Bo ta podłoga …

Byłam w szkole. Na prawdę w końcu doroslam do tego by się uczyć i wiedza która zdobywam okazuje się na prawdę nie zwykła. Chociaż to co najlepsze nie mieści się w podręcznikach. W tym semestrze miałam w planach już nie zabierać S. do szkoły wcale. Wyszło tak ze ja miałam na czesci lekcji. I jeszcze kilka razy tak będzie. S. już siedzi , raczkuje , próbuje chodzić , staje o każde możliwe podparcie. Jej zdolność samodzielnego poruszania się i ciekawość w zdobywaniu tego co dalej sprawia, ze na rękach, a tym bardziej w wózku, nie bardzo chce już siedzieć. Siedmiomiesieczne dziecko to już całkiem duży człowiek. W domu S. swobodnie chodzi po całym domu , a najchętniej zachodzi do pokoju K. gdzie jest najwięcej zabawek. Normalnym dla mnie jest ze dziecko spaceruje po podłodze nawet jeśli do tego spacerowania używa rąk. Jednak okazało się ze nie dla wszystkich to takie normalne. Co z tego ze podłoga jest myta , na niej sa zarazki i bakterie. Yyy tak. To zapewne prawda , ale zawsze wydawało mi się ze te zarazki są również w powietrzu , na krzeslach, na ubraniach … Wszędzie w całym otoczeniu. Otóż nie. Te zarazki siedzą sobie na podłodze. Podłoga jest dla nich idealnym miejscem bo zarazki przecież uwielbiają chłód nieożywionej płaskiej powierzchni gdzieś na dole. I tylko siedząc na podłodze czekają aż ktoś je weźmie do buzi. Wydaje mi się ze gdy tak było to ludzie przestali by chorować , bo bakterie z podlogi raczej nie były by groźne. Ale co ja tam wiem.
Podłoga faktycznie może być brudna. Jak by nie patrzeć jest ona zawsze najbardziej używana powierzchnia w każdym pomieszczeniu. Jednak gdy skarpetki dziecka nie zmieniają koloru z różowego na szary , do raczek nie przyklejaja się paprochy, nie klei się nic to znaczy ze podłoga jest czysta.
Staram się nie ograniczać moim dzieciom przestrzeni i możliwości ruchu. Czasem faktycznie jest to nie możliwe , ale nie rozumiem ograniczania dzieci gdy nie jest to konieczne.

Nosze swoje dzieci

Weekend spędziłam w szkole. Jest to szkoła dla dorosłych wiec oprócz nauki normalne rozmowy tez się odbywają. Nie jestem jedyna która ma dzieci , a ze dzieci to temat do rozmów ciekawy to często się gada o dzieciach. Na angielskim usłyszałam jedna z moich ulubionych rzeczy. Dziecka nie można nosić bo się przyzwyczai. Bo wiecie 9 miesięcy noszenia dziecka w brzuchu nie wystarczy by się przyzwyczailo. Trzeba zacząć już kobietom w ciąży mówić żeby przestały te dzieci nosić. No serio bo potem się rodzi takie wynoszone i jeszcze bezczelnie się tego domaga. Ledwo się urodzi i już próbuje rządzić światem i wymusza na rodzicach by je nosić.
Genetycznie rzecz biorąc człowiek jest gatunkiem noszaczy. To znaczy ze potrzebuje bliskości tak samo jak jedzenia czy snu. Wystarczy zauważyć jak doskonale maluch dopasowuje swoje ciało do ciała rodzica by noszenie było wygodne. Przybieranie skulonej pozycji, C-kształtny kręgosłup, odruchowe wtulanie się w rodzica i refleks w reakcjach na jego ruchy, to niepodważalne oznaki naturalnej adaptacji niemowląt do noszenia. Dzieci chcą być noszone i robią, co tylko potrafią, aby ułatwić nam bycie blisko. Jeśli twoje dziecko zasypia najchętniej w twoich ramionach to nie znaczy wcale ze dziecko jest rozpieszczone. Znaczy to ze dziecko jest zdrowe i doskonale się rozwija.

Ta jedyna jedna wybrana

Moja jedyna.
Od początku drugiej ciąży wiedziałam ze dziecko będę karmić piersią. Nawet nie brałam pod uwagę innych rozwiązań i celowo przy kompletowaniu wyprawki pominęłam butelkę( tak samo jak i smoczek ) .
Przy pierwszej ciąży nie byłam tego taka pewna. Chociaż wszyscy wokół zachwalali mi karmienie piersią to nie zastanawiałam się zbytnio nad tym. Po porodzie przystawilam karmele do piersi. Nieporadnie złapała no i pila. Dość mocno poranila mi brodawki ale jakoś przetrwalam początek. Myślałam by odstawić ja jak miała 3 miesiące ale gdy ten czas nadszedł karmienie szło mi już tak dobrze ze postanowiłam wydłużyć czas do 6 miesiąca. Przedluzalam tak do drugich urodzin i pewnie karmilabym dłużej. Karmienie piersią było łatwe , tanie , wygodne. Mleczko pomagało karmeli na wszystko – na glod, smutek, pocieszenie , przytulanie , usypianie. Karmela była całkowitą cycocholiczka.
Przy drugiej ciąży nie zastanawiałam się już jak będę karmić. To było dla mnie oczywiste ze najwygodniejsze i najlepsze będzie karmienie piersią. Oczywiście z zamiarem dwuch lat.
Gdy Sandra się urodziła pięknie chwycila pierś przy pierwszym przystawieniu. Na początku pięknie jadla z obu , z czasem zaczęła coraz bardziej buntować się przy prawej piersi.
I tak dziś karmię sandre tylko jedna piersią. Chociaż przystawiam ja każdego dnia do prawej tez ona wyraźnie preferuje jedna. Nigdy nie wierzyłam ze jedna piersią da się wykarmic dziecko , jednak Sandra jest dowodem ze się da. Laktacja z prawej strony jest u mnie dużo słabsza niż z lewej. W lewej piersi przoduje się dwa razy więcej mleka. Tak wiec to ze dziecko rezygnuje z jednej piersi nie oznacza ze trzeba zakończyć karmienie.
Czasem dziecko rezygnuje z jednej piersi z powodów wygody ( jest mniejsza, mleko za szybko leci ) i wtedy o nic nie trzeba się martwić. Gorzej gdy dziecko rezygnując z danej piersi ostrzega mamę o jakiejś chorobie. Dla tego w każdym przypadku gdy dziecko odmawia jednej piersi dobrze by było się zbadać.
Jedna piersią karmię już czwarty miesiąc. Sandra nie jest tak cycocholiczna jak jej starsza siostra ale mam nadzieje ze tu również dotrwamy dwuch lat.