częściej był w pracy , zostawał na dłużej , brał dodatkowe godziny. Ale przecież przy dwójce dzieci potrzeba więcej pieniędzy , a pieniądze bierze się z pracy. Przecież nie zaczął unikać rodziny , którą sam stworzył.

Sara nie spala już do rana

Latwiec , rozdział 4

Każdy ma swoje sekrety. Niektóre są większe, inne w zasadzie nieistotne. James nie chciał mówić Sarze wszystkiego o sobie. To nie tak, że chciał ją okłamywać , po prostu są nieraz takie rzeczy których mówić się nie powinno. Choć Sara najwyraźniej nie wiedziała iż można coś dla siebie zatrzymać , otwarcie powiedziała że wcześniej pracowała w pogotowiu antyzboczeniowym, z łatwością opowiedziała historię swojego życia. Nie bała się mówić o swoich błędach i uczuciach.  James znał jej cały życiorys z drobnymi szczegółami. Jednak sam nie mógł wyjawić zbyt wiele o sobie. Gdy tylko powiedział że pracuje dla Wojska , Sara już nie była zachwycona. Karabiny , czołgi , wojny … Dla dziewczyny to było straszne. Uważała że każde życie należy chronić, a nie niszczyć. Jej entuzjazm w tym kierunku był nawet czarujący , choć i bywał irytujący. Często sprowadzala do domu bezdomne zwierzęta , później szukała im nowych domów, nie pozwalała zabić pająka na ścianie , przy malowaniu ścian musiała się upewnić iż przy produkcji farby nie zginęła nawet mrówka. Często wrzucała monety do kubeczków żebraków , była wegetarianką i wychodziła na marsze przeciw aborcji. W tym wszystkim była tak autentyczna jak małe dziecko. Wciąż wierzyła , że każde życie jest dobre , a jeśli ktoś czyni źle to tylko dla tego , że nie ma innego wyboru. Gdy James próbował opowiadać o karabinach czy innych narzędziach , które służą do zabijania wykazywała całkowitą ignorancję. Tak jak by wszystko co złe, magicznie znikało gdy tylko się o tym nie mówi. James na prawdę nie chciał ukrywać nic przed Sarą , ale kiedy mówił jej co kolwiek , ona celowo przeksztalcała wszystkie nazwy , by pokazać jak bardzo jej to nie interesuje. Nie była głupia , ale nie chciała znać się na niczym co jej nie interesowało. Potrafiła nazwać pięćdziesiąt chwastów w ogrodzie po polsku i łacińsku, odrozniała samicę od samca wróbla czy żaby , wiedziała które grzyby są jadalne … Ale gdy James chciał powiedzieć coś o pistolecie, celowo nazywała go lornetką.
Nie było sensu mówić jej jaką pracę miał James. Dziewczyna która rozumie tylko to co chce zrozumieć , mogła by to bardzo źle przyjąć. Choć tak na prawdę wiedziała przecież iż świat nie jest tak idealny jakim ona go widzi. Ale może właśnie ze względu na to co przeżyła , teraz tak bardzo chce wierzyć iż świat może taki być. Może na tym właśnie polegał problem. Może wcale nie bała się tego, co tkwi w ciemności. Może bała się ciemności, która tkwiła w niej samej.
Jednak James kochał Sarę. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Z początku nawet nie zauważał jak powoli w jego sercu robi się miejsce dla Sary. Na początku nie chciał pokazać jej kim jest , nie chciał pozwolić na zbliżenie gdyż bardzo bał się zranienia. Zdarzyło się w jego przeszłości już kochać. Miłość jest piękna , ale gdy się ją straci to ból jest tak ogromny , że ciężko to znieść. Zranione serca boją się ponownie zaufać. Niektórzy mówią że lepiej kochać, a potem płakać. Następna bzdura. Wierzcie mi, wcale nie lepiej. Nie pokazujcie mi raju, żeby potem go spalić. Ciężko się po tym zebrać do kupy , ciężko ponownie zaufać iż raj może powstać na nowo. A jednak powstał , piękniejszy niż poprzednie , najwspanialszy ogród w ramionach Sary.
Chyba rozumiesz więc, że gdyby James przyznał że jest zabójcą na zlecenia , jego raj mógł by spłonąć. Przecież kiedyś jej powie. Kiedyś … Gdy będzie gotowa.