Ciasto czekoladowo mietowe

Jutro mam urodziny. Z tej okazji postanowiłam zrobić ciasto. Spędziłam na tym cały wieczór I pół popołudnia. chętnie podzielę się z wami przepisem. Bo każdy powinien wiedzieć jak ciasta robić nie nalezy. Biszkopt ( 5 jaj , pół kostki masła , szklanka maki , łyżka proszku do pieczenia i kakao o smaku mięty ) . Wbilam jajka do garnka i dosypalam cukru. Według przepisu należy ubić z tego pianę. Nie posiadam miksera , bo jakoś nigdy nie był mi potrzebny. Zamiast tego użyłam wiertarki. Nie jestem pewna czy to wina piekarnika czy tego kakao mietowego , ale ciasto urosło zaledwie na dwa i pół centy metra i mimo iż jest słodkie i w sumie dobre to jego kapciowa konsystencja trochę zaniza jakość tortu.
Masa ( bita śmietana , masło , liście świeżej mięty i czekolada ). W smaku pyszna. Delikatna czekoladowa i z dobrze wyczowalnymi liśćmi które nie do końca postanowiły poddać się mikserowi. Pomimo całej kostki masła , które przecież jest twarde , masa postanowiła pozostać płynna. Gdybym tylko w domu miała coś oprócz kaszki ryżowej dla dzieci , zagescilabym ja jakoś. Nawet przez chwile trzymałam te kaszke w rękach i rozwazalam ten pomysł. Ostatecznie uznałam ze zamiast masy może wyjść z tego polewa. Rozpuscilam kolejna tabliczkę czekolady i dodałam ja do masy. Po tym dopiero zobaczyłam jak płynna potrafi się zrobić bita śmietana gdy doda się do niej gorącą czekoladę. Udając ze wiem co robię schowałem maso- polewe do lodówki. Nie za wiele to dalo. Tak wiec rozlalam to coś po cieście. Nalozylam drugi biszkopt i zalałam resztą masy. Mam nadzieje ze do jutra jednak coś zgęstnieje i mój tort okaze się jadalny.
Tak czy siak jestem z siebie dumna. Trzeci raz w życiu upiekłam ciasto inne niż z pudełka.

Ogorkowe lody

Gdy jest upał to lody wydają się być niemal konieczne. Karmela prawie za każdym razem będąc w sklepie zagląda do lodówek i z nadzieja w oczach prosi o loda. Nic dziwnego bo i ja sama ciągle mam ochotę na słodkie orzezwienie. Z reguły kupuje ale dziś postanowiłam zrobić lody domowe. A dokładniej sorbety. Przepis jest prosty wystarcza owoce. Obojętnie jakie jest sezon wiec wybór ogromny. Można owoce miksować pojedynczo i kilka osobnych kolorów robić lub kilka owoców na raz. A takie lody sa pyszne no i zdrowe.
Moje dzisiejsze składniki to maliny , czeresnie , ogórek i brzoskwinia. No i do zamrażalnika. Po kilku godzinach gotowe.
Czekanie jest długie , Karmela się niecierpliwila. Ale w końcu zjadła ze smakiem.
Niestety były tak pyszne ze ja nie sprobowalam wcale bo K. zjadła wszystkie lody ogorkowe. A ja wierzyłam ze moje dziecko nie lubi ogórków :p

Wegetarian rodzic

Jestem wegetarianka już od kilku lat. W sumie zaczęłam bardziej dla kaprysu niż jakiejś ideii. Najfajniejsze w tym było to ze wegetarian jest mało a każda mniejszość wydawała mi się od zawsze fajna. Lubię się wyróżniać i być inna. Próbując przekonać innych dla czego wegetarianie są lepsi niż miesozercy zaczęłam szperac po necie. To co znalazłam sprawiło ze utwierdzilam się w tym ze wegetarianie są faktycznie lepsi. Utwierdzilam się również w tym ze wegetarianka chce pozostać już nie tylko z kaprysu i by się wyróżniać.
Wyobrażałam sobie ze moje dzieci i mój partner też nie będą jeść mięsa. Ale gdy zaszlam w pierwsza ciążę wszędzie niemal wokół słyszałam ze zrobię dziecku krzywdę. Potwierdzali to również lekarze. Miałam mieszane uczucia i z jednej strony chciałam trzymać się swoich racji z drugiej zaś bałam się o dziecko. W mojej rodzinie jest kilku wegetarian i urodziło się też u nas kiedyś dziecko które podobno miało przezroczyste kości. W sumie nie wiem czy to do końca prawda sama wtedy byłam dzieckiem. Strach jednak zwyciężył i w pierwszej ciąży przerwalam wegetarianizm. Było to dla mnie trochę trudne Ale przecież to tylko 9 miesięcy. Potem karmiac piersią ( karmilam 2 lata ) też czasem zjadłam coś z mięsa. Chociaż dalej tak na prawdę byłam wege i chciałam tego dla dziecka. Przy rozszerzaniu diety u K. chciałam mięsa nie wprowadzać lub wprowadzić bardzo późno. Niestety ubiegla mnie babcia po kryjomu podawała malej parówki. Bardzo mnie to wkurzalo. Parówki to największy szit i nawet nie mięso tylko odpady. Najgorsze ze malej to bardzo smakowało. Stwierdziłam ze w takim razie zabraniac nie bede. Skoro lubi to niech je. I tak do dziś K. żywi się mięsem i mlekiem. Niemal ze tylko tym no i słodyczami. Inne rzeczy też zjada Ale nie ma dnia by nie zjadła po swojemu chociaż trochę. Gdy robie typowo wegetarinski obiad K. podjada tacie co kolwiek. Nie neguję tego to jej wybór. Chociaż nie ukrywam trochę mnie przeraża jak widzę gdy wręcz rzuca się mu na talerz :/
Przy drugiej ciąży nie zastanawiałam się ani trochę. Przerwalam znów wegetarianizm. Niby wiem ze da się wszystko zastąpić Ale ufam też trochę lekarzom. Bardzo bym nie chciała żeby dziecku co kolwiek przez to się stało.
Mam nadzieję ze kiedyś obie corki zrezygnują z mięsa. Nie tylko ze względu na los zwierząt. Chociaż to też bardzo ważne. Jednak ważniejsze jest własne zdrowie a spożywanie mięsa oprócz korzyści ma również wiele negatywnych skutków. Dieta zwierząt ubojnych jest pełna antybiotyków które osłabiają później ludzi i przy chorobie mogą nie działać żadne leki. Zwierzęta skazne na śmierć w meczarni czuja duży strach i stres produkując przy tym ogromne ilości kortyzolu. Zjadajac potem mięso człowiek wchłania cały kortyzol w swoje ciało i dzięki temu łatwiej się denerwuje. Nie wspominając już o tym jak kortyzol niszczy ludzki mózg.
Pogodzilam się z faktem ze nie wszystkich to obchodzi. W. nigdy nie zrezygnuje z mięsa a dzieciom zmuszona jestem pozostawić wolny wybór. Pewnie jescze w wielu innych kwestiach zrobia nie po mojemu. I w sumie to bardzo dobrze bo żadna z córek nie jest moja kopia i ma swoje życie swoje wybory. Tego od nich oczekuje ze będą miały swoje zdanie w każdym temacie. Tak mi się przynajmniej wydaje ze tego oczekuje i chce bo wiem ze to może być trudne

Jeśli wśród czytających są rodzice wegetarianie chetnie usłyszę wasze historie. Czy na czas ciąży i karmienia piersią rezygnowaliscie z wegetarianizmu ? Czy jeśli nie to były jakieś problemy ze zdrowiem u dziecka i czy dziecko później chciało być jak rodzic wege czy też nie ?

Przekąski przed obiadem ? Jestem na tak

Wiadomo że każdy chce by dziecko jadło zdrowo no i żeby zjadło cały obiad. Jednak i tak mało dzieci jest tego zdania i przekonanie dzieci do tego jest w większości przypadków zwyczajnie nie możliwe. Nie znam ani jednego dziecka które by bez marudzenia zawsze zjadło obiad.

O metodzie blw usłyszałam kilka miesięcy po zaczęciu rozszerzania diety mojej K. Dla tych co jeszcze nie znają powiem tylko że jest to metoda w której dziecko karmi się samo 😉
Spodobała mi się idea i postanowiłam wprowadzić ją w życie. Jedzenie i tak nie zostawało zjedzone ale przynajmniej smaki zostały poznane. Nie wiedziałam co ile podawać jedzenie więc pozwoliłam by owoce były dostępne cały czas. Pokrojone na kawałki leżały sobie na talerzu i każdy w domu mogł podjadać kiedy chciał. Miska z owocami stała tak by i moja córka sięgała kiedy zechce. Początkowo nie wiele z owoców trafiało do brzucha K. , za to reszta domowników nagle zaczęła jeśc owoce nawet mój jeszcze nie mąż.
Miska stoi tak do dziś i każdego dnia są w niej owoce pokrojone na kawałki obrane ze skórki. gotowe do spożycia gdy tylko ktoś ma ochotę. I zupełnie nie przeszkasza mi gdy K. przed obiadem zje gruszkę.

 

 

12321389_1525441924417370_3538530287704484550_n