Zabawki

K. podbiega do jakiegoś chlopca, chciałaby się pobawić jego autem. Często nosze ze sobą dużo zabawek żeby mogła zaproponować swoje ma chwilową wymianę. Miałam ze sobą mała pileczke, gumowego kotka i jakaś lale. Oczywiście nie każde dziecko chce się wymieniać i szanujemy te granice.
– czy dasz to ? – spytała Karmela. Zanim chłopiec zdążył się zastanowić czy faktycznie jest chętny na zamianę lub wspólną zabawe do akcji wkroczyła jego babcia szybko komentując iż dziewczynki się autami nie bawią. No rozumiem zabawka cenna ,czy coś. Ale taki argument uważam za słaby. Wystarczlo powiedzieć nie. Przecież nie ma nic złego w tym ze dziecko które jest dziewczynka bawi się autami. Tak samo jak chłopiec z lalka nie powinien być postrzegany źle. Kiedyś jedyna rolą kobiety było zajmowanie się domem ,dziećmi albo towarzyszyć mężczyźnie jako ozdoba. Zabawki przeznaczone dla dziewczynek to właśnie lalki , zestawy do gotowania czy sprzątania i słodkie różowe gadżety. Tak jak by dziewczyna nie mogła zostać mechanikiem czy astronauta albo chociaż by kierowca. Dziecko od najmłodszych lat ma być przygotowane do swojej roli życiowej przez zabawki o konkretnym przeznaczeniu. A tak być nie powinno. Dziecko powinno samo wybierać sobie czym się chce bawić.

Dziecko

Każdy człowiek ma granice cierpliwości. Jeden mniejsze drugi większe , ale ma je każdy. No może poza mnichami od jogi ale nie o mnichach chce pisać. Dzieci jak to dzieci chętnie te granice przekraczają. W ciągu każdego dnia zdarzają się sytuacje gdy granice zostają przekroczone do zenitu a może i nawet bardziej. Dziś byłam u babci. Była moja mama z swoim małym synkiem , brat z dziewczyna … No ogólnie pełny dom. Dla K. to zawsze wielkie wydarzenie , tyle ludzi – tyle atrakcji. Z każdej strony coś się dzieje. Ciocia się bobawi, wujek pobiega , kot będzie uciekał … Trzeba korzystać i bawić się na całego. Zabawa ta jest pełna emocji wiec nie będzie cicha. Raczej będzie zwyczajnie szalona. I to jest w porządku. Nikt nie mówi ze jest źle , aż tu nagle babcia krzyczy : zostaw to bo w dupe dostaniesz. Do mojego dziecka takim tekstem ?! I to już nie pierwszy raz. Gdyby faktycznie dokonała tego chyba bym musiała w obronie dziecka swego babcie tez po tyłku trzasnac. Bo to by było przekroczenie granic , moich i mojego dziecka. Ja rozumiem że granice babci zostały przekroczone , rozumiem ze sama dużo emocji różnych odczowala w związku z tym ze dużo nas w domu jej było. Rozumiem ze chciała szybko rozładować swoje złe emocje. Ale bez przesady.
Pisałam już jaki wpływ ma bicie ma dzieci ale powtórzę to. I będę powtarzać. Jeśli chociaż jedna osoba czytajaca mojego bloga dzięki temu zmieni podejście wiem ze będzie to ogromny sukces.
Klaps uczy dziecko ze siłą można zmusić kogoś do określonego zachowania. Tak wiec bite dziecko będzie bardziej skonne uderzyć inne dziecko na placu zabaw w celu osiągnięcia czegoś. Ten który jest większy i silniejszy ma większe prawo do decydowania o przebiegu zabawy.
Dziecko bite uczy się kłamać. Strach przed kara sprawia ze nie będzie się chciało przyznawać do winy. Uważam ze to bardzo nie korzystna cecha. Przyznanie się do winy i tak jest trudne. Nawet dorośli wola powiedzieć to nie ja niż zmierzyć się z odpowiedzialnoscia. Zdarzało mi się spotkać takich ludzi i na prawdę ciężko z nimi jest. A taki dorosły tez był kiedyś dzieckiem i dziecko tez kiedyś stanie się dorosłym. To właśnie teraz ,właśnie dziś ksztautujemy przyszłość swoich dzieci. One kiedyś będą dorosłe.

Bo ta podłoga …

Byłam w szkole. Na prawdę w końcu doroslam do tego by się uczyć i wiedza która zdobywam okazuje się na prawdę nie zwykła. Chociaż to co najlepsze nie mieści się w podręcznikach. W tym semestrze miałam w planach już nie zabierać S. do szkoły wcale. Wyszło tak ze ja miałam na czesci lekcji. I jeszcze kilka razy tak będzie. S. już siedzi , raczkuje , próbuje chodzić , staje o każde możliwe podparcie. Jej zdolność samodzielnego poruszania się i ciekawość w zdobywaniu tego co dalej sprawia, ze na rękach, a tym bardziej w wózku, nie bardzo chce już siedzieć. Siedmiomiesieczne dziecko to już całkiem duży człowiek. W domu S. swobodnie chodzi po całym domu , a najchętniej zachodzi do pokoju K. gdzie jest najwięcej zabawek. Normalnym dla mnie jest ze dziecko spaceruje po podłodze nawet jeśli do tego spacerowania używa rąk. Jednak okazało się ze nie dla wszystkich to takie normalne. Co z tego ze podłoga jest myta , na niej sa zarazki i bakterie. Yyy tak. To zapewne prawda , ale zawsze wydawało mi się ze te zarazki są również w powietrzu , na krzeslach, na ubraniach … Wszędzie w całym otoczeniu. Otóż nie. Te zarazki siedzą sobie na podłodze. Podłoga jest dla nich idealnym miejscem bo zarazki przecież uwielbiają chłód nieożywionej płaskiej powierzchni gdzieś na dole. I tylko siedząc na podłodze czekają aż ktoś je weźmie do buzi. Wydaje mi się ze gdy tak było to ludzie przestali by chorować , bo bakterie z podlogi raczej nie były by groźne. Ale co ja tam wiem.
Podłoga faktycznie może być brudna. Jak by nie patrzeć jest ona zawsze najbardziej używana powierzchnia w każdym pomieszczeniu. Jednak gdy skarpetki dziecka nie zmieniają koloru z różowego na szary , do raczek nie przyklejaja się paprochy, nie klei się nic to znaczy ze podłoga jest czysta.
Staram się nie ograniczać moim dzieciom przestrzeni i możliwości ruchu. Czasem faktycznie jest to nie możliwe , ale nie rozumiem ograniczania dzieci gdy nie jest to konieczne.

Sny

Od kad pamiętam mam sny bardzo realne. Są zawsze takie prawdziwe. Wszystko co się w nich wydarza odczuwam wszystkimi zmysłami. Czasem budząc się bywam zdziwiona dla czego jestem we własnym łóżku. Bywa nieraz ze do kilku minut zajmuje mi ogarnięcie ze to był tylko sen.
Grupa naukowców z Boston Harvard Medical School twierdzi, że dokonała zadziwiającego odkrycia. Ich zdaniem sny nie są tylko seriami niepowiązanych ze sobą wyobrażeń i dźwięków, ale są realnymi zdarzeniami występującymi w alternatywnych wszechświatach, które przebijają się do naszego poprzez nasze umysły pozostawione w stanie nieświadomości. Moim zdaniem to ma sens. Sny jakie przeżywam są potwierdzeniem tej teorii.
Sny mam o różnych tematach. Niektóre sa zbyt magiczne by pomylić je z rzeczywistością , inne zaś są tak zwykle nie da się ich odróżnić od realnego świata.
Nieraz sprawdzam w senniku znaczenie ,ale to tylko poszczególne elementy.
W temacie snów chciał bym opowiedzieć o kilku rzeczach.
Zdarza mi się słyszeć ze np znajomym czy rodzinie nic się nie śniło. Wiem ze to twierdzenie nie jest prawdziwe. Każdy ma sny. Zawsze , tylko nie zawsze je pamiętamy. To czy sen zapamiętamy zależy od tego w którym momencie się wybudzimy. Ja mam to szczęście ze rozbudzam się najczęściej w fazie zapamietujacej. Albo i nie szczęście bo nie zawsze sny mam takie które chciałabym pamiętać.
Zwierzęta tez mają sny. Można zobaczyć jak nieraz zwierzak rusza się przez sen jak by śniło mu się ze coś goni. Miałam mnóstwo możliwość by to zaobserwować.
U niemowlaków i małych dzieci sen jest niezbędny nie tylko do odpoczynku, ale i do dojrzewania mózgu. Dlatego też jeśli urodzi się wcześniak, ma on marzenia senne niemal przez całą długość swojego snu, natomiast dzieci do 2 roku życia śnią przez prawie połowę czasu przeznaczonego na sen. Z czasem każdy nabywa swojego rytmu marzeń sennych i ustala się on na poziomie przeciętnie 20%. Znowu zmienia się to starość. Ludzie starsi ogólnie śpią krócej, krócej też mają sny.
Podczas snu nasze zmysły pozostają aktywne. Ostatnio przez sen słyszałam chrapanie Wiktora , a w projekcji sennej słyszałam to jako odgłos potwora. Potwierdzają to również naukowe badania. Gdy spiacym do łóżka wkladano igły snili ze ktoś ich krzywdzi, gdy dmuchano im ciepłym powietrzem na twarz w snach byli na gorącej pustyni. Podobno można się nauczyć obcego języka słuchając go przez sen. Są tez nagrania mające na celu programowanie umysłu np na lepsza pewność siebie których słuchać należy w fazie pół snu lub snu. Czasem nawet słucham takich nagrań bo znacznie lepiej mi się zasypia przy nich. To tam nawet mówią może się zdazyc ze podczas słuchania nagrania zaśniesz i nie wszystko świadomie zapamietasz. Nie przejmuj się , twój umysł zapamięta i wykorzysta zdobyte informacje.
Podobno sny maja nawet niewidomi. Ciekawiło mnie to tak bardzo ze kiedyś zaczepilam niewiadomego człowieka i zapytałam o to. Odpowiedział ze w snach chyba widzi ale nie jest do końca pewny bo nie potrafi sobie wyobrazić co to znaczy widzieć. Podobno w snach używa pozostałych zmysłów tak jak i w codziennym życiu. Śniły mu się dzwieki, zapachy.
Kiedyś myślałam ze wszyscy ludzie maja sny tak realne jak ja , ale już w podstawówce dowiedziałam się ze tak nie jest. Wtedy właśnie zaciekawił mnie temat snów. Skąd się biorą , czemu służą , dla czego jedni ludzie nie pamiętają ich wcale , a inni nie mogą zapomnieć , co się dzieje podczas snu i jakie to ma znaczenie.

Nosze swoje dzieci

Weekend spędziłam w szkole. Jest to szkoła dla dorosłych wiec oprócz nauki normalne rozmowy tez się odbywają. Nie jestem jedyna która ma dzieci , a ze dzieci to temat do rozmów ciekawy to często się gada o dzieciach. Na angielskim usłyszałam jedna z moich ulubionych rzeczy. Dziecka nie można nosić bo się przyzwyczai. Bo wiecie 9 miesięcy noszenia dziecka w brzuchu nie wystarczy by się przyzwyczailo. Trzeba zacząć już kobietom w ciąży mówić żeby przestały te dzieci nosić. No serio bo potem się rodzi takie wynoszone i jeszcze bezczelnie się tego domaga. Ledwo się urodzi i już próbuje rządzić światem i wymusza na rodzicach by je nosić.
Genetycznie rzecz biorąc człowiek jest gatunkiem noszaczy. To znaczy ze potrzebuje bliskości tak samo jak jedzenia czy snu. Wystarczy zauważyć jak doskonale maluch dopasowuje swoje ciało do ciała rodzica by noszenie było wygodne. Przybieranie skulonej pozycji, C-kształtny kręgosłup, odruchowe wtulanie się w rodzica i refleks w reakcjach na jego ruchy, to niepodważalne oznaki naturalnej adaptacji niemowląt do noszenia. Dzieci chcą być noszone i robią, co tylko potrafią, aby ułatwić nam bycie blisko. Jeśli twoje dziecko zasypia najchętniej w twoich ramionach to nie znaczy wcale ze dziecko jest rozpieszczone. Znaczy to ze dziecko jest zdrowe i doskonale się rozwija.

Ciasto czekoladowo mietowe

Jutro mam urodziny. Z tej okazji postanowiłam zrobić ciasto. Spędziłam na tym cały wieczór I pół popołudnia. chętnie podzielę się z wami przepisem. Bo każdy powinien wiedzieć jak ciasta robić nie nalezy. Biszkopt ( 5 jaj , pół kostki masła , szklanka maki , łyżka proszku do pieczenia i kakao o smaku mięty ) . Wbilam jajka do garnka i dosypalam cukru. Według przepisu należy ubić z tego pianę. Nie posiadam miksera , bo jakoś nigdy nie był mi potrzebny. Zamiast tego użyłam wiertarki. Nie jestem pewna czy to wina piekarnika czy tego kakao mietowego , ale ciasto urosło zaledwie na dwa i pół centy metra i mimo iż jest słodkie i w sumie dobre to jego kapciowa konsystencja trochę zaniza jakość tortu.
Masa ( bita śmietana , masło , liście świeżej mięty i czekolada ). W smaku pyszna. Delikatna czekoladowa i z dobrze wyczowalnymi liśćmi które nie do końca postanowiły poddać się mikserowi. Pomimo całej kostki masła , które przecież jest twarde , masa postanowiła pozostać płynna. Gdybym tylko w domu miała coś oprócz kaszki ryżowej dla dzieci , zagescilabym ja jakoś. Nawet przez chwile trzymałam te kaszke w rękach i rozwazalam ten pomysł. Ostatecznie uznałam ze zamiast masy może wyjść z tego polewa. Rozpuscilam kolejna tabliczkę czekolady i dodałam ja do masy. Po tym dopiero zobaczyłam jak płynna potrafi się zrobić bita śmietana gdy doda się do niej gorącą czekoladę. Udając ze wiem co robię schowałem maso- polewe do lodówki. Nie za wiele to dalo. Tak wiec rozlalam to coś po cieście. Nalozylam drugi biszkopt i zalałam resztą masy. Mam nadzieje ze do jutra jednak coś zgęstnieje i mój tort okaze się jadalny.
Tak czy siak jestem z siebie dumna. Trzeci raz w życiu upiekłam ciasto inne niż z pudełka.

Troche o mojej Karmeli

Dziecko ciągle płacze? Jest nieodkładalne? Nie lubi wózka, łóżeczka i nie zasypia poza twoimi ramionami? Nie martw się, nie jesteś złą mamą. Najprawdopodobniej trafił ci się egzemplarz „high need baby” – dziecko wysokich potrzeb.
Zanim zostałam mamą trochę zajmowalam się dziecmi koleżanek. Tak wiec kiedy zaszlam w pierwsza ciążę myślałam ze o dzieciach coś wiem. Wszystkie te dzieci były cudownymi , rozkosznymi maluchami. Wiecie jak na tych wszystkich filmach – urocze dziecko w uroczym wozku. Z perspektywy czasu widzę jak tamte dzieci były spokojne chociaż od ich mam słyszałam jak jest ciężko. Gdy urodziła się Karmela była najglosniejsza ze wszystkich dzieci w szpitalu. Gdy inne maluchy spały w szpitalnych lozeczko- wózkach , moja mała córeczka spokojna była tylko przy piersi. Trochę w nocy udało mi się ja wziąć do mojego łóżka i wtedy słodko spala. Jedna z położnych powiedziała ze to przez palenie papierosów w ciąży. Dziecko uzależnione domaga się nikotyny wiec placze. Wyszłam kilka razy za pozwoleniem położonej zapalić papierosa. Szczerze mówiąc nie za wiele to dalo bo Karmela dalej była spokojna tylko przy piersi. Jedynie co to miałam wymowke by wyjść zapalić. Trochę wzrosło przy tym moje poczucie winy ze dziecko jest prze mnie uzależnione. W domu miałam przygotowane dla karmeli śliczne łóżeczko. Dużo słyszałam o tym ze nie powinno się spać z dzieckiem bo się przyzwyczai , a jak od początku ma swoje łóżeczko to lepiej śpi. Przez dwa miesiące starałam się przekonać siebie sama do tej racji i sumiennie odkladalam karmele do jej łóżeczka. Potrafiła obudzić się w nocy trzydzieści razy. W końcu nie wytrzymałam i zasnelam z nią podczas karmienia. Przespala cala noc , sama w nocy znalazła pierś gdy była głodna i nakaemila się bez rozbudzania mnie. By siebie usprawiedliwić zaczęłam szukać mądrych rzeczy na temat wspólnego spania. Mu mojej uciesze znalazłam wiele korzyści ze spania z dzieckiem. Każdego dnia odkrywalam jak bardzo wyjątkowe jest moje dziecko. Od samego początku była taka inna od wszystkich dzieci. Gdy widziałam inne dzieci w wózkach , grzecznie siedziały i oglądały świat lub spały. Karmela wózka nie lubila, wolala być na rękach. Nie zajmowała się sobą i towarzyszyła mi nawet w toalecie. Szukałam wyjaśnienia tego w tym ze przy początku jej życia brałam ja ze sobą wszędzie bo mieszkał ze mną niebezpieczny dla dziecka pan B. Jednak pan B. zniknął na dobre z naszego życia gdy Karmela skończyła rok , wcześniej pojawiał się raz częściej raz rzadziej.
Czytając sobie różne artykuły dla rodziców przez przypadek natrafiłam na temat high need baby. Im więcej czytałam o tym tym bardziej mi pasowało. Chociaż nie zawsze wszystko. Na przykład to ze czasem Karmeli moje towarzystwo się nudziło, ale i o tym szybko znalazłam mądry tekst. Dla czego hnb nie wyginely w ewolucji czlowieka : bo dzieckiem zajmował się ten kto miał czas – babcie ciocie siostry nie tylko mama.
Moja Karmela jest całkowicie hnb. I im starsza jest tym bardziej pokazuje ze jest wyjątkowa. Potrzebuje ona bardzo dużo uwagi i za każdym razem gdy jest to zaspokojone jest cudownym , pełnym pomysłów , radosnym dzieckiem.
Dzieci te po prostu muszą mieć wszystko czego chcą tu i teraz. Mają siłę się tego domagać. Spełnienie ich oczekiwań ułatwi życie całej rodzinie, a twoje dziecko wyrośnie na zdeterminowanego, asertywnego dorosłego. Nie zawsze jest to łatwe zwlasza gdy ze wszystkich stron słychać ze dziecko jest zwyczajnie rozpieszczone. Osobiście nie uważam by podążanie za dzieckiem było rozpieszczaniem. Nie można za bardzo kochać dziecka.
Zdarza się ze ktoś mi zarzuci iż nie wychowuje karmeli. Polecają mi oni przemocowe wychowanie, wiecie – krzycz , bij , nie przytulaj. Przemocy nie popieram wcale , a w przypadku hnb taki stosunek do dziecka tylko by pogorszyl zachowanie.

Jak sie zwracac do tesciowej

Jak zwracać się do teściowej. Bo to jest tak: poznajesz faceta. Takiego co to wiecie: na dobre i na złe. Potem spotykasz jego rodzinę, w tym tez oczywiście mamę swego wybranka. Na samym początku mówiłam do teściowej na pani. Wydawało mi się to najbardziej odpowiednia i grzeczną formą. Chociaż to słowo mogło by znaczyć ze teściowa jest mi bardziej obca niż bliska. Gdy zaszlam w ciążę teściowa sama zaproponowała by mówić do niej mamo. Jednak dla mnie słowo mama ma zbyt ważne znaczenie by kogoś innego prócz mamy mojej tak nie nazwę.
Nawet jeśli czasem wkurzają nas nasze matki, to nie da się ukryć, że to one dały nam to życie. Za sam ten fakt należy im się szacunek i to wyróżnienie, żeby tylko i wyłącznie ją nazywać MAMĄ… tak przynajmniej myślę. Dlatego nie rozumiem, dlaczego w naszym kraju nie ma innego określenia, którym mogłabym bez narażania się na rodzinną klątwę nazywać swoją teściową! Zazdroszczę tym, którzy bez ogródek walą do teściowej po imieniu – dla mnie byłoby to dziwne, bo to jednak MAMA- mojego męża i bądź co bądź jakiś dystans trzeba trzymać (a może nie?..). Wyobrażam już sobie, jak wołam do swojej „Ziuta, dejże trochu pieprzu do tyj zupy!” (z tym że moja teściowa wcale nie jest Ziutą…). Tesciowa sama zaproponowała żeby już lepiej zwracać się bez osobowo , po prostu do niej bez żadnego przedrostka typu mamo czy pani. Ogółem tak właśnie próbuje chociaż to sprawia ze nie raz czuje ze rzucam słowa w powietrze ot tak bez konkretnego adresata.
Najmniejszym problemem było by jednak zwracac się per tesciowo. Tak po prostu. Skoro wujek jest wujkiem , kuzynka to kuzynka to czemu teściowa nie może być zwyczajnie tesciową.? Przecież z jakiegoś powodu to słowo istnieje a używanie go nie tylko w dowcipach ułatwiło by życie wielu ludziom.

Ta jedyna jedna wybrana

Moja jedyna.
Od początku drugiej ciąży wiedziałam ze dziecko będę karmić piersią. Nawet nie brałam pod uwagę innych rozwiązań i celowo przy kompletowaniu wyprawki pominęłam butelkę( tak samo jak i smoczek ) .
Przy pierwszej ciąży nie byłam tego taka pewna. Chociaż wszyscy wokół zachwalali mi karmienie piersią to nie zastanawiałam się zbytnio nad tym. Po porodzie przystawilam karmele do piersi. Nieporadnie złapała no i pila. Dość mocno poranila mi brodawki ale jakoś przetrwalam początek. Myślałam by odstawić ja jak miała 3 miesiące ale gdy ten czas nadszedł karmienie szło mi już tak dobrze ze postanowiłam wydłużyć czas do 6 miesiąca. Przedluzalam tak do drugich urodzin i pewnie karmilabym dłużej. Karmienie piersią było łatwe , tanie , wygodne. Mleczko pomagało karmeli na wszystko – na glod, smutek, pocieszenie , przytulanie , usypianie. Karmela była całkowitą cycocholiczka.
Przy drugiej ciąży nie zastanawiałam się już jak będę karmić. To było dla mnie oczywiste ze najwygodniejsze i najlepsze będzie karmienie piersią. Oczywiście z zamiarem dwuch lat.
Gdy Sandra się urodziła pięknie chwycila pierś przy pierwszym przystawieniu. Na początku pięknie jadla z obu , z czasem zaczęła coraz bardziej buntować się przy prawej piersi.
I tak dziś karmię sandre tylko jedna piersią. Chociaż przystawiam ja każdego dnia do prawej tez ona wyraźnie preferuje jedna. Nigdy nie wierzyłam ze jedna piersią da się wykarmic dziecko , jednak Sandra jest dowodem ze się da. Laktacja z prawej strony jest u mnie dużo słabsza niż z lewej. W lewej piersi przoduje się dwa razy więcej mleka. Tak wiec to ze dziecko rezygnuje z jednej piersi nie oznacza ze trzeba zakończyć karmienie.
Czasem dziecko rezygnuje z jednej piersi z powodów wygody ( jest mniejsza, mleko za szybko leci ) i wtedy o nic nie trzeba się martwić. Gorzej gdy dziecko rezygnując z danej piersi ostrzega mamę o jakiejś chorobie. Dla tego w każdym przypadku gdy dziecko odmawia jednej piersi dobrze by było się zbadać.
Jedna piersią karmię już czwarty miesiąc. Sandra nie jest tak cycocholiczna jak jej starsza siostra ale mam nadzieje ze tu również dotrwamy dwuch lat.

Rozmowa o seksualnosci

Jak rozmawiać z dzieckiem o seksie? Czy wogle rozmawiać ? Kiedy zacząć ?
Temat seksualności jest bardzo trudnym pytaniem i najłatwiej ( dla rodzica ) było by poczekać z zaczeciem rozmowy do wieku co najmniej nastoletniego. Niestety już kilkulatki zaczynają się interesować tym co maja miedzy nogami i skąd się biorą dzieci.
Kiedy jest najlepszy moment by zacząć dziecku opowiadać o swerze seksualnej ? Dokładnie w momencie gdy dziecko zacznie pytać. Karmela nie zdążyła dorosnąć samodzielnie do pytania skąd się biorą dzieci. Gdy miała dwa lata moja mama zaszła w ciążę i miała w brzuchu dzidziusia. Pol roku później w ciążę zaszlam ja no i miałam w brzuchu dzidziusia. Tak wiec oczywistym się stało ze dzieci się biorą z brzucha. Cieszyłam się ze to satyswakcionujaca dla niej odpowiedz. No przecież to takie proste i całkowicie zgodne z prawda. Widywalysmy kilka kobiet w ciąży i Karmela radośnie mówiła ze pani ma w brzuszku dzidziusia. Zdarzyło się nieraz ze mówiła to tez kobietom nie będącym w ciąży tylko trochę grubszym. Wtedy Wytlumaczylam ze niektórzy maja w brzuchu jedzenie a nie dzidziusia i to jej wystarczało.
W przekazywaniu dziecku informacji najważniejsze sa pytania dziecka. Trzy letniemu dziecku nie trzeba podawać całego sekretu by odpowiedzieć skąd się dzieci biorą. Jakiś czas temu Karmela zaczęła interesować się jak te dzieci w brzuchu się znajdują. Odpowiedz moja była prosta – tatuś wsadza dziecko. Puki nie pyta dalej , ja nie wtajemniczam bardziej.
Uczylysmy się części ciała oko nos ręka cipka kolano plecy. Od początku każda część ciała była traktowana tak samo , nie robiłam żadnego tabu z części intymnych. Oko służy do patrzenia , cipka ( wybaczcie ze używam tego słowa ) służy do siusuania. Normalne, proste. No do czasu aż odkryła ze chłopcy maja siusiaka. Był okres ( na szczęście nie dlugi ) ze pytała ludzi wokół siebie czy sa chłopcem czy dziewczynka. Aha chłopiec bo masz siusiaka. Przestała pytać po dwuch tygodniach.
Im dziecko jest starsze tym więcej pytań na ten temat zaczyna zadawać. Najlepiej jest odpowiadać od razu możliwie jak najprościej. Jeśli odpowiedz nie zadowoli ciekawości dziecka zapyta doglebniej. Jeśli rodzic nie będzie potrafił udzielić satysfakcionujacej odpowiedzi dziecko będzie szukać ich gdzie indziej. A wtedy nie mamy żadnej kontroli nad tym czego się wówczas dowie. Wiedza jaka otrzyma dziecko od rówieśników czy z Internetu ( albo jakiegokolwiek innego źródła) może być nie pełna lub nawet szkodliwa.
Dziecko w wieku przedszkolnym ( nawet jeśli do przedszkola nie chodzi ) jest bardzo ciekawe różnych rzeczy. Sama nie spodziewałam się takiej ciekawości ze strony tak małego szkraba. Myślałam kiedyś ze dobry czas by zacząć wprowadzać takie informacje nadejdzie w gimnazjum. Jednak małe dziecko nie ekscytuje się tym tematem tak jak dorośli. Dla dziecka to zwykle pytania na równi z tym jak powstaje tęcza czy dla czego w nocy jest ciemno. Jeśli rodzic nie będzie potrafił udzielić czystej prostej odpowiedzi ciekawość dziecka wzrośnie. Gdy dziecko zauważy ze pytania o seksualność budzą w rodzicu niepokój może pomyśleć ze to coś złego , a to odbije się w skutkach na jego dorosłe spostrzeganie tej kwestii.
Kiedyś w technikum miałam koleżankę. Dziewczyna pochodziła z katolickiej rodziny gdzie nikt nigdy nie rozmawiał o seksualności wcale. Dziewczyna była pilną i dobra uczennicą. Mielismy akurat lekcje anatomi i przerabialiśmy układ kostny. Kość udowa tu. Dobrze. Kość piszczelowa tu. Tak. Kość lonowa … Dziewczyna nie rozumiała czemu taka nazwa. Nauczycielka zaczęła tłumaczyć łono … Ktoś z klasy się odezwał by skojarzyla to z włosami łonowymi ( łoniaki) . dziewczyna dalej nie wiedziała o co chodzi. Wszyscy w śmiech. Dziewczyna zawstydzona. Ktoś jej mówi dokładnie dogłębnie. Dziewczyna nie chce słuchać bo nawet słuchanie to grzech chociaż jest ciekawa no i chce być dobra uczennicą. Ciekawość wygrywa , dopytuje o wszystko. Dowiaduje się w końcu co to seks. Następnego dnia próbuje. Chyba żaden rodzic by nie chciał tego dla swojego dziecka ?
Rodzice tej dziewczyny zapewne chcieli dobrze nie mówiąc jej na temat seksualności nic i utrzymując twardo ze dzieci sa z kapusty , ale brak wiedzy odbił się bardzo szkodliwe dla tej dziewczyny.
Dla tego ważne jest by podążać za dzieckiem i odpowiadać na jego pytania nawet jeśli zbijaja nas one z nóg.

Bez klapsa nie da sie wychowac

Byłam dziś na placu zabaw. Karmela zachowała się nie odpowiednio. Wytlumaczylam jej co zrobiła źle i powiedziałam ze tak nie należy robić. Moja reakcja została skomentowana i to przez bliskie mi osoby. Stwierdzili ze to żadna reakcja i jeśli faktycznie chce nauczyć dziecko ze zrobiło źle to powinnam przylać w dupe.
Jakiś czas temu K. krzyczała na klatce schodowej i od sąsiadki usłyszałam rade ze jak dziecko tak robi to należy mu się porządny wpier***. Z coraz to innej strony słyszę ze dziecko trzeba bić. Ludzie obcy jak i również znajomi są wręcz zaskoczeni ze tego nie robię i oczekują ze w końcu jednak zrobię. Podobno dziecko wychowuje się nie dla siebie a dla społeczeństwa i moim obowiązkiem jako rodzica jest zrobić tak by dzieciak był posłuszny. Wkurzaja mnie te bzdury.
Karmela nie jest posluszna i ma swoje zdanie. Mi to odpowiada. Fakt czasem mnie czymś zdenerwuje. Ale zawsze jej o tym mowie.
W roku 2005 została wprowadzona ustawa o przeciw działaniu przemocy w rodzinie.  Ma ona za zadanie zapewniać ochronę i poszanowanie praw człowieka oraz zwiększyć skuteczność zapobiegania przemocy w rodzinie.   Ustawa definiuje rodzinę jako wszystkie osoby bliskie tj. małżonków, ich rodziców i dziadków, dzieci, rodzeństwo, osoby pozostające w stosunku przysposobienia lub we wspólnym pożyciu, a także powinowatych w tej samej linii lub stopniu (powinowactwo to więź, jaka powstaje pomiędzy krewnymi dwóch osób, po zawarciu przez te osoby związku małżeńskiego. Jest to np. więź powstała między siostrą żony i bratem męża). Przemoc w rodzinie to zarówno jednorazowe jak i powtarzające się umyślne działanie narażające członków rodziny na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, naruszające ich godność, nietykalność cielesną, wolność, powodujące szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne. Przemoc może być więc fizyczna i psychiczna. Ustawodawca wprowadza również termin zaniechania tj. bezczynności. Oznacza to, że jeśli widzisz przemoc, a nie reagujesz jesteś jej również winna.
Według tej ustawy każda przemoc czyli każde użycie siły jest przestępstwem. Klaps wymierzony w bezbronne dziecko jest użyciem siły. Czyli bijąc dziecko łamiemy prawo.
Usłyszałam dziś ze skoro coś przynosi dobry skutek to mimo wszystko jest dobre. Tak wiec jeśli uderzone dziecko zaprzestanie pewnego zachowania to należy uznać to za sukces. Czy powinnam to rozumieć tak ze jeśli kradzież przynosi mi zysk to powinnam zacząć kraść ? Pewnie wielu ludzi się oburzy ze jak to kraść , jak cos chcesz to sobie zarób ciężka praca. Wiec dla czego kradzież samochodu ma być gorsza od uderzenia dziecka. No przecież cel jest ważniejszy niż zastosowane środki i mam to co chciałam natychmiast.
Tylko ze wcale nie mam tego ma długo. Jeśli ukradne to auto to zaraz mnie złapią i stracę zdobycz oraz jeszcze poniosę kare. Uderzone dziecko faktycznie na dany moment wydaje się być grzeczniejsze. Ale na dłuższą metę to nie jest dobre działanie. Jeśli każde złe zachowanie będzie karane biciem dziecko nauczy się szybko ze rodzicowi ( opiekunowi ) zwyczajnie nie można ufać i nie można być przy nim sobą.
Miałam kiedyś psa. Znalazłam szczeniaka i wzięłam go do domu gdzie mieszkałam jeszcze z mama. Szczeniak jak to szczeniak siusial gdzie popadnie. Moje rozwiązanie tego problemu to wyprowadzanie zwierzaka kilkanaście razy na dwór i chwalenie każdego załatwienia się na dworze. Wiec w czasie gdy nie byłam w szkole mogłam na spokojnie tak robić. Moja mama wiedziała lepiej jak szybko nauczyć psa by w domu się nie zalatwial. W momencie gdy psiak usadzil się wygodnie na dywanie gotowy do załatwienia potrzeb , moja mama walnela szczeniaka mocno. Zwierzak był pewny ze to przypadek i zapiszczal a po tym zamachal ogonkiem radośnie. Wiadomo ze szczeniaki sa takie ze wszędzie ich pelno i czasem zdarza się nieumyślnie nadepnac na mała łapkę. Wtedy zwierzak oczywiście tez czuje ból ale zawsze gdy się to zdarzyło psiak był przytulany i łatwiej było mu znieść ból. Dla tego w tym momencie pies myślał ze to właśnie przypadek i liczył na przytulnie. Moja mama widząc ze pies mimo wszystko macha ogonem radośnie powtórzyła cios. Tym razem psiak uciekł. Opisując sytuacje z psem chce tylko pokazać jak mała istota jest ufna ze opiekun celowo nie wyrzadzi jej krzywdy. Potem gdy mieszkałam już bez mamy a tylko czasem mnie odwiedzala pies zawsze na jej widok chowal się gdzieś. Dawał się pogłaskać ale nie był tak towarzyski jak przy innych. Nawet po kilku latach został w głowie ślad i informacja ze ta osoba jest zagrożeniem.
Nie porównuje dzieci do zwierząt jedynie na przykładzie czworonoga przekazuje ze każdy klaps zostawia po sobie silny ślad.

Wszystkie imiona smerfow

Teraz na topie mamy smerfy. Postanowiłam wypisać wszystkie imiona smerfow. Przy okazji można policzyć czy faktycznie jest ich 100. I niestety nie udało mi się ich tylu naliczyc. Jeśli pominęłam jakiegoś smerfa dajcie znać w komentarzu chętnie dopisze.
1. Architekt
2. Chorowitek
3. Ciamajda
4. Ciekawski
5. Cykorek
6. Doktor
7. Don smerfo
8. Drwal
9. Dumała
10. Dubler
11. Dziadek smerf
12. Dzikus
13. Farmer
14. Fryzjer
15. Gapik
16. Gargasmerf ( to gargamel ale w kilku odcinkach był smerfem)
17. Górnik
18. Gryziblat
19. Gracz
20. Harmoniusz
21. Jubiler
22. Krawiec
23. Karateka
24. Kierowca
25. Kochaś
26. Lalus
27. Lekarz
28. Łasuch
29. Maruda
30. Mazgaj
31. Marzyciel
32. Malarz
33. Marko smerf
34. Magik
35. Nat
36. Naczelnik
37. Niechluj
38. Niania smerf
39. Nurek
40. Nikt ( Ktoś )
41. Narrator
42. Optymista
43. Osilek
44. Ogrodnik
45. Papa smerf
46. Pracus
48. Poeta
48. Pychcio
49. Piekarz
50. Przegrany
51. Pracz
52. Projektant
53. Policjant
54. Paranoik
55. Rzeźbiarz
56. Reporter
57. Smerfetka
58. Sasetka
59. Smerfuś
60. Strażak
61. Słabeusz
62. Sportsmen
63. Śmiałek
64. Śpioch
65. Tropiciel
66. Tchórz
68. Trybik ( mechaniczny smerf )
69. Wazniak
70. Wełniak
71. Wścibski ( chociaż to może być ten sam smerf co ciekawski )
72. Zgrywus
73. Złosnik
74. Zwycięzca

Chrzest dziecka

Nie jestem wierzaca ale nie jestem tez ateistką. W coś tam wierze ale na pewno nie w Kościół. O swoich wierzeniach rozpisywać się tu nie będę. Łatwiej by tu opisać poglądy Wiktora gdyż on zwyczajnie nie wierzy w nic. Oboje wychowywalismy się w rodzinach katolickich. I tradycyjnym zwyczajem zostaliśmy ochrzczeni, bez naszej zgody jako niemowlęta.
Moja mama wychowywala mnie w kościelnej wierze w boga. Pamiętam jak idąc do komumi miałam ospe i byłam cala wysypana , ale przyjęcie sakramentu było ważniejsze niż choroba. W niedziele zawsze chodziliśmy do kościoła. Nigdy tego nie lubilam ale chodziłam bo mama przekupila mnie czekoladą.
Jakoś w wieku szesnastu lat pozucilam religie chrześcijańską na rzecz poszukiwania innej drogi. Czytałam wtedy różne pisma różnych religii i po swojemu zlepialam je w jakaś całość. Na dzień dzisiejszy mam własne zdanie na temat boga i nie identyfikuje się z żadna religia. Ale czasu nie cofne i jak by nie patrzeć mimo poglądów jakie sobie wyrobiłam nadal pozostaje osobą ochrzczona, czyli przynależą do chrzescijsnizmu. Myślałam nawet o tym by cofnąć chrzest niestety ksiądz nie wydał zgody, a mi się nie chciało tracić czasu na poprawne załatwienie tej sprawy.
Moim córkom postanowiłam pozostawić wybór i nie ochrzczcilam ich jako dzieci. Nie jest to moja wola w co one wierzyć będą chciały. Jesli kiedyś ktoras by uznała ze chce należeć do konkretnej religii ma otwarta drogę.
Bo pozostawienie wyboru w tak ważnej kwestii jest najlepszym co można dac dziecku.

Ogorkowe lody

Gdy jest upał to lody wydają się być niemal konieczne. Karmela prawie za każdym razem będąc w sklepie zagląda do lodówek i z nadzieja w oczach prosi o loda. Nic dziwnego bo i ja sama ciągle mam ochotę na słodkie orzezwienie. Z reguły kupuje ale dziś postanowiłam zrobić lody domowe. A dokładniej sorbety. Przepis jest prosty wystarcza owoce. Obojętnie jakie jest sezon wiec wybór ogromny. Można owoce miksować pojedynczo i kilka osobnych kolorów robić lub kilka owoców na raz. A takie lody sa pyszne no i zdrowe.
Moje dzisiejsze składniki to maliny , czeresnie , ogórek i brzoskwinia. No i do zamrażalnika. Po kilku godzinach gotowe.
Czekanie jest długie , Karmela się niecierpliwila. Ale w końcu zjadła ze smakiem.
Niestety były tak pyszne ze ja nie sprobowalam wcale bo K. zjadła wszystkie lody ogorkowe. A ja wierzyłam ze moje dziecko nie lubi ogórków :p

Jak umyc dziecku glowe

Dzieci nie lubią się kąpać a nawet jeśli już lubią to mycie głowy jest ogromnym problemem. Dziś przedstawiam listę pomysłów na to jak przekonać kilkulatka do użycia włosów.
1. Dobranocka przed kąpielą. Gdy dziecko ogląda bajkę wczuwa się w role bohatera. Dla tego obejrzenie kapielowej bajki może być pomocne.
Oto moje propozycje :
Kajtus https://youtu.be/DmVoLmdJ83I
Pajaczek woolly https://youtu.be/Y3aWdmDhUgg
2. Bajka do czytania nawet bardziej wpływa na wyobrażenie sobie i przeżywanie wszystkiego jak bohater
http://bajki-zasypianki.pl/bajka-wlosy/
3. Zabawa w syreny ryby piratów lub co kolwiek innego wodnego. Być może łazienka trochę się zachlapie ale dzięki temu dziecko pokocha mycie.
4. Kolorowe szampony mydla płyny
5. Piana. Im więcej piany tym lepsza zabawa. Czasem dodaje córce trochę plynu do naczyń bo z niego piana jest wysoka i gęsta.
6. Kolorowa woda. Dzięki kulom do kąpieli woda może mieć niemal każdy kolor.
7. Mycie głowy lalkom
8. Rondo kąpielowe dzięki któremu woda nie dostanie się do oczu.
9. Okulary do pływania
10. Kąpiel wspólna z dzieckiem. Dziecko widząc ze rodzic myje włosy chętniej przystąpi do tego
11. Zabawki wiszące na suficie. Popatrz co tam jest ?! I już głowa pięknie odchylona i gotowa do mycia
12. Zabawa w salon fryzjerski
13. Pozwól dziecku umyć włosy samodzielnie
14. Karmela podpatrzyla ze tata do mycia głowy kładzie się i zaczęła robić to samo.
15. Kubeczki i gąbka. Gąbka nawet lepiej się sprawdza bo mieści dużo wody a jest lagodniejsza
16. Basen oswoi dziecko z woda
17. Do wanny można nalać więcej wody i bawić się w nurkowanie
18. Można robić własne szampony. Mieszanie składników w kubeczku będzie fajna zabawa.
Do takiego własnego szamponu można dodać wiele składników spożywczych( np sok z cytryny , zielona herbatę )
19. Nałożenie piany na głowę oraz brodę sprawi ze dziecko będzie mogło być Mikołajem. Można dodatkowo to uwiecznić na zdjęciu.
20. Nie denerwuj się na dziecko gdy mimo wszystko odmawia
21. Pistolety na wodę. Wojna w wannie
22. Malowanie włosów. Dzieci kochają kolory a farbowanie bibuła jest bezpieczne. Wystarczy mokre włosy owinąć kawałkiem bibuły i kolor schodzi na włosy
23. Śpiewanie. Śpiew ogólnie rozluznia.
24. Samolot. Moja mama kiedyś mojego brata złapała za nogi i latała z nim po całym domu łącznie z wanna. Kilka razy samolot przeleciał przez wodę. Młody miał z tego ubaw.

25. Deszcz. Spacery w deszczu pozwolą dziecku oswoić się z woda.

Sciezka dla rowerow

Mieszkam na obrzeżu miasta. Jeszcze to nie wieś chociaż nieraz wychodzimy na krótki spacer oglądać kury. Do sklepu mam niedaleko , w sumie w pobliżu mam nawet kilka dużych sklepów. Do najbliższego marketu mam z siedem minut drogi. Niestety do sklepu tego nie mam chodnika. Bynajmniej takiego bezpiecznego. Po obu stronach ulicy jest cienki chodnik , jest tez piękna ścieżka rowerowa – oddalona od ulicy blisko trawy. Gdy idę z dziećmi zawsze chodzę po tej dla rowerów właśnie bo jest zwyczajnie bezpieczniej. Niestety rowerzyści nie wykazują za grosz zrozumienia. A co niby z dwójką dzieci mam tak przy ulicy chodzić ? Drodzy rowerzyści nim pogonicie matkę z wózkiem i drugim dzieckiem rozejrzyjcie się jakie sa warunki na dalszych drogach.

Testujemy

Dostałam produkty do testowania. Kremik dla dzieci z firmy himalaya. Po przeczytaniu składu uznałam ze dziecku nie dam tego produktu. Kremik zawiera oprócz tych wszystkich zachwalanych na przodzie opakowania „herbalsów” również parabeny (propyloparaben i metyloparaben), dość parszywą trietanoloaminę i kilka innych przyjemniaczków. Tym samym przestaje się wyróżniać składem na tle przeciętnego supermarketowego kosmetyku.
Krem ma jakby ziołowy zapach który bardziej kojarzy mi się z ziolowymi perfumami niż kosmetykiem dla dzieci.
Próbkę kremu zuzylam wiec dla siebie. Na twarzy mnie uczulił. Jak ja się cieszę ze nie wsmarowalam tego w delikatne dziecko.
Ogólnie wyrzucać kremów nie lubię chyba ze faktycznie sa fatalne lub po terminie. Jednak gdy jakiś mi nie zbyt odpowiada to używam go do stóp. Stpy po kremie są gładkie ale efekt utrzymuje się krótko. Nie polecam tego produktu.

Dzien ojca

Dziś mamy dzień ojca tak wiec wpis o ojcach. Chociaż rola taty zawsze jest ważna nie tylko od święta.
Kiedy urodziła się K. zostałam szczesliwą smaotną mamą. Nie było latwo, ale nie było tez trudno. Wiedziałam ze im mała będzie starsza tym gorzej może być. Przy niemowlaku radzilam sobie dobrze , jednak K. szybko zaczęła szukać męskiego towarzystwa. Największe upodobanie znalazła w moim bracie i był on ulubionym wujkiem. Gdy wynajmowalam pokój znajomym K. chętnie bawiła się w towarzystwie wujka Arka. Widziałam ze bardzo ja ciekawią te wszystkie męskie rzeczy jak chociaż by golenie zarostu. Widok zafascyniwanej Karmeli był cudowny i sprawiał mi radość. Jednak czułam się trochę winna ze ojca w domu brak. Patrzyłam trochę po Internecie jak to jest żyć bez ojca. I co wtedy musi robić matka. Bo przecież musi być wtedy i ojcem i matka.
Nieobecność fizyczna i psychiczna ojca powoduje ogromne spustoszenie w życiu dziecka. Dzieci pozbawione kontaktu z ojcem doświadczają głębokiego poczucia osamotnienia z powodu konieczności wzrastania bez wzorca męskiego. Są zdane na samotną wędrówkę w poszukiwaniu własnej tożsamości.

Badania potwierdzają, że matka choćby wzorowo wypełniała obowiązki wychowawcze, nie jest w stanie zrekompensować braku ojca. Naukowcy są zgodni co do tego, że rozwój dzieci, których ojcowie byli fizycznie nieobecni bądź wychowawczo niewydolni, zostaje zaburzony we wszystkich etapach i sferach: intelektualnej, społecznej, emocjonalnej, moralnej, religijnej. Dotyczy to zarówno synów, jak i córek.
Wiedziałam ze brak ojca nie będzie dobry dla Karmeli, ale tez wiedziałam ze nie będę szukać ojca na sile. Szczerze to nawet nie liczyłam to ze kogoś takiego znajdę. Wiedziałam ze mogę znaleźć partnera dla siebie , ale nawet wtedy nie mogę wymagać by pokochał on również moje dziecko.
Gdy poznałam Wiktora , widziałam ze jest wyjątkowym mężczyzną. Jednak nie wiazalam z nim prawdziwych nadziei dopóki karmela go nie zaakceptowała. W prawdzie chciałam te nadzieje wiązać ale wiedziałam ze będąc w pozycji matki musze przede wszystkim patrzeć na reakcje dziecka. Sama wychowywalam się w rodzinie bez ojca a z ojczymem i pamiętam jak strasznie byłam zła gdy w szkole mamą podała tez numer do ojczyma jako numer kontaktowy. To było dla mnie okropne i wiem ze nigdy nie chce by moje dziecko to czuło. Tak wiec tez nigdy nie mówiłam Karmeli ze Wiktor to tata. Pewnego dnia sama go tak nazwała. To była dla mnie zgoda. Bardzo mi się podobała ich relacja która rosła z każdym dniem. Byłam szczęśliwa ze polubili się i pokochali bo gdyby tak nie było zapewne musiałabym inaczej życie poprowadzić.
Dobry tata jest opiekunczy, odpowiedzialny , czuły … Bawi się z dziećmi , potrafi się nimi zająć. I Wiktor taki jest. Jest idealnym ojcem.
Wszystkim ojcom na świecie życze dziś wszystkiego dobrego i wiele radości.

I mojemu tacie tez składam życzenia 20170616_195349

Kup wieksze to dluzej ponosi

Dzieciom buty i czapki kupuje zawsze takie na teraz. Nie kupuje za dużych z nadzieja ze dłużej pochodzi. Bo wiem ze absolutnie nie pochodzi dłużej. Teraz mamy lato wiec na topie sandałki , baletki i ewentualnie adidaski. Tak wiec kupuje dokładnie takie zeby na stopie dziecka leżały idealnie. Za trzy miesiące schowam je do worka z rzeczami za małymi. Cóż dzieci szybko rosną.
Kup trochę za duże to dłużej pochodzi. Zdarza mi się słyszeć nawet od pani w sklepie czasem. Nie wiem jak to się logicznie ma do prawdy. Wszak gdy kupie sandałki za duże to będą klapac i dziecku będzie nie wygodnie. A za te trzy miesiące gdy stopka urośnie i tak będę je musiała schować. Przecież w październiku dziecka w sandalkach nie puszcze. A za rok gdy znów będzie lato będą już one za małe. Tak samo jest z czapeczka , kupuje taka co teraz pasuje. No nic ze za miesiąc będzie za mala. Jak teraz kupie większą to dziecko nie założy jej wcale. To dopiero strata pieniędzy. Inaczej jest z rzeczami na wszystkie sezony jak bluzki czy spodnie. Chociaż i to kupuje na bieżąco. Miesięcznie na ciuchy dla dzieci wydaje więcej niż na swoje. Chociaż dzieciom nie kupuje super drogich rzeczy. Wole im kupić kilkanaście bluzek w tańszym sklepie niż jedna z metka ze zlota. Bo wiem ze wyrosną za chwile. Jedynie jak wypatrze gdzieś czarny ciuszek dla moich dziewczyn to nie żałuję im zlotowek. Karmela już podlapala ode mnie i sama chętnie się w czerń stroi no i we wszystkie możliwe sukienki. Niestety w Polsce ciężko dorwać czarne ubrania dla dzieci. A może ja zle szukam ? Jak tylko wypatrze coś w tym kolorze to jestem skłonna kupić większe by doczekało chwile. Takie perełki mogą spędzić czas w szafie oczekując na dziecko. Jednak buty zawsze musza być takie na teraz. Nieraz to tłumaczę tym co większe polecaja a zwykle zwyczajnie mi się nie chce.

Podeszla sobie taka baba

Idę sobie spokojnie , S. mam na rękach. Ja szczęśliwa , mała szczęśliwa. Podchodzi jakaś baba i mówi do mnie : spodnie byś mu założyła. W pierwszej chwili nie wiedziałam o co chodzi. Ta na Sandre pokazuje. Dzień upalny , S. w sukience. No nic ignoruje babę i idę dalej. A ta za mną idzie i dalej sypie rady. „Do wózka go odłóż, bo dzieci to się w wózku wozi „. Uśmiecham się do baby i mowie żeby sobie krem do pięt kupiła. I baba wielce oburzona. A jak to ja mam czelność dawać jej głupie bezsensowne rady. A tak to , tak samo jak ona mnie o te rady nie prosiła to i ja jej nie pytałam co z dzieckiem swoim mam robić. Odeszla burczac pod nosem ze ta młodzież to nie wychowana.
Zupełnie nie rozumiem takich bab. Komentują wszystko dosłownie. Kiedyś jakiejś krzywdę zrobie chyba. Na zdjęciu eSia w sukience. I jak baba mogła mówić o niej on ?!

20170621_082533

Filmy

Niedawno dodałam na stronę post z bajka i wywiązał się temat filmowy. Dla tego dziś postanowiłam przedstawić listę filmów i bajkek które koniecznie trzeba obejrzeć.
Jako pierwsze będą bajki które nam się najbardziej spodobały
1. Na pierwszym miejscu wspomniana we wcześniejszym poście ” sekrety morza „.
Bajka odpowiada o rodzinie o rodzenstwie. Dodatkowo zawiera elementy świata magicznego.

2. ” W głowie się nie mieści „. Bajka o małych ludzikach mieszkających w głowie.

3. ” Smerfy ” . Zwłaszcza druga i trzecia część. Chociaż trzecia zrobiona bardzo pod kino , fabuły ma nie wiele ale za to sensownej.

A z filmów dla dorosłych moimi faworytami sa ” Big Love ” i ” Sala samobójców ” . Chociaż teraz raz w tygodniu staramy się coś oglądać. Wiec jeśli natknę się na coś co mocno mnie wzruszy podzielę się.

Ssanie kciuka

Niemowlę ma bardzo silny odruch ssania. Jest mu to potrzebne by przetrwać. Odruch ten często jest mocniejszy niż faktyczna potrzeba jedzenia. Ssanie działa na dziecko uslokajajaco. Gdy dziecko odkrywa ze ma raczki zaczyna je wsadzac do buzi. Może wsadzac cala rączkę lub tylko jeden palec. Ssanie palca, to naturalny etap w rozwoju dziecka i nie ma w tym nic złego. Dziecko chce poznawać świat dlatego początkowo wkłada do buzi wszystko, co znajduje się w zasięgu jego rączek. Stąd bierze się ssanie kciuka. Ssanie to jedna z najbardziej naturalnych czynności i to taka, którą dziecko potrafi wykonać już w brzuchu mamy. I czasem da się to nawet uchwycić na usg. . Usta niemowlaka są jednym z najważniejszych organów służących do poznawania świata i zdobywania przyjemności. I zanim dziecko nauczy się sięgać po przedmioty i wkładać je do buzi, upycha tam dłonie – najpierw całe piąstki, a z czasem najwygodniej jest maluchowi ssać kciuk. Połowa dzieci kończy z tym procederem przed drugimi urodzinami.
Sandra jest właśnie takim dzieckiem co ssie sobie paluszek i wszędzie na około słyszę ze powinnam kupić smoczek. Oj zła mama nie chce dziecku gumowego smoczka wsadzić do buzi. Osobiście uważam ze lepszy palec niż smoczek. Palec się nie zgubi na spacerze. 🙂 No i nie musze go co chwile podawać bo maluch sam sobie świetnie z tym radzi. Od palca tez łatwiej dziecko oduczyć. W momencie gdy maluch zaczyna używać rak nie ssie paluszka. A gdy ma w buzi smoczek może rączkami robić to co chce bez przerywania ssania. Smoczek jest bardziej uzalezniajacy i ciężej go odstawić.
A nie boisz się ze jej tak zostanie ? Nie nie boje. Zdrowe dziecko przestaje ssać do 2 urodzin, 30% dzieci potrzebuje go w kryzysowych sytuacjach do 6 roku życia. Zaledwie 5 % dzieci pozostaje przy nawyku ssania palca z czego część z tych dzieci ssie palca po zbyt wczesnym rozstaniu ze smoczkiem, część robi to z powodu choroby sierocej, zespołu poalkoholowego. Tak wiec nie ma powodu do obaw jeśli dziecko ssie palec. Gorzej gdy dziecko naduzywa go w sterujących sytuacjach i ssa kciuka mocno. Wtedy może dojść do zdeformowania palca. Jeśli więc dziecko jest zdrowe i rozwija się w normalnych warunkach nie ma obaw przy ssaniu kciuka.

 

Pralka

Kiedyś mama mi opowiadała ze miała w pracy koleżankę która nie umiała wstawić pralki. Kobieta ta była po czterdziestce. Trochę się posmialam z tej sytuacji bo wstawienie prania to żadna filozofia przecież. No wiadomo niektóre pralki maja milion programów i faktycznie czasem można się zastanawiać który wybrać. Ale takie zwykle codzienne pranie nie powinno sprawiać problemów dorosłej kobiecie.
Karmela ma trzy lata i zawsze pomaga mi przy praniu. Ja sortuje ciuchy białe czarne i kolorowe. K. wkłada je do pralki, wsadza kapsulke do prania, wlewa płyn do płukania i naciska guziczki. Po kilku próbach nauczyła się ich kolejności. Pozwalam jej pomagać sobie we wszystkim. A ona robi to z radością

Nie bujaj bo przyzwyczaisz czyli prawda o bujaniu

Przez całą ciążę dziecko doświadcza bujania i kolysania. Gdy rodzi się naturalnie potrzebuje tego nadal. Delikatne kolysanie uspokaja maleństwo i ma również pozytywny wpływ na matkę która bujajac maluszka uspokaja sie i relaksuje.
Specjaliści podkreślają, że kołysanie ma kilka aspektów ważnych dla rozwoju smyka. Jednym z nich jest pobudzanie układu przedsionkowego w mózgu – części systemu nerwowego, która odpowiada za zmysł równowagi oraz koordynację ruchową. Jeśli układ przedsionkowy pobudzany jest wystarczająco często, skutkuje lepszym rozwojem umiejętności chodzenia u dziecka.
Jednak chodzi tu o delikatne kolysanie. Zbyt mocne bujanie dziecka może mu uszkodzić nawet mózg. Kiedyś oglądałam bajke o malpach w kosmosie. W pewnym momencie małpy wpadły w turbulencje i mimo ze walczyły ze snem i tak zasnely. Mózg uruchomił funkcje obronne i wyłączył mozliwie wiele obszarów i małpa zasnęła. Nie dla tego ze była śpiąca tylko by przetrwać zagrożenie. W mózgu dziecka ( i oglonie człowieka ) podczas mocnych wstrząsów zachodza podobne procesy. Z czasem mózg dziecka uodparnia się i niektóre matki bujaja wtedy z jeszcze większą siłą co oczywiście nie prowadzi do niczego dobrego.
Delikatne bujanie jest bardzo ważne i potrzebne dziecku. Turbulencje w wózku nie.

Sposób na szerszenia

Dziś do domu wlecial mi ogromny szerszen. Kot od razu zaczął na niego polować nie zdając sobie wcale sprawy jak niebezpieczne są szerszenie. W. był w tym czasie w pracy więc nie pomógł mi wcale. Zwykle to on likwiduje wszelkie rybactwo z domu.
Jak wiadomo ganiamie za szerszeniem z kapciem to nie najlepszy pomysł gdyż łatwo go tym zdenerwowac a wkurzony szerszen jest grozniejszy i zwiększa się ryzyko iż nas uządli. Kiedyś słyszałam by wciągnąć do odkuracza ose czy szerszenia. Osobiście nie polecam. Trzeba by wtedy od razu wymienić worek a szerszen wtedy pozostaje żywy. Oczywiście można i tak a owada wypuścić. Ale z odkurzacza nie jest to takie proste.
Najlepszy sposób jaki odkryłam to płyn do szyb. Wystarczy owada spryskać. Mokre skrzydła nie są w stanie latać więc szerszen zwyczajnie spada i nie ucieka. Dodatkowo alkohol zawarty w płynie do szyb sprawia ze nasz szerszen jest pijany i nie podejmuje żadnej walki. Można spokojnie go wziąść na kartkę papieru lub małego pudełka i wyrzucić bez ryzyka uzadlenia.

 

Cud na odparzenia pieluchowe

Skóra dziecka Jest bardzo delikatna. Całe ciało dziecka wymaga dużej pielęgnacji a szczególnie pupa. Maluszki są mocno narażone na odparzenia. Nawet oddychająca pieluszka nie zapewnia 100% ochrony i trzeba używać dobrych kosmetyków by maluch się nie odparzal. Przy starszej córce korzystałam z różnych kremów i specyfikow. Niestety długo trwało zanim znalazłam ten najlepszy. Na początku używałam najbardziej znanych i powszechnych kremów. Czasem maści na receptę i odparzenia były raz mniejsze raz większe Ale zawsze były. Myślałam ze to po prostu normalne ze dzieci mają zarozowione pupy. Wszystkie moje dzieciate koleżanki również mówiły ze dziecko się odparza. Czasem mocnej czasem mniej. Wynienialysmy się nazwami kremów i testowalysmy który to krem W końcu zdziała cuda. W testach tych natrafiłam na olej kokosowy i okazal się on być idealny. Odparzenia zniknęły. Przy młodszej córce chciałam nie używać kremikow ale dostałam ich dużo. Przez chwilę używałam ale nie sprawdziły się tak samo jak poprzednim razem. Używam tylko oleju kokosowego i nie ma śladów odparzen. Jednak jako kosmetyk nie nadaje się ten niby zdrowszy nierafinowany. Do pielęgnacji tylko ten o lekko żółtej barwie bezzapachowy.

Bajka o marysi i o samochodzie ktorego nie dostala

Była sobie kiedyś dziewczynka imieniem Marysia. Marysia uwielbiala się każdego dnia bawić. Pewnego razu zamarzyl się jej samochód. Taki duży ze by mogła w nim jeździć. Bardzo chciała mieć swoje auto. Jeździła by po pokoju i po ogrodzie a może nawet kiedyś wyjechała by w jakaś długa podróż na wakacje swoim samochodem. Myślała o nim i nie chciała bawić się innymi zabawkami. Gdy nadeszły jej urodziny poprosiła mamę o wymarzony samochód. Mama dala Marysi w prezencie wielkie pudło opakowane w kolorowy papier i obwiazane czerwona wstążka. Marysia z ogromną radością rozpakowala pudło Ale zamiast samochodu znalazła w środku mniejsze podelko. Pomyślała że trochę mniejszy samochód też może być. Rozpakowala mniejsze pudełko i ku jej zaskoczeniu w środku było kolejne pudełko. Marysia posmutniala. Jej samochód będzie za mały by mogła nim jeździć Ale przynajmniej będzie wozić nim misia. Otworzyła pudełko i zobaczyła że w środku jest coś kolorowego. Ale to wcale nie było auto tylko klocki. Marysia była bardzo zla i zawiedziona. Że złości rozzucila wszystkie klocki po całym domu. Głośno zawołała że nie będzie się nimi bawić. Mama Marysi pozbierala klocki i pokazała córce że z klocków można zbudować zupełnie wszystko. Zbudowała domek i mebelki Ale Marysia nawet nie chciała patrzeć. Potem mama zbudowała samochód z klocków. Samochód ten był wielki i Marysia mogła do niego wsiąść. Dziewczynka bardzo się ucieszyła. Gdy nadszedł wieczór mama powiedziała ze klocki trzeba schować do pudełka. Marysia bardzo nie chciała rozkładać klockowego samochodu. Ale mama obiecała że następnego dnia pomoże Marysi zbudować Nowy samochód albo nawet helikopter czy samolot. Marysia pokochała klocki i każdego dnia budowała z nich fantazyjne rzeczy. Jednego razu zbudowała zwierzątka i udawała że jest w zoo a innego zbudowała rakietę i poleciała w kosmos. Budowanie z klocków stało się jej ulubiona zabawa a z czasem jej zestaw klocków robił się większy.

Wyszlam z domu

Pierwsze wyjście bez dziecka
Od momentu narodzin S. była przy mnie i ze mną. Nie zostawiłam jej wcale. Nawet w szkole dogadalam się z dyrektorem tak bym mogła zabierać dziecko na lekcje. Dziś pierwszy raz musze wyjść bez córek. Wyszlam niby z uśmiechem , Ale przyznam nogi mi się trzęsą. W sumie nie że strachu. Dziewczynki zostały z tatą. Wiem że on sobie poradzi bo jest przecież dobrym ojcem. Z K. już zostawał wiele razy. Z reszta i S. zostawala pod jego opieka gdy usypialam starsza lub wychodziłam z psem na podwórko. Zadbalam o to by obie corki zasnely zanim wyjdę i były nakarmione. Zadbalam by było mleko dla S. Wszystko powinno być Okej. Uczucie niepokoju zwalczylam w sobie jak tylko się dało. Przecież K. też kiedyś była malutka i też zostawiłam ja kiedyś ten pierwszy raz. Wtedy chciałam płakać bo wiedziałam że nikt nie zajmie się maluszkiem Tak jak ja. K. oczywiście świetnie zniosła kilka godzin pod opieka babci. Myślę ze ja bardziej to przezywalam niż dziecko. Z każdym kolejnym razem zostawienie K. było łatwiejsze. Ja wychodziłam do pracy i skupialam się na pracy a mała świetnie się bawiła z babcią. Zostawienie S. ten pierwszy raz miało być łatwiejsze. I na prawdę wierzę ze by było gdyby W. nie wymyślił ze zaprosi koleżankę do pomocy. No cholera jasna obca babę do moich dzieci zapraszać ! W sumie znam trochę te dziewczynę i całkiem spoko nawet jest. No taka normalna koleżanka jeszcze z czasów dzieciństwa. Ogólnie ja lubię ale K. jej nie lubi a S. jej nie zna. Więc niby jakim cudem to ma być osoba do pomocy ? Przecież jak bym chciała brać sobie obca to bym znalazła taka która chociaż ma jakieś doświadczenie do dzieci.
Niestety musiałam wyjść dosłownie pięć minut po przyjściu koleżanki. Wyszłam w złości. Wiem ze mniej zla bym była gdyby zaprosił koleżankę do domu w roli kochanki. Wręcz zupełnie bym to zrozumiała gdyż ja w ciąży i po porodzie o seksie nawet nie chce myśleć i całkowicie nie mam na to ochoty. Ale nie chce do dzieci innej kobiety. Być może nie jestem idealna matka. Chociaż K. często mi powtarza ze jestem jej cudowna mamusia. Ale zaproszenie innej kobiety by zajęła się dziećmi kiedy mnie nie ma jest ogromnym ciosem. To Tak jak by W. powiedział ze on sam jest nieudacznikiem i zostawienie dzieci pod jego opieka to najgorszy błąd. I jak by uważał mnie za zla matkę i kogoś kogo da się zastąpić.
Być może ten wpis wyda się niektórym bez sensu. Ale musiałam opisac te sytuację z dziś.
Gdy wróciłam koleżanka bujala S. Bardzo nie lubię gdy ktoś dotyka moje maleństwa.

Wychowanie

Wychowanie cudzego dziecka to najtrudniejsza sprawa. W prawdzie nie ciężko jest takie dziecko pokochac i dac mu miłość, ciepło, szacunek. W XX wieku naukowcy odkryli ze inteligencję dziecko dziedziczy po matce. Profesorowie z Uniwersytetu w Cambridge jako pierwsi wskazywali, iż geny matki w znacznym stopniu przyczyniają się do rozwoju ośrodków myślowych w mózgu dziecka. Przeanalizowali oni wyniki badań, jakim poddano ponad 12 tysięcy osób w wieku od 14 do 22 lat. Pod uwagę naukowcy braki wiele czynników, w tym kolor skóry, status społeczno-ekonomiczny, wykształcenie. Jak się jednak okazało, najlepszym wskaźnikiem inteligencji było IQ matki. Nie należy zapominać, że inteligencja jest dziedziczona w zakresie 40-60 proc. Wpływ na zdolność pojmowania i rozumienia mają również cechy osobowościowe, społeczne, środowiskowe, ekonomiczne. Nie bez znaczenia jest fakt, czy dziecko ma zapewnione odpowiednie warunki do rozwoju i nauki. Dziś naukowcy mają niezbite dowody na to, że za mutacje genetyczne wpływające na rozwój naszej inteligencji odpowiada wyłącznie komórka jajowa. Dodatkowo niektóre cechy charakteru są dziedziczne. Na to jaki charakter dziecko będzie mieć wpływ ma oczywiście wychowanie środowisko no i właśnie geny. To , że jakieś dziecko w danym momencie się „źle” zachowuje, niekoniecznie jest oznaką rodzicielskiej porażki, bo są dzieci z natury nadpobudliwe, które nawet po dziesięciu wizytach w teatrze, nie będą potrafiły tam spokojnie wysiedzieć. Będą wiedziały jak się powinny zachowywać, ale jednocześnie będzie to dla nich zwyczajnie zbyt trudne. Badania naukowe, jedne po drugich, pokazują, że geny mogą wpływać na ludzkie zachowanie i procesy psychiczne. Odkrycie, że geny mają cokolwiek do powiedzenia, jeśli chodzi o ludzkie zachowanie, było szokiem jeszcze całkiem niedawno, w okresie, w którym wierzono, że kiedy ludzie się rodzą, są czystą tablicą, na której każdy może zapisać dowolne wzorce zachowań, jeśli wystarczająco mocno będzie się starał. Nadal pokłosie tego wierzenia wypacza nasze rozumowanie w teraźniejszości. Biorąc pod uwagę te fakty biologiczni rodzice mają ułatwione zadanie. Są bardziej w stanie zrozumieć dziecko. Natomiast gdy jeden lub dwoje rodziców nie jest biologicznym rodzicem zadanie ma utrudnione. Sama pochodzę z rodziny gdzie wychowywalam się z prawdziwa matka i nie prawdziwym ojcem. Ojczym używał różnych metod wobec mnie i mojej siostry. Zawsze twierdził ze kocha nas ( mnie , moja siostre i naszego brata – który biologicznie był jego ) tak samo. Natomiast ja z siostra odczowalysmy to inaczej. Bardzo często czulam się zupełnie nie zrozuniana. Dodatkowo moja mama potegowala zle poczucie wypominajac mi ze jestem podobna do ojca i ze nie potrafie nauczyć się bycia inna. Teraz rozumiem bardziej ze ojczym ma trudniejsze zadanie niż ojciec biologiczny. Właściwie będąc dorosłą osobą nie musze wracać do przeszłości gdyż na dzień dzisiejszy było by to bez większego znaczenia. Gdyby nie to ze K. jest w takiej samej sytuacji jak ja kiedyś. Na początku nie rozumiałam dla czego W. reaguje na różne zachowania K. zwracając jej uwagę. A on się przecież z całego serca stara zrobić Tak żeby było dobrze. Co jest nieraz trudne. K. jest cudownym dzieckiem. Jest pełna energii i ciekawa wszystkiego. Nie usiedzi w miejscu a gdy się nudzi robi wszystko by zwrócić na siebie uwagę. I nie pomagają żadne prośby by przestała biegać czy krzyczeć. W. natomiast ceni sobie spokój i tu pojawia się między nimi trochę konflikt. I jako ze wychowanie niebiologicznego dziecka jest takie trudne uważam ze wszyscy którzy podejmują się takiego wyzwania należy się wielki szacunek. Nawet jeśli zadanie nie zostanie wykonane poprawnie to samo podjęcie się tego wyzwania jest ważne.

Sen dziecka

Większość rodziców mówi i nie przespanych nocach. Niemowlę budzi się co godzine lub w lagodniejszej wersji nawet co trzy godziny Ale i tak się budzi. Powodów budzenia się jest mnóstwo. Czasem zimno lub za ciepło, nieraz kolka albo zęby. O ile w tych przypadkach faktycznie rodzic musi się rozbudzić i dziecku pomóc i tyle ja nie wstaje na karmienie. S. od początku śpi z nami i od lat skończyła jakoś miesiąc śpi wtulona we mnie. Pierś mam na wierzchu. Mi to w niczym nie przeszkadza a gdy malutka się budzi sama chwyta sobie pierś i sobie je. Dzięki temu ja budzę się tylko gdy trzeba zmienić pieluche. I spokojnie moge powiedzieć ze większość nocy mam przespanych. Czasem zdarza się ze się obroce na druga stronę i S. nie ma od razu dostępu do mleka. Wtedy musze się przemieścić po łóżku ale raczej to mnie zbyt nie rozbudza.
Wspólne spanie to sam pozytyw zarówno dla matki jak i dla dziecka. Jest to bliskość której przecież maleństwo potrzebuje. Chociaż wszędzie piszą o tym jak dziecko potrzebuje tej bliskości ale przecież matki również potrzebują być blisko dziecka. Odpowiada za to cały szereg hormonów i mamy które mają swoje maleństwo blisko siebie rzadziej wkurzaja się na dziecko. Udowodniono ze matki które spia osobno a dziecko na rękach mają tylko do karmienia i przebierania oraz innych zabiegów pielęgnacyjnych częściej irytują się płaczem dziecka.
Moda na ,, nie śpij z nim / nie bujaj bo się przyzwyczai zaczęła się dość dawno temu gdy kobiety urlopu macierzyńskiego miały 3 miesiące. Wtedy trzeba było dziecka już od Narodzenia przygotować na powrót mamy do pracy. Teraz gdy tego czasu jest rok możemy nacieszyć się byciem z dzieckiem.
K. odkąd skończyła dwa lata ma swój własny pokój. Zasypia nawet wieczorem we własnym łóżku. Rano jednak niemal zawsze budzę się z nią przy boku. I lubię to jak przychodzi w nocy. Chociaż bywają nieraz takie dni ze wieczorem powiem przed bajka by nie przychodziła i nie przychodzi. Zdarza się też ze sama z siebie nie przychodzi. Nie jest to częste.
Zupełnie nie dawno K. powiedziała ze przychodzi w nocy żeby mnie przytulić.
Jak długo przychodzą dzieci do sypialni rodziców ? No coz chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Ale czy słyszał ktoś o dziecku szkolnym które nadal przychodzi ? Ja nie słyszałam.

Wroclaw z dzieckiem 2

Wczoraj nie było zbyt ciepło. Do późnego południa siedzieliśmy w domu i zaczynaliśmy się nudzic. Osobiście nienawidzę nudy i jak trzy dni pod rząd siedzę w domu to zaczynam przestawiac meble byle tylko odrobinę zmienić przestrzeń wokół siebie. Połowę zimy byłam zmuszona przesiedziec w domu i mam dość. K. gdy się nudzi zaczyna być złośliwa czego bardzo nie lubię. Staram się wyjść czasem chociaż na pobliskie pola. Zawsze to lepiej niż siedzieć w domu No i pies z nami wyjdzie. Ale na polach jesteśmy tak często ze okoliczne psy już na nas nie szczekają. W. nie jest też chętny do wychodzenia z nami na ten mały spacer.
Na samym początku związku z W. obiecałam mu ze pokaże mu cały świat. I chciałabym tego dokonać i jednocześnie zapewnić dzieciom jak najwięcej atrakcji. Świat widziany oczami dziecka jest dużo bardziej fascynujący. Od kiedy jestem mama zupełnie inaczej patrzę na miejsca w których już kiedyś bywalam.
Myśląc co by tu porobic w końcu wymyśliłam zoo. Ubralismy się i poszliśmy. S. niestety przespala całe kilku godzinne zwiedzanie. Jest malutka i raczej nie zaciekawiła by się zbyt ale miałam nadzieję ze chociaż trochę otworzy oczy. Za to K. była zachwycona zwlasza w afrykanarium. Nawet W. którego zachwycić ciężko był zadowolony i zrobił milion zdjęć rybom i fokom i pingwinom. …
Zoo to bardzo udany pomysł na zapelnienie dnia.

O pomaganiu w domu

Najważniejsza cecha w związku to POCZUCIE WSPOLNOTY.
Tylko dzięki temu możliwe jest cieszenie się z siebie nawzajem. Często słyszę ze partner pomaga w domu albo ze pomaganie jest obowiązkiem mężczyzny i że nie każdy pomagać chce. Jestem na wielu grupach facebookowych gdzie dziewczyny często pytają czy mąż pomaga im w domu i jeśli nie to jak go do tego namawiać. W odpowiedziach zawsze jest oburzenie innych kobiet że jak to przecież pomagać musi i należy męża zmusić. Odpowiadają też nieraz panowie że nie pomagają bo żony i tak nie są za to wdzięczne. No jakiś absurd. Moim zdaniem mąż nie powinien pomagać. Bo kobieta nie potrzebuje pomocnika tylko potrzebuje partnera. Mieszkamy razem więc to oczywiste że sprzatamy razem bo razem brudzimy. Nie pomagamy sobie zmywac naczyń, zmywamy razem bo oboje przecież potrzebujemy naczyn. Oboje używany talerzy i szklanek. Nie pomagamy sobie w opiece nad dziećmi. Dzieci są tak samo moje jak i W. więc to oczywiste że zajmujemy się nimi wspólnie. Przy dzieciach pomaga mi moja mama i ciocie gdy zabiorą dzieci pod swoją opiekę gdy ja musze wyjść np do szkoły.
Mąż nie jest „pomocą” w domu, jest jego częścią.
A jeśli chodzi o wdzięczność i podziękowania, to do wszystkich mężczyzn którzy o nich piszą mam pytanie. Bo serio nie ogarniam komentarzy pod postami jak facet pisze ze zmusił się do pomocy ( wtf ? ) i nie dostał żadnej wdzięczności. Kiedy ostatni raz podziękował swojej żonie, kiedy skończyła sprzątać dom, zajmować się praniem, zmieniać pościel, kąpać dzieci, gotować, zajmować się całą resztą… Czy Ty Jej podziękowałeś tak naprawdę, coś w stylu: „Super, Kochanie! Jesteś fantastyczna!”? Czemu oczekujesz nagród i pochwał, kiedy raz w życiu zdarzy Ci się umyć podłogę? Zastanawiałeś się nad tym, przyjacielu? Może dlatego, że nasza kultura jest nadal maczystowska i wierzymy w to, że zajmowanie się domem jest obowiązkiem kobiety, a facet nie musi kiwać palcem. Podziękuj swojej żonie, tak jak byś chciał, żeby Tobie podziękowano. Rusz się, zachowuj jak prawdziwy partner, a nie jak gość, który przychodzi tylko zjeść, spać, wykąpać się i zaspokoić potrzeby seksualne… Poczuj się u siebie, jak w domu. W swoim domu!
Prawdziwa zmiana w naszym życiu zaczyna się w naszych domach, gdzie uczymy nasze córki i synów poczucia – Wspólnoty.

Wpis powstał na podstawie postu z grupy off-top rodzicielskiej

Wroclaw z dzieckiem

Pogoda zaczyna być coraz ładniejsza więc chętniej wychodzimy na spacery. Niedawno byliśmy na wrocławskim rynku i spędziliśmy tam dość dużo czasu. Myślę ze takie wyjście na rynek jest dla dzieci pewnego rodzaju atrakcją. Zawsze gdy pogoda w miarę dopisuje znajdą się tam ludzie którzy puszczają ogromne banki. A każde dziecko kocha banki mydlane.
Kolejna ciekawa atrakcją są mimy. Żywych posągów też na rynku jest kilku.
Najububiensza rzeczą na rynku dla K. jest fontanna. Pozwalam jej moczyć ręce.
Odwiedziliśmy też kościół św Elżbiety. Okazało się ze W. nigdy w nim nie był bo przecież kościoły należy omijać. Ja sama nie jestem katoliczka ani nic takiego Ale kościół ze względów turystycznych jest bardzo ładny.
Spacer z wózkiem jest teraz znacznie wygodniejszy niż kiedyś dzięki wyremontowanej posadzce zwanej szpilkostrada.

Blisko dziecka

Po porodzie najważniejszy jest kontakt skóra do skóry. To wspaniałe uczucie które natychmiast łagodzi cały ból i sprawia ze wiesz iż warto było przetrwać kilka godzin skurczów bo maleństwo jest już przy tobie tak blisko. W tej chwili czujesz ze mogłabyś Tak wiecznie tulic tego małego czlowieka który jest nadal częścią ciebie. Dziecko dorastalo w tobie przez 9 ostatnich miesięcy i po porodzie gdy już nie stanowicie jednego ciała nadal czujesz ze dziecko jest częścią ciebie. Gdy skóra do skóry dotyka czujesz to nawet bardziej niż w ciąży te bliskość. Pragniesz jej na zawsze. Nie chetnie oddajesz dziecko w końcu pielegniarce i idziesz się umyć. Masz chwilę dla siebie dziecko jest badane. Po badaniach lekarze oddają ci opatulone w kocyk maleństwo. Tulisz je przez ten kocyk. I potem już ten kontakt skór nie następuje. Dziecko na śliczne ubranka, przy przebieraniu strasz się zrobić to szybko by maluch nie płakał. Do kąpieli jest wanienka gdzie dziecko czuje tylko twoje dłonie. W łóżeczku materacyk z atestem i kouderka taka śliczna. Na główce malca czapeczka by przypadkiem nie zmarzlo na raczkach niedrapki. I nie ma już takiej bliskości gdzieś zanikla…
Starsza karmilam piersią dwa lata, mam nadzieję S. równie tyle karmić. Łóżko mamy w sypialni duże i śpimy wszyscy razem. Chociaż K. już zasypia w swoim pokoju to przychodzi w nocy. Uwielbiam to. Kocham też wspólne kąpiele i zabawy. To za każdym razem fascynujące i wpaniale.

Wegetarian rodzic

Jestem wegetarianka już od kilku lat. W sumie zaczęłam bardziej dla kaprysu niż jakiejś ideii. Najfajniejsze w tym było to ze wegetarian jest mało a każda mniejszość wydawała mi się od zawsze fajna. Lubię się wyróżniać i być inna. Próbując przekonać innych dla czego wegetarianie są lepsi niż miesozercy zaczęłam szperac po necie. To co znalazłam sprawiło ze utwierdzilam się w tym ze wegetarianie są faktycznie lepsi. Utwierdzilam się również w tym ze wegetarianka chce pozostać już nie tylko z kaprysu i by się wyróżniać.
Wyobrażałam sobie ze moje dzieci i mój partner też nie będą jeść mięsa. Ale gdy zaszlam w pierwsza ciążę wszędzie niemal wokół słyszałam ze zrobię dziecku krzywdę. Potwierdzali to również lekarze. Miałam mieszane uczucia i z jednej strony chciałam trzymać się swoich racji z drugiej zaś bałam się o dziecko. W mojej rodzinie jest kilku wegetarian i urodziło się też u nas kiedyś dziecko które podobno miało przezroczyste kości. W sumie nie wiem czy to do końca prawda sama wtedy byłam dzieckiem. Strach jednak zwyciężył i w pierwszej ciąży przerwalam wegetarianizm. Było to dla mnie trochę trudne Ale przecież to tylko 9 miesięcy. Potem karmiac piersią ( karmilam 2 lata ) też czasem zjadłam coś z mięsa. Chociaż dalej tak na prawdę byłam wege i chciałam tego dla dziecka. Przy rozszerzaniu diety u K. chciałam mięsa nie wprowadzać lub wprowadzić bardzo późno. Niestety ubiegla mnie babcia po kryjomu podawała malej parówki. Bardzo mnie to wkurzalo. Parówki to największy szit i nawet nie mięso tylko odpady. Najgorsze ze malej to bardzo smakowało. Stwierdziłam ze w takim razie zabraniac nie bede. Skoro lubi to niech je. I tak do dziś K. żywi się mięsem i mlekiem. Niemal ze tylko tym no i słodyczami. Inne rzeczy też zjada Ale nie ma dnia by nie zjadła po swojemu chociaż trochę. Gdy robie typowo wegetarinski obiad K. podjada tacie co kolwiek. Nie neguję tego to jej wybór. Chociaż nie ukrywam trochę mnie przeraża jak widzę gdy wręcz rzuca się mu na talerz :/
Przy drugiej ciąży nie zastanawiałam się ani trochę. Przerwalam znów wegetarianizm. Niby wiem ze da się wszystko zastąpić Ale ufam też trochę lekarzom. Bardzo bym nie chciała żeby dziecku co kolwiek przez to się stało.
Mam nadzieję ze kiedyś obie corki zrezygnują z mięsa. Nie tylko ze względu na los zwierząt. Chociaż to też bardzo ważne. Jednak ważniejsze jest własne zdrowie a spożywanie mięsa oprócz korzyści ma również wiele negatywnych skutków. Dieta zwierząt ubojnych jest pełna antybiotyków które osłabiają później ludzi i przy chorobie mogą nie działać żadne leki. Zwierzęta skazne na śmierć w meczarni czuja duży strach i stres produkując przy tym ogromne ilości kortyzolu. Zjadajac potem mięso człowiek wchłania cały kortyzol w swoje ciało i dzięki temu łatwiej się denerwuje. Nie wspominając już o tym jak kortyzol niszczy ludzki mózg.
Pogodzilam się z faktem ze nie wszystkich to obchodzi. W. nigdy nie zrezygnuje z mięsa a dzieciom zmuszona jestem pozostawić wolny wybór. Pewnie jescze w wielu innych kwestiach zrobia nie po mojemu. I w sumie to bardzo dobrze bo żadna z córek nie jest moja kopia i ma swoje życie swoje wybory. Tego od nich oczekuje ze będą miały swoje zdanie w każdym temacie. Tak mi się przynajmniej wydaje ze tego oczekuje i chce bo wiem ze to może być trudne

Jeśli wśród czytających są rodzice wegetarianie chetnie usłyszę wasze historie. Czy na czas ciąży i karmienia piersią rezygnowaliscie z wegetarianizmu ? Czy jeśli nie to były jakieś problemy ze zdrowiem u dziecka i czy dziecko później chciało być jak rodzic wege czy też nie ?

Jak doprac najgorsze plamy

Zanim urodziłam dzieci myślałam ze dzieci się nie brudza. No przynajmniej te małe co jescze chodzić nie potrafią to powinny być czyste. Oczywiście nic bardziej mylnego. Już od pierwszych dni życia K. miałam tonę prania. Niektóre ubranka miała na sobie 5 minut i zaraz były mokre bo ulala. Gdy uczyła się jeść mimo silników jedzenie zawsze ladowalo na ubraniach. Środki do prania są znacznie lepsze niż 50 lat temu i w sumie większość plam schodzi za pierwszym razem niektóre za drugim Ale są też takie które mimo najlepszego proszku i wielokrotnego prania jednak zostają. Na ubraniach dziecięcych to i tak szkoda mniejsza bo dziecko rośnie Tak szybko ze co chwilę trzeba kupować nowe. Więc te stare których już się doprac nie da można wyzucic. Chociaż jest sposób na pozbycie się nawet starych plam. Niestety działa tylko na jasnych ubraniach, ciemne mogą się odbarwic. Sposób ten to namoczyć ubranie w … Coli. Wystarczy nalać napój do miski wsadzić ubranie i zostawić je tak na noc. Rano należy ciuch wyciągnąć i wsadzić do pralki na normalne pranie z innymi rzeczami i proszkiem. Odkryłam to przy dzieciach właśnie Ale ratowalam tak też swoje ciuchy. Dopralam nawet ręcznik którego używałam zawsze przy farbowaniu włosów.

Wpis o biciu dzieci

Wpis o biciu dzieci.
Nigdy nie myślałam ze ja taki wpis bede pisac gdyż ja dzieci nie bije i nigdy nie bede bic. Nie wyobrażam sobie celowo świadomie z premedytacją robic krzywdy małym istotom. To przecież zupełnie nie ludzkie i patologiczne zachowanie. I nikt Ale to absolutnie nikt dzieci uderzać nie powinien. Nigdy i bez względu na powód.
Niestety są wciąż na świecie ludzie którzy klapsa uważają za słuszna i skuteczna metodę wychowawczą. Uważają że gdy dziecko zaboli to dziecko się nauczy. Faktycznie czegoś się nauczy. Nauczy się ze jak ktoś jest od niego większy to na nad dzieckiem władze. Nauczy ze dorosły ma władze nad zachowaniem dziecka, nauczy ze dorosły ma władze nad ciałem dziecka i nauczy ze dorosły ma władze nad myślami dziecka. Zdarza mi się słyszeć ze klaps to nie bicie. Bzdura. Klaps to celowe wynierzenie siły w malucha. Jakim niby cudem to ma nie być przemoc ? Jeśli jednak na prawdę uważasz ze klaps to nic takiego wyobraz sobie ze to ciebie ktoś bije. Wyobraz sobie ze robisz coś ciekawego, poznajesz świat i swoje możliwości a tu nagle przychodzi ktoś i bez ostrzerzenia pac w rękę. Jeśli przerwiesz na to czynność która robisz pewnie już nigdy w życiu nie wrócisz do jej wykonania i nigdy nie odkryjesz tej sprawy samodzielnie. Zastanów się czy na prawdę chcesz zabić w dziecku chęci do odkrywania świata ? Pamiętaj ze jeśli zostaną one zabite już u dziecka to nigdy nie narodza się już u niego gdy dorosnie. A jesli wciąż uważasz ze klapsy są w porządku to daj kiedyś klapsa szefowi zonie Sąsiadowi czy pani w sklepie. Przecież to najprostszy sposób rozwiązywania problemu gdy ktoś robi coś nie po twojej myśli. Tylko uważaj , bo dorosły może ci oddać. Dziecko nie odda. Dziecko jest małe slebe i bezbronne. Dla tego uderzenie go nawet lekko jest oznaką słabości i nie zbyt wysokiej samooceny. Jest czystym dowodem na to ze po prostu lubisz znecac się nad słabszymi.
CZEGO UCZY KLAPS?

RODZICE MOGĄ NAS SKRZYWDZIĆ, JEŚLI ZROBIMY COŚ ŹLE. POWINNIŚMY SIĘ BAĆ RODZICÓW CZY DZIADKOW. NIE POWINNIŚMY PRÓBOWAĆ NOWYCH RZECZY, BO MOŻE CZEKAĆ NAS KARA. SKORO JESTEŚMY MNIEJSI I SŁABSI, TO MOŻNA NAM ROBIĆ KRZYWDĘ. NOWYCH RZECZY NALEŻY PRÓBOWAĆ TYLKO WTEDY, KIEDY RODZICÓW NIE MA W POBLIŻU. PRZEMOC JEST ODPOWIEDNIĄ REAKCJĄ, NA UCZUCIE ZŁOŚCI. PRZEMOC JEST ROZWIĄZANIEM NASZYCH PROBLEMÓW.
Nie ma czegoś takiego jak delikatny klaps. Przemoc jest przemocą. Może wydawać się, że ciężko jest porównywać ostre bicie ze „zwykłym klapsem”. W końcu każdy zgodzi się, że podbite oko, wstrząs mózgu czy połamane żebra, to jest zdecydowane nadużycie władzy rodzicielskiej. Jednak warto zauważyć, że i bicie i klaps, to jest ta sama czynność, tylko w innej intensywności. I teraz powstaje pierwsze pytanie: co zrobicie, kiedy lekki klaps nie zadziała? Uderzycie mocniej? A jak nie zadziała? Jeszcze mocniej? A co zrobicie, kiedy nawet to silne uderzenie nie zadziała i dziecko będzie dalej nieposłuszne? Będziecie bić do nieprzytomności?
Wiem ze kiedyś wychowywalo się dzieci tak ze każdy ich błąd ( często nie specjalny ) uzywalo się siły wobec dziecka. Sama niestety pochodzę z takiej rodziny. Nie bardzo chce o tym opowiadać. Ale temat jest ważny. Mam nadzieję ze dzieląc się swoją historia zmienię coś w myśleniu ludzi dla których Uderzenie po łapkach to świetna metoda. Faktycznie działa i na dana chwilę dziecko przestaje robic to co robiło. Dziecko wtedy czuje ból i strach. Pamiętam to. Za to Za nic nie pamiętam za co były owe klapsy. Po prostu było ich na tyle dużo ze zupełnie zmieszaly się w jedna całość. Mój mózg zle to zniósł. W wieku nastoletnim przeszłam Tak zwany bunt nastolatka. Nic dziwnego trzeba w końcu się postawić. Znalazłam znajomych takich jak ja i wspólnie znaleźliśmy ukojenie w narkotykach. Papierosy alkohol narkotyki przypadkowy seks. To wszystko dawało mi sile i wolność ( pozorna ). Nie chce tego dla moich córek. Dla tego unikam jak ognia jakiej kolwiek przemocy wobec nich. I nie pozwalam nikomu podnieść ręki na moje dzieci. Dotąd myślałam ze skoro dziecko jest moje to nikt nie nada sobie prawa by je uderzyć. Niestety się myliłam i są ludzie którzy myślą ze mogą moje dziecko „delikatnie ” uderzyć. Nie zamierzam na to pozwalać. Każdego kto ruszy moje dziecko jestem w stanie zabić. Doprowadza mnie to do maksymalnej wściekłości i wzbudza we mnie chęć uderzenia takiego dorosłego który rusza moje dzieci. Wiem ze żadna z nich nie obroni się jeszcze sama przed silnym dużym człowiekiem. Dla tego to ja musze je bronić i bardzo mocno musze się starać by bronić dzieci grzecznie. Bo taki dorosły nie zasługuje na grzeczność. Zasługuje na to by sam został uderzony. Może by jego taki klaps coś nauczył ?

Wyniki ankiety

Na pewnej grupie na portalu społecznościowym przeprowadzilam ankietę. Ankieta ta miała na celu sprawdzić czy styl żywienia ma związek z przyjmowaniem szczepień. Okazało się ze wegetarianinie rzadziej podają szczepionki swoim dzieciom niż osoby jedzace mięso. Dodatkowo ci którym ekologiczny los planety nie jest obojętny również są ostrozniejsi przy szczepieniu dzieci. Najciekawsze moim zdaniem jest to ze religijność również ma znaczenie w temacie szczepień. Ateiści są grupa która podaje najwięcej szczepień. Osoby wierzace mocno w chrzescijanskiego Boga podają szczepionek mniej. A najmniejsza liczba szczepiacych jest w grupie Tak zwanego rozwijania duchowego.
Wyniki te są bardzo ciekawe. Niestety nie było to badanie naukowe. Nie jestem naukowcem ani nie mam wykształcenia medycznego.

Moja corka ubiera sie sama

Mam swój własny styl. Lubię się ubierać tak by wzrok wszystkich przechodniów chociaż na sekundę zatrzymał się na mnie. Kocham czarny kolor tiulowe spódniczki i gorsety. Gdybym tylko mogła swoje dzieci również bym ubierala wyłącznie na czarno. Dla młodszej corki kupiłam nawet czarny wózek. Niestety ubranie dzieci na czarno nie jest takie proste. Ciężko jest kupić czarne ubranka dla dzieci. Są one niemal nie dostępne w zwykłych sklepach. Czasem uda mi się coś kupić jednak to niestety nie są ulubione ciuchy mojej corki. K. ma swój styl zupełnie inny niż mój. Pozwalam jej ubierać się samodzielnie. W prawdzie dbam o to by było to odpowiednie do pogody. Czasem wystroje córkę po swojemu ale nie często. Nie podoba mi się jej dopasowanie strojów , ma gust jak moja mama. Jak dla mnie wyglada jak wieśniak no ale skoro lubi to ok.

Szczepic czy nie ?

Niemal każdy blogujacy rodzic dodaje w końcu wpis na temat szczepień u dzieci. W sumie nic dziwnego bo temat ten jest bardzo wazny. I bardzo sporny. Nadszedł czas bym i ja wyraziła swoje zdanie w tym temacie.
Na początku chciałabym zaznaczyć ze nie jestem lekarzem i wpis ten jest jedynie moimi prywatnymi przemyśleniami. Nie chciałabym by ktoś podjął decyzję o tym czy szczepic dziecko czy też nie.
O szczepieniach pisze wielu ludzi którzy lekarzami nie są. Ich opinie są zwykle negatywne a lekarze jeśli się wypowiadają to raczej szczepienia podają jako pozytywne. Zazuca się lekarzom iż sprzedali się oni koncernom farmaceutycznym. Zaś ten zarzut spotyka się z ogromnym oburzeniem wśród lekarzy. Bo jak to możliwe by każdy lekarz się sprzedał. Myślę ze co niektórzy na pewno chetnie by przytulili parę groszy do wypłaty, Ale lekarze też są ludzmi i nie każdy świadomie by szkodzil byle by zdobyć złotówki. Na Internecie istnieje wiele wpisów pisanych przez grono medyczne o pozytywach szczepień. Osobiście wierzę ze wpisy ich są zupełnie szczere i nie mają na celu nikogo oszukać. Lekarze po prostu dzielą się wiedzą jaką mają.
Gdy byłam w technikum weterynarii miałam praktyki w klinice. Pomagalam lekarzowi przy zabiegach i samodzielnie wykonywalam drobne rzeczy. Pewnego dnia miałam przygotować psa do sterylizacji. Przygotowanie to wyglada tak ze pierw podaje się zastrzyk otumaniajacy. Ma to przygotować zwierzaka na dalsze podanie narkozy. Zwierzęta po tym zastrzyku są powolniejsze , ich zmysły są słabsze. Co za tym idzie pies nie widzi wtedy lekarza jako człowieka tylko jako ciemny kształt. Dodatkowo zwierzak nie może poruszać się tak jak by chciał. Fakt łatwiej jest wtedy psa ogolic na brzuchu gdzie będzie ciety. Jednak powoduje to u zwierzaka spory stres. Nieraz się zdarza psiak który jest odporniejszy na zastrzyk otumaniajacy i wtedy próbuje atakować. Moim osobistym zdaniem zatrzyk ten jest zupełnie zbedy. Można ogolic zwierzaka już po podaniu narkozy i nie ma wtedy ryzyka ze pies w panice ugryzie. Tak więc pominęłam ten zastrzyk i podałam narkoze po tym przygotowałam psa do zabiegu.
Gdy klijent wyszedł a sterylizacja już trwała lekarz opowiadał mi dokładnie co robi. Patrzyłam na niego i na zabieg. Potem wpis do książeczki i tu lekarz dopatrzył się ze nie podałam zastrzyku. Klijent zyskał 12 zł. Bo tyle zapłacił by za zastrzyk. No coz nie moja strata z reszta lekarza też nie ani nawet kliniki. To cena leku nikt by na tym nic nie zyskał. Jedyne zyski to zdrowsza psychika psa – nie musiał bezsilne lecz świadomie patrzeć jak bezksztautna masa próbuje coś z nim robic a on nie może się bronić. Ale lekarz nie podzielal mojego zdania. Przeprowadził mi lekcje pod tytułem podanie zastrzyku jest konieczne bo tak. Na koniec dodał ze powinnam zapłacić za ten błąd i gdyby to nie były praktyki z mojej wypłaty zaplacilabym za całą sterylizacje. Czyli najgorsza konsekwencja to moja wypłata. Nie zdrowie psa nie jakość zabiegu tylko moja wypłata.
Nie zamierzam mówić ze wszyscy studenci są tak uczeni. Jednak ja byłam. Istnieje więc prawdopodobieństwo iż lekarze od ludzi są uczeni od początku tak by myśleć faktycznie Ze pomagają.
Inna sytuacja też niestety z weterynarii. Prowadząc prywatne schronisko dla zwierząt stale korzystałam z usług weterynarza. Większość zwierząt która miałam pod swoją opieka to zwierzęta po przejściach często chore lub ranne. Gdy szłam ze szczeniakiem to lekarz podawał odrobaczenie i trzy szczepienia. Gdy szłam ze zwierzakiem starszym była podana tylko jedna szczepionka przeciw wściekliźnie. Starsze psy nie są narażone na nosowke.
W śród ludzi też najwięcej szczepień otrzymują dzieci. A może były by one mniej narażone na zarażenia gdyby osoby starsze się szczepily zamiast korzystać z odporności zbiorowej budowanej poprzez szczepienie dzieci. Nie chodzi mi o osoby zupełnie stare. Wiadomo ze ich układ odpornościowy może być już slaby. Jednak odporność małego dziecka jest również słaba i nie rozwinięta. Dla czego więc to właśnie najwięcej szczepień jest przed ukończeniem pierwszego roku życia ? Dużo lepiej by było gdyby szczepienia były podawane osobom w wieku 18-30 lat. Odporność zbiorowa raczej by na tym nie ucierpiała. A dzieci korzystały by z odporności właśnie zbiorowej. Byłabym niezmiernie wdzięczna za komentarze od lekarzy i osób uczonych dla czego nie stosuje się takiego rozwiązania. Wiek 18-30 lat jest wiekiem największej wydajności człowieka i zdolności do pracy. Jeśli jednak szczepionki nie są szkodliwe nie ograniczylo by to ilości dobrych pracowników.
Czytałam kiedyś wpis pewnej lekarki która chyba uznała ze rodzice nie szczepia dzieci bo boją się igły. Moim zdaniem to największe bzdura bo sama igła nie jest straszna. Zastrzyk faktycznie boli i dziecko reaguje na to płaczem. Jednak ból ten po chwili mija. Gdyby chodziło tylko o strach przed igła żadna dziewczynka nie miała by kolczyków a bardzo dużo dzieci przecież je ma.
Na dzień dzisiejszy kończę wpis. Nie zamierzam go rozwijać o skład szczepień gdyż jak już mówiłam na początku nie jestem medykiem ani chemikiem i jedyna wiedzą na ten temat jaką mam to ta zdobyta z Internetu oraz z rozmów z lekarzami i znajomymi.
Dodam jescze tyle ze to czy dziecko należy szczepic czy nie jest trudna decyzja. Tak na prawdę nie szczepiac narazamy życie dziecka bo przecież może zachorować. Szczepiac również podejmujemy ryzyko bo może dojść do fatalnych powikłań. Rodzicielstwo polega na podejmowaniu trudnych decyzji. I tak jest w każdej dziedzinie nie tylko w temacie szczepień. Szkoła która wybierzemy dla dziecka może okazac się miejscem gdzie dziecku stanie się krzywda. Może się okazać ze zabawka która kupimy wywoła straszna alergie. Na każdym kroku musimy podejmować ciężkie decyzję i ponoscic ich konsekwencje. Jeśli dziecko nieszczepione zachowuje odpowiedzialny za to będzie rodzic. Tak samo jeśli zdecydujesz szczepic i wystąpią odczyny niepożądane również ty rodzicu bedziesz odpowiedzialny za krzywdę dziecka. Podejmując decyzję podejmujemy odpowiedzialność.

Moje dziecko sie nie dzieli

Moje dziecko się nie dzieli.
Nie robi tego gdyż nie uczę corki dzielenia się z innymi swoimi zabawkami. I jeśli nie ma ochoty się podzielić to wcale nie musi.
Bywajac na placach zabaw często słyszę jak rodzic mówi do dziecka by dziecko oddało swoją zabawkę. I te dzieci wtedy te zabawki oddają.
Dwa lata temu byłam z K. na placyku wlasnie. Pewien chłopiec jadł ciasteczka. K. bawiła się obok nie zwracając uwagi na chłopca. Dopiero na dźwięk szelestu opakowania odwróciła głowę. Tata chłopca od razu nakazał – podziel się z dziewczynka. Chłopiec automatycznie wykonał prośbę ojca. Nikt się nawet nie zastanowił czy ja wyrażam zgodę by moje dziecko to ciastko dostało. Ale nie to jest najgorsze. Ojciec chłopca patrzył na mnie wyczekujaco. Czując presję w jego wzroku powiedziałam do K. by podziękowała. Oczywiście wiedziałam że K. tego nowe zrobi. Nie umiała wtedy jeszcze dziękować. Wogle nie za wiele jeszcze mówiła. Tata chlopca był jednak zadowolony. Ja dobra mama upomnialam dziecko co powinno zrobić. Przerazila mnie zaś reakcja chłopca. Na moja prośbę o podziękowanie zareagował on właśnie i zupełnie nie patrząc po co to robi powiedział dziękuję.
Przerażające. To dziecko działało jak robot. Bardzo nie Chciałam by moja córka Tak reagowla poslusznie.
Dziękować prosić i przepraszać nauczyłam córkę sama dziękując jej za to co mi daje prosząc ja i przepraszajac. Minęły dwa lata i K. gdy tylko czuje sama ze powinna powiedzieć dziękuję to mówi. Co wcale nie znaczy ze dziękuję za każde dostane ciastko. Robi to spontanicznie kiedy sama chce i jest to szczere. Zawsze nie wymuszone.
Tak samo nie Chciałam jej mówić oddaj zabawkę podziel się. Ja sama mam swoje rzeczy którymi się nie dziele np. telefon. Jak by ktoś go chciał to by nie dostal. Nie bo to moje. Dziecko też ma prawo do swoich rzeczy. Jeśli ma jakieś swoje zabawki to te zabawki są dziecka. I tyle. Wcale nie musi ich oddawać. K. dobrze o tym wie. Czasem słyszę z tego powodu nie mile komentarze. Ze wychowuje samoluba i wogle. Wtedy uśmiecham się i mowie by rodzic oddał mi swój telefon. Patrzą wtedy jak na zlodziejke. A ja nie widzę żadnej różnicy między oddaniem telefonu a oddaniem wiaderka.
Mimo to K. potrafi się dzielić. I nawet robi to chetnie jeśli ma ochotę. Bywa ze mając paczkę zelkow sama podchodzi do kogoś i czestuje. I nie robi tego by usłyszeć dziękuję. Robi to bo ma ochotę się podzielić bo wie ze to sprawi komuś radość.
Mi się to bardzo podoba. A to ze innym nie to już nie mój problem. Jeśli ktoś chce by jego dziecko robiło to co wypada to jego sprawa.

Kota nalezy glaskac

Kota należy głaskać. Inaczej kot staje się dziki i wtedy. Taki nie glaskany kot częściej wystawi pazury. Każdy kot wymaga długiego glaskania każdego dnia. Wtedy więcej śpi i sam chetnie przychodzi do ciebie. Pozadnie wyglaskany kot daje pospac w nocy i nie szaleje o 3 w nocy.
Zauważyłam to gdy urodziła się S.. Mam w domu śliczna kotkę imieniem Vena. Zawsze była to miziasta pszytulasna koteczka. Każdego dnia glaskalam ja a ona mruczala głośno zadowolona. Gdy urodziłam dziecko to czasu na glaskanie kota było jakoś mniej. Przecież wiadomo że kot nie będzie ważniejszy niż dziecko a przy małym dziecku dużo jest zajęć. Kot dostał glaskania mniej i nagle zaczął szaleć po nocach.
Kota należy głaskać.
Ludzie też to lubią. Często gdy w rodzinie pojawia się ktoś Nowy ci starsi ida w odstawienie. Nawet nie zauważamy tego że poświęcamy im mniej czasu. A nawet jeśli to przecież powinni zrozumieć bo małe dziecko jest bardzo absorbujace. Nie, nie zrozumia. Tak samo jak kot nie zrozunie. A przecież to tak nie wiele przytulić się do męża na kilka minut, ponosić chwilę starsze dzieci na rękach … Oni jak ten kot – potrzebują cie Tak samo jak wcześniej.

Czy rodzice zawsze musza mowic jedym glosem

Czy rodzice zawsze powinni mówić jedym głosem ?
Zgodność wydaje się być ważna. Bo jeśli jeden rodzic czegoś zabroni a drugi na coś pozwoli to wtedy ten pierwszy traci autorytet. Dla tego wydaje się być ważnym by rodzice byli ze sobą zgodni. Tyle ze to zwyczajnie nie możliwe. Nie ma dwóch ludzi którzy by myśleli tak samo i zgadzali by się w każdej kwestii. I nie ma w tym nic złego. Rodzice też mogą mieć odmienne zdania na wszelkie tematy i absolutnie nie muszą się ze sobą zgadzać nawet w niczym. Ważne jest jednak to by pozostać autetycznym i prawdziwym.
Ja i W. nie zgadzamy się praktycznie w niczym. Zaczynając na guście muzycznym przez ulubione potrawy a kończąc na religiach. W sumie to nie ma tematu gdzie mielibyśmy jedno zdanie. Przy dzieciach też mamy różne podejście , ja staram się by relacja rodzic dziecko to było przytulanie i miłość, W. zaś skupia się na wychowaniu i wytlumaczeniu zasad. I mimo zupełnej różności w każdym aspekcie jest dobrze.
Wierzę również ze inne zdanie rodziców uczy dziecko ze można mieć swoje własne zdanie i nie być przy tym gorszym ani lepszym. Tak więc odpowiedz na tytułowe pytanie to nie. Rodzice absolutnie nie muszą a wręcz nawet nie powinni mówić jednym głosem. Jednak powinni mówić to samo każdemu dziecku. To znaczy jeśli tata lub mama mówią jedno do pierwszego dziecka to drugie dziecko też musi usłyszeć to samo.
Dziś miała miejsce u mnie pewna sytuacja. Dość prywatna sprawa więc może nie powinnam o tym pisać publicznie Ale kwestia na tyle ważna ze jednak postanowiłam opisać to wydarzenie.
Powiedziałam do K. coś z czym W. nie zgadzał się zupełnie. I w odpowiedzi na to W. stwierdził ze ja bede uczyc K. wg tego co powiedziałam a on nauczy S. odwrotnie i zobaczymy wtedy które dziecko będzie mieć lepiej. Bardzo mi się to nie spodobało bo przecież każda z córek ma nas dwoje za rodziców. I my oboje wychowujemy corki. To nie jest poligon gdzie mamy walczyć o to która córka będzie lepsza a tym bardziej nie jest tak ze któraś córka jest bardziej moja czy bardziej jego. Przecież obie są tak samo nasze.
W złości stwierdziłam ze skoro W. chce by S. była bardziej jego to niech ma. Zostawiłam go na kilka godzin z S. Dużo tego czasu młoda przespala więc nie było problemu ale trochę też płakała. Tak się właśnie dzieje gdy rodzice zaczynają dzielić dzieci na bardziej swoje – dziecko wtedy płacze, jest pokrzywdzone w takiej sytuacji.
Dla tego właśnie rodzice powinni mówić wszystkim dzieciom to samo a jeśli mama z tata się nie zgadzają w czymś to niech się nie zgadzają.

Dziecko bezsmoczkowe

Bezsmoczkowe dziecko.
Wszędzie widzę dzieci ze smoczkami. Czy to w autobusie na ulicy w sklepie u lekarza … Zupełnie wszędzie. Tak jak by było to zupełnie logiczne ze niemowlę potrzebuje smoczka. Dla mnie logiczne było ze dziecko smoczka nie potrzebuje. Przy starszej córce smoczka nie miałam sama. Potrzebę ssania zaspokajala przy piersi. Chociaż spotkałam się nieraz z komentarzem ze brak smoczka zapewne musi mi strasznie utrudniać. Nie wiem co mógł by utrudniać. W nocy spałam z córka więc gdy tylko potrzebowała ssać to miała pierś a ja miałam przespana noc. I wręcz uważam ze dużo łatwiej jest nie nauczyć dzicka do smoczka. Nie trzeba pamiętać o zabieraniu go na spacery nie trzeba go szukać gdy wypadnie w nocy nie trzeba go co chwilę wyparzac. Po prostu go nie ma. I nie ma później również problemu z odsmoczkowaniem.
Przy młodszej również nie zamierzam używać tego wynalazku
Chociaż myślę ze przy dzieciach butelkowych może być on przydatny. Przecież butelki dziecko nie może ssać ciągle.
Moi znajomi są jednak zadziwieni gdy maleństwo nie ma smoczka. W szpitalu na porodowce i sali poporodowej też się dziwili. A mnie dziwi ze tych bezsmoczkowych prawie nie ma.

Obecnosc ojca przy porodzie

Obecność mężczyzny przy porodzie.
Dużo osób mówi ze zbędna ze to kobieca sprawa. Że widok rodzącego się dziecka może być straszny dla mężczyzny i zadziałać może aseksualnie.
Dużo osób też mówi ze konieczna jest obecność ojca. Bo da wsparcie bo to przeżycie ważne.
Niektórzy ojcowie wspominają to jako cudowne doświadczenie niektórzy zaś jako koszmar.
Mój pierwszy poród odbył się samodzielnie. To opiszę innym razem. Przy drugim dziecku nie byłam sama.
Podjęliśmy te decyzję razem i w sumie jego obecność była … Zupełnie obojętna. Nie pomagał mi. Nie odczowalam wsparcia z tej obecności. Ale też nie przekadzal. Nie chciałam by patrzył mi w krocze więc siedział po prostu z boku i był. Jego obecność powinna dodawać mi sił i zapewne Tak by właśnie było. Niestety nie miałam szczęścia do położnej. …
Zacznę od początku. W nocy zaczęły się skurcze. Przepowiadajace skurcze miałam już od jakiegoś czasu więc zupełnie zignorowalam je. Nawet już nie mówiłam o nich W. Rano wstałam do szkoły. Skurcze jakieś tam były ale starałam skupić się na zajęciach. Dopiero na ostatniej lekcji zdałam sobie sprawę ze chyba jednak to już nie tylko przepowiadajace ale te faktyczne. Jednak były wciąż do wytrzymania. Pojechałam po starsza córkę do mojej mamy. Siedziałam u niej trochę i zastanawiałam się czy jechać do szpitala czy nie. Zadzwoniłam do W. ze chyba w sumie rodze i żeby przyjechał po mnie. Przyjechał z przyjacielem i oni obaj byli bardziej przejeci niż ja sama. Wieczorem zawiezlismy starsza córkę do babci i pojechaliśmy do szpitala. Niby byłam spokojna i nie bałam się. Pamietalam z pierwszego porodu ze nie ma się co bać. Jednak byłam dość roztargniona i nie wzięłam ze sobą żadnych dokumentów z przebiegu ciąży. W. wrócił się do domu i przywiózł mi wszystko. Lezalam sobie na porodowce sama trochę czasu i czekałam na zwolnienie sali rodzinnej. Trochę nie wiedziałam czy zdąży się zwolnić i czy W. będzie przy porodzie czy nie. Chciałam spowolnić skurcze by jednak rodzic przy nim. Raczej zbyt dużego wpływu na to nie miałam poród i tak się by pewnie zaczął wtedy gdy by się zacząć miał.
Sala rodzinna się zwolniła i przeszłam do niej. Położna zawołała W. I… No właśnie w momencie gdy zobaczyłam swoją położna obecność W. stała się dla mnie obojętna. Nie mógł mi w żaden sposób pomoc przy takiej położnej. Kobieta miała na szyji duży krzyż. Nie mam nic przeciwko znakom religijnym ale na mojej szyji wisiał czaszkowy naszyjnik. Paznokcie miałam czarne. Cieszyłam się w ruchu ze moje glany zostały w domu. Wiedzialam już ze mój poród może być ciezki. Położna ani trochę nie traktowała mnie jak człowieka. Sama wybrała mi pozycje i robiła wszystko bym odczowala jak najwięcej bólu. Co chwilę rzucala głupimi komentarzami. W. lepiej niż ja zapamiętał zachowanie nawiedzonej katoliczki. Był zły na położna. Ja w sumie też bo sprawiła ze poród był koszmarem ale i tak warto było się pomeczyc.
Moim zdaniem obecność ojca przy porodzie nie jest konieczna ale jest ważna. Chociaż osobiście chcetnie zapomnę dzień porodu a W. będzie go pamiętać lepiej niż ja. Wolałabym żeby nie pamiętał mojego krzyku chociaż bardzo się cieszę ze był przy mnie i ze mógł przytulić nasza córkę po porodzie i ze mógł pojechać po papiery i … i ze po prostu był …

Dziecko mi doroslo

Po narodzinach drugiej corki odkryłam jak samodzielna jest starsza córka.
A może to pojawienie się młodszej sprawiło ze starsza nauczyła się wielu nowych rzeczy.
Zawsze ubieralam starsza. Tak szybciej i wygodniej. Z reszta ona nie umiała jescze sama. Nawet przy luznych spodniach był problem. Nie widziałam w tym nic złego. Przecież mało który dwu – trzy latek ubiera się sam. Co trochę dziwne bo rozebranie się to umiejętność opanowana zanim dziecko nauczy się chodzić.
Tak więc byłam zdziwiona gdy starsza sama założyła buty. Bo buty przecież to jeden z trudniejszych elementów. Ja karmilam młodsza a starsza po prostu założyła buty. I to prawy na prawa stopę tak jak być powinno. Zanim zdążyłam pochwalić czy coś ona już wyszła na klatkę do swojej koleżanki.
Zupełnie nie wiem kiedy to moje dziecię Tak urosło.
Dosłownie chwilę po porodzie starsza córka z dzidziusia stała się dzieckiem …

Pomocne wrozki

Witam cie w magicznym świecie dobrych wróżek. Wróżki chetnie pomagają rodzicom we wszystkim. I są to na tyle dobre wróżki ze nie przeszkadza im ze nie wierzysz w ich istnienie. One przyjdą z pomocą gdy spróbujesz wszystkiego a nie zadziała.
Gdy twoje dziecko za nic nie chce rozstać się ze smoczkiem z pomocą przyjdzie smoczkowa wróżka. Wystarczy ze opowiesz o niej dziecku. Dziecko w nią uwierzy. A wróżka ta daje prezent za smoczek. A smoczek zabiera do magicznej krainy i tworzy z niego to o czym dziecko marzy. Wróżka potrafi zamienić smoczek w każda zabawkę.
Nocnikowa wróżka lubi dzieci robiace siusiu do nocnika. Za pierwsze udane siusiu wyczaruje dla dziecka podarunek. Opowiesz dziecku o tej wrozce. Później zdejmij pampersa i przy każdym zmoczeniu majtek przypominaj o istnieniu wróżki.
Wróżka zebuszka pomaga zwyciężyć strach przed wypadajacym zębem i sprawia ze dziecko bardzo się cieszy gdy kiwa się pierwszy ząbek.
Wróżki opiekunki zostają z dzieckiem w nocy i czaruja piękne sny
Znasz jescze jakieś wróżki ?

Nauka samodzielnego zasypiania

Nauka samodzielnego zasypiania
Spedzilam miły dzień z mężem. Taki na prawdę fajny dzień. Cały poświęcony dla mnie. Byłam bardzo szesliwa i czułam się kochana. Robiliśmy różne rzeczy i mąż dbał o to bym była szczęśliwa. Doskonale rozpoznawal moje potrzeby, wiedział kiedy jestem glodna , kiedy potrzebuje się przytulić. Wieczorem zrobiłam się śpiąca. Przez senność byłam trochę marudna. Chciałam zasnąć razem z mężem. Chciałam żeby był blisko tulil mnie i dawał bezpieczeństwo. Tak jak przez cały dzień o mnie dbał chciałam by zadbał i w nocy. Jego bliskość dodaje mi sil. Ale on tylko pocalowal mnie na dobranoc, zgasil światło i wyszedł. Zostawił mnie zupełnie samą. Było ciemno i bałam się. Nie wiedziałam gdzie wyszedł i kiedy wróci. Wolałam go, głośno krzyczalam by przyszedł. Pragnelam by był blisko. Brakowało mi go. Jednak ignorowal mnie. A może wyszedł zbyt daleko by mnie usłyszeć ? Krzyczalam głośniej. Zaczęłam się bać czy może nie stała mu się krzywda. Myślałam ze już nigdy nie przyjdzie. Strach narastal we mnie do poziomu jakiego wcześniej nie znałam. Jednak w końcu przyszedł. Ucieszyłam się gdy go zobaczyłam i natychmiast przestałam płakać. Przytulil mnie i pocalowal. Oddech wciąż miałam ciężki. Chwycilam mocno jego ręce by już mnie nie opuszczał. Potrzebowałam go przy sobie. On jednak powiedział ze jest już noc i ponownie wyszedł. Znów zostawił mnie sama w ciemnym pokoju. Wiedziałam że jeśli bede krzyczeć wystarczająco głośno to on przyjdzie. Więc znów wolałam. Krzyk odbierał mi powietrze i momentami ciężko było mi oddychać. Nie poddawalam się. Wolałam męża ile tylko sił miałam. Z każda minuta głos mi slabł ze zmęczenia. Nadzieja opadala. Czułam się samotna, zmeczona, opuszczona i nie kochana. Starałam się nie tracić nadzieji ze jednak przyjdzie. Ale moje siły były coraz mniejsze. Byłam wyczerpana głośnym wołaniem i emocjami. W końcu gdy zupełnie nie miałam sił ogarnął mnie sen. Nie był to spokojny sen. Snily mi się koszmary. Przebudzilam się raz w nocy. Bardzo chciało mi się pić. Spróbowałam raz Jescze zawlolac męża. Jednak już nie wierzyłam ze przyjdzie. Powoli oswajalam się z myślą że zostałam pozucona na zawsze. Długo lezalam i patrzyłam w sufit. Myślałam o tym co zrobiłam zle ze mąż mnie tak zostawił. Przecież on wie jak bardzo go potrzebuje.
Rano przyszedł jak gdyby nigdy nic. Dzień spędziliśmy znów Tak miło ze na nowo uwierzyłam ze mocno mnie kocha.
W nocy zaś powtorka. Znów zostałam sama. Tym razem nie krzyczalam nie prosiłam o nic. Po co ? I tak by nikt nie przyszedł.
Ale zaraz ja przecież jestem dorosła. Przecież potrafię wstać sobie sama i nalać wody lub poprosić bez krzyku o obecność. Nie jestem małym bezbronnym dzieckiem. A przecież historia ta dotyczy dzieci. Gdyby faktycznie jakiś mąż potraktował tak swoją żonę był by to wielki skandal. Tym trudniej jest uwierzyć ze niektórzy rodzice robią takie piekło swoim dzieciom próbując je nauczyć samodzielnego zasypiania.

Jak przygotowac dziecko na rodzenstwo

  1. Jak przygotować dziecko na rodzeństwo.
    Gdy jesteś w ciąży zastanawiasz się jak twoje starsze dziecko zareaguje na pojawienie się maluszka w waszym domu. Chciałabyś by rodzeństwo kochalo się i by nie było zazdrości. Młodszego dziecka nie musisz uczyc niczego. Ono przyjdzie na świat w którym to starsze już jest i nie będzie znać innego świata. Jescze będąc w brzuchu nauczy się głosu starszego brata lub siostry i od samych narodzin będzie ten głos znać Tak dobrze jak twój i taty. Za to starsze dziecko które dotychczas miało rodziców tylko dla siebie może poczuć się zazdrosne a tego bardzo nie chcemy. Oczywiście nie da się w stu procentach przychotowac dziecka na bycie starszym bratem czy siostra. Mimo wszelkich staran i tak może nie być do końca zadowolone z powodu pojawienia się malucha. Ale jako rodzice możemy wiele zrobić by było to dla dziecka łatwiejsze.
    1. Postaraj się zrozumieć jak może czuć się dziecko po narodzinach rodzeństwa. To trochę tak jak by twój mąż przeprowadził do domu mlodsza żonę i powiedział ze ty masz ja kochać i pomagać przy niej bo jesteś starsza. Ciężka sytuacja , prawda ? Ale po takim przedstawieniu narodzin dziecka łatwiej będzie ci zrozumieć starszaka. Dla tego nie wymagaj od dziecka by od razu zachwyciło się malenstwem.
    2. Opowiadaj o dziecku od samego początku ciąży. Na początku starsze może nie wykazać zainteresowania albo może wydawać się ze nie rozumie. Faktycznie dwulatek nie zrozumie słowa ciąża. Ale z czasem zobaczy ze twój brzuch staje się większy a nawet się rusza
    3. Bajki. Dzieci kochają bajki a te mogą pomoc w oswojeniu się z myślą o rodzenstwie. Np Franklin
    4. Zdjęcia. Pokaż starszemu zdjęcia gdy to on był malutki. Opowiedz jak poznalas tatę i jak byliście szczęśliwi gdy urodziło się wam pierwsze dziecko.
    5. Zabawki. Przez zabawę dzieci poznają świat. Niemal wszystko można wyjaśnić w zabawie. Świetna jest lalka barbie w ciąży. Nawet dla chłopca. A najlepiej to całą rodzina lalek mama Tata starsze dziecko i dzidziuś.
    6. USG. Jeśli jest taka możliwość warto zabrać starsze dziecko na jedna z wizyt u ginekologa i pozwolić mu popatrzeć na ekran usg.
    7. Nie wprowadzaj żadnych zmian tuż przy narodzinach. Narodziny dziecka to nie czas na odpieluchowanie starszaka nie czas na przeprowadzkę ani pierwsze przedszkole. Wszelkie takie zmiany należy zrobić sporo przed porodem lub dużo po nim.
    8. Fajnie sprawdza się prezent z okazji zostania starszym bratem. Warto też powiedzieć rodzinie ze gdy przyjdą zobaczyć dzidziusia niech przyniosą drobiazg dla starszaka.
    9. Żarty. Powiększający się brzuch będzie ci utrudnial zabawę ze starszakiem. Najlepsze to obrócić to w zabawę. Możesz udać ze jesteś ogromnym wielorybem i chodzić ociezale : ojej wieloryb nie może cie dogonić nie uciekaj tak szybko
    Te kilka kroków na pewno pomoże przygotować dziecko na pojawienie się rodzeństwa. Najważniejsze to by starsze dziecko czuło się dalej ważne w czasie ciąży i po pojawieniu się maluszka.

Przekąski przed obiadem ? Jestem na tak

Wiadomo że każdy chce by dziecko jadło zdrowo no i żeby zjadło cały obiad. Jednak i tak mało dzieci jest tego zdania i przekonanie dzieci do tego jest w większości przypadków zwyczajnie nie możliwe. Nie znam ani jednego dziecka które by bez marudzenia zawsze zjadło obiad.

O metodzie blw usłyszałam kilka miesięcy po zaczęciu rozszerzania diety mojej K. Dla tych co jeszcze nie znają powiem tylko że jest to metoda w której dziecko karmi się samo 😉
Spodobała mi się idea i postanowiłam wprowadzić ją w życie. Jedzenie i tak nie zostawało zjedzone ale przynajmniej smaki zostały poznane. Nie wiedziałam co ile podawać jedzenie więc pozwoliłam by owoce były dostępne cały czas. Pokrojone na kawałki leżały sobie na talerzu i każdy w domu mogł podjadać kiedy chciał. Miska z owocami stała tak by i moja córka sięgała kiedy zechce. Początkowo nie wiele z owoców trafiało do brzucha K. , za to reszta domowników nagle zaczęła jeśc owoce nawet mój jeszcze nie mąż.
Miska stoi tak do dziś i każdego dnia są w niej owoce pokrojone na kawałki obrane ze skórki. gotowe do spożycia gdy tylko ktoś ma ochotę. I zupełnie nie przeszkasza mi gdy K. przed obiadem zje gruszkę.

 

 

12321389_1525441924417370_3538530287704484550_n