Jeziorko

Ostatnio został zamknięty mój inny blog na którym pisałam bajki , opowiadania , historie i książki. Niestety różne strony oferujące blogi , zamykają się jedna po drugiej. Z tego powodu postanowiłam swoje bajeczki zapisywać tutaj , gdzieś chce to pisać.
Na początek coś co pisałam bardzo dawno temu , fragment z książki , która straciłam podczas przenoszenia jej po różnych innych witrynach.

Domek stoi tak że z okna widać wodę. Kilka metrów za oknem stoi łódka. Ja i kilka osób trzymamy łódź na linach. Transportujemy z tej łodzi coś do domku. Nie widzę co to jest, domyślam się tylko że być może jedzenie. Na łodzi nikogo nie ma musimy radzić sobie za pomocą samych lin. Dziewczyna która stoi obok mnie wpada na pomysł wejścia na łódź. Idzie po linie w ej stronę. Tuż przy celu wpada do wody. Zaczyna głośno krzyczeć. Wszyscy próbują ją wyciągnąć, ale nie wchodząć do wody tylko za pomocą lin. Ja tylko patrze. Patrzę ale nie na dziewczynę tylko na faceta który z nikąd pojawił się pod wodą. Jest nie ruchomy, ręce ma uniesione ku powierzchni. Nikt inny go nie zauważa. Z nikim nie mogę rozmawiać. Pytam, krzyczę, ale nikt nie słyszy mnie. Dziewczyna cały czas panikuje. Wydaje mi się że ona też widzi faceta pod wodą. Gdy jest blisko niego zaczyna zwijać się i skręcać w dziwnych pozycjach. W końcu udaje się ją wyciągnąć.
-nigdy wiecej tego nie rób Jana – mówi ksiądz do dziewczyny.
I więcej nikt o tym nie rozmawia. Jak by nic się nie wydażyło. Nawet Jana nie porusza tematu. Jestem chyba jedyną osobą którą ciekawi to wydarzenie. Co to był za facet? Pragnę się dowiedzieć. Ale gdy o to pytam wszyscy udają że nie słyszy mnie a nawet nie widzą.
Dzień mija spokojnie. Siedzimy przy dużym drewnianym stole. Każdy coś je. Jest dużo chleba. Widzę że inni nie jedzą chleba, ale tylko chleb stoi na stole. To trochę dziwne. Biorę sobie kromkę i smaruję ją masłem. Dopiero teraz zauważyłam jaka byłam głodna. Wszędzie stoją rośliny w doniczkach, niewielka jadalnia staje się przez to jeszcze mniejsza.
Adrian siada obok mnie i podaje mi kubek z herbatą.
-Czemu jesz chleb ?- pyta
Jego pytanie jest dziwne. Wszystko tu jest bardzo dziwne. Miałam się nauczyć czegoś o sobie przyjeżdżając tu, tymczasem nic zupełnie nie rozumiem. Każdy moment jest jak sen. Niezrozumiały i mam wrażenie że zapominam co się działo chwilę temu. Jana wpadła do wody. Nie podoba mi się tu. Tak właściwie nie wiem gdzie jestem. Eva nie wyjaśniła mi tego gdy mnie tu zabrała i teraz też nie.
-Bo nie ma nic innego. Sam zobacz.
Śmieje się. No super, znowu zrobiłam lub powiedziałam coś nie tak. Cały czas mi się do zdarza. Chyba nie powinno mnie tu być. Adrian i Eva świetnie się bawią, ale mi się nie podoba. Wciąż nie rozumiem czemu Eva uznała że muszę tu przyjechać.
-Och … Majka, na tym stole pojawia się to co chcesz.
Czyli mogłam zamarzyć o czym chciałam, a wybrałam chleb z masłem. Nie zamierzam nażekać czy twierdzić że taka kanapka to złe jedzenie. Lubię jeść skromnie. Mama mnie tego nauczyła. Bardzo tęsknię za mamą. Ona nawet nie wie gdzie jestem. Nie widziałam jej od moich urodzin. Widzę że większość ludzi tu je mięso. Robi mi się nie dobrze. W wyobraźni widzę żywe zwierzęta na ich talerzach. Staram się nie myśleć o tym, ale one pojawiają się naprawdę. Odchodzę od stołu. Adrian idzie za mną. Cały czas trzyma się bardzo blisko mnie. To miłe z jego strony, ale też wydaje mi się podejrzane. Rozumiem, stara się być miły. Tyle że Adrian nie bywa miły, chyba że w stosunku do swojej siostry.
Jestem w ogrodzie. Trudno nazwać ogrodem podwórko otoczone szarym betonem, wszyscy jednak mówią na to ogród. Próbuję zgubić Adriana. Ciągle łazi za mną. Chwilami mam go dość, ale brakuje mi odwagi by to powiedzieć. Nie chcę go zranić, nawet jeśli nie zbyt go lubię. Przystaję na chwile i wtedy on wyrasta nagle tuż przede mną. Nic nie mówi tylko patrzy na mnie. W sumie te jego złote oczy i jego czarne włosy … Wysoki, dobrze zbudowany… Nie chcę myśleć o nim że jest przystojny. Nie nie nie. Wygląda tak samo jak Eva. I przecież go nie lubię. Staram się o tym pamiętać. Żeby było mi prościej odtwarzam w myślach twarz Daniela. Widzę ją na tyle niewyraźni, że kolor włosów zlewa się z tłem, a jego twarz jest zwyczajna. Tak zwyczajna i bez żadnych znaków że może należeć do każdego. Przez serum które mi podawał Gamaliel nadal wielu rzeczy nie potrafię sobie przypomnieć. Minęło już kilka tygodni , a resztki błotnistej substancji dalej działają. Może już zawsze tak będzie. Nie pamiętam nawet co łączyło mnie z Danielem. I czy w ogóle coś nas łączyło. Jednak jest moją jedyną ostoją. Pomaga mi się bronić przed Adrianem.
Adrian wyciąga paczkę papierosów i częstuje mnie jednym. Nie palę. Może powinnam. Adrian chyba nie ma tylu problemów co ja. Ja właściwie też nie mam problemów. Tylko nie mogę zebrać myśli. Biorę od niego papierosa. Wiem że pewnie później będę żałować. Adrian odpala mi go. Patrzę na niego jak się zaciąga. Być może trochę za długo skupiam na nim wzrok, ale Adrian uśmiecha się tylko i wypuszcza dym z płuc. Staram się zrobić tak samo jak on. Zaciągam się. Dym pali mnie w gardło. Powstrzymuję kaszel, oczy szklą mi się delikatnie. Wypuszczam dym. To wcale nie jest fajne. Dusi mnie i nie smakuje. Jednak raz jeszcze próbuję wziąć dym w płuca. Bardzo źle się czuję będąc inna od wszystkich. Chcę się tylko trochę dopasować. W połowie papierosa już przestaję się dusić.
Miałam naprawiać świat. Palenie chyba nie bardzo mi w tym pomaga. Ale to nic. Teraz chcę tylko stać się jedną z nich. Skoro i tak nie mogę wrócić do domu…
Wieczorem idę nad jezioro. Sama. Nie chcę tam iść, ale skoro nikt mi nie chciał powiedzieć co tam się dzieje postanawiam sprawdzić to sama. Staję przy oknie i chwytam się liny. Ostrożnie przechodzę na łódź. Lina chwieje się, ale jestem coraz bliżej. Oglądam się czy nikt nie patrzy. Okno jest puste, a światło w pokoju nie świeci się. Zostawiłam je zapalone. Tracę równowagę i wpadam do wody. Nie jest mi zimno. Ciepło też nie. Nie czuje nic, powinnam być mokra, ale wcale nie czuje swojego ciała. Próbuję się poruszyć. Każdy mój ruch jest bardzo powolny, jak bym poruszała się w kisielu. Krzyczę. Nikt mnie nie słyszy. Z ogromnym trudem płynę. Widzę dom, jestem blisko. Woda jest czysta, mimo ciemności widać dno. Jest porośnięte długimi wodorostami. Nie widzę ani jedne ryby. Zamiast tego mój wzrok napotyka nieruchomego faceta pod wodą. Ten sam który pojawił się gdy dziś rano Jana wpadła do wody. Blokuje mi przejście do domu. Nie dam Ady dopłynąć do okna nie dotykając go. Nie chcę go dotknąć. Jana gdy to zrobiła wiła się tak strasznie. Nie mówiła nic o tym, ale na jej twarzy widziałam ból. Kisiel gęstnieje wokół mnie. Jeśli szybko nie dopłynę do bezpiecznego miejsca zginę tu. Wołam o pomoc. Odpowiada mi jedynie echo. Szukam wzrokiem łodzi. Zniknęła. Otacza mnie woda, która ciągnie się za horyzont. Nie pamiętam żeby jezioro było tak wielkie. Boję się. Wiem że ostatnio strach często mi towarzyszy i powinnam się już przyzwyczaić. Jednak teraz boję się bardziej. Postanawiam mimo wszystko dopłynąć do okna. Nawet jeśli mam go dotknąć. Nie mogę przecież zostać w jeziorze, które mnie zjada. Każdy ruch wykonuję bardzo powoli i używam do tego całej siły jaką mam. Zbliżam się do człowieka, o ile tak mogę nazwać nieruchomą postać, który znajduje się tuż pod taflą wody. Nie dam rady go ominąć. Ciało mnie pali jak bym stała w płomieniach. Woda robi się zielonkawa i zaczyna bulgotać. Ogarnia mnie coraz większa panika. Nie pozwalam sobie na nią. Z wszystkich sił tłumię strach. Zmuszam się do myślenia. Twój blask ci pomoże – Eva kiedyś mi tak powiedziała, a teraz niemal słyszę te słowa. Tylko raz w życiu udało mi się wytworzyć silne światło i nawet nie wiem jak to zrobiłam. Daniel był wtedy ze mną. Myśle o Danielu. Nie potrafię sobie przypomnieć jak wyglądał. Nie zrobił mi nic wyjątkowego. Dotknął mnie tylko delikatnie. Dotykam swojego ciała w tych miejscach gdzie dotykał mnie Daniel. Staram się to robić powoli i delikatnie jak on. Zimna ręka chwyta mnie za nogę i ciągnie w dół. Im bardziej próbuję walczyć, tym szybciej chowam się pod wodą. Nie mogę oddychać. Zaczynam krzyczeć i woda wlewa mi się do ust. Zaraz tu utonę, stracę życie przez ciekawość. Nie mogę sobie na to pozwolić. Zamykam oczy. Znów próbuję myśleć o Danielu. Dotykam swoje ciało, gładzę szyję i brzuch. Muszę poczuć się tak jak wtedy przy danielu. Dotykam swoich piersi. Moja dłoń to nie to samo. Wyobrażam sobie że to nie moja ręka dotyka moje ciało. Myślę o … Adrianie. Wyobrażam sobie że każdy ruch który wykonuję, on robi. Pojawia się delikatne światło. Za delikatne by mogło zdziałać cokolwiek. Przesuwam dłonią od ucha przez szyję, piersi, brzuch do uda. Wmawiam sobie że to Adrian. Powinnam być zła na siebie, że to właśnie o Adrianie teraz myślę, Nie ważne. Ważne że pomaga. Blask jest coraz mocniejszy. Unoszę się wyżej. Nie muszę się ruszać. Coś ciągnie mnie na powierzchnie. Poddaję się tej sile. Wynurzam głowę. Czuję że jestem cała mokra i zmarznięta.
Dopływam do okna. Podciągam się i wchodzę do pokoju. Światło znów się pali. Wszyscy są w pokoju i gapią się na mnie. Ociekam wodą i cała się trzęsę. Eva podaje mi koc i prowadzi na fotel. Pozwala mi usiąść. Słyszę że mówią coś, ale nie rozumiem ani słowa. Jestem bardzo zmęczona. Zasypiam.

Lista najgorszych prezentow jakie mozna zrobic na swieta

Święta już tuz tuz. Ostatni moment na zrobienie prezentów. Są jednak prezenty ktorych dawać się nie powinno , a wręcz są one zupełnie bez sensu lub mogą nawet obrazić osobę obdarowana.
Święta to cudowny czas. Wspalniele jest dostawać prezenty. A ja sama mam ogromną radochę z robienia prezentów swoim bliskim. Jest jednak kilka rzeczy których podarowanie może okazać się zupełna pomyłką.
1. Kosmetyki.
Jeśli ktoś sam poprosi o paletke do malowania , puder czy dobry krem to oczywiście milo jest spełnić to marzenie. Jednak podarowanie zwykłych środków kąpielowych brzmi jak cicha sugestia ze osobą obdarowana się nie myje i koniecznie potrzebuje żelu pod prysznic.
Ryzykowne są tez wody po goleniu , a gdy w prezencie będzie dezodorant osoba obdarowana może się bardzo obrazić.
2. Chemia gospodarcza
Środki czystości do domu również nie są dobrym prezentem. Osoba obdarowana z pewnością zrozumie ze uważasz ją za złą Panią ( pana ) domu , albo wręcz za balaganiarza. To nie jest mile.
3. Zwierzęta
To wogole nie jest dobry pomysł. Zwierzęta to żywe , czujace istoty. Niechciane później wyladuja na ulicy lub w schronisku. Jeśli ktoś będzie chcieć zwierzątko to na pewno samodzielnie podejmie taka decyzje. To jest odpowiedzialność na kilka a nawet kilkanaście lat.
4. Odwiedziny bez zaproszenia
Odwiedziny są bardzo przyjemne , jednak jeśli nie zostaliśmy zaproszeni , powinniśmy odpuścić sobie przechodzenie. Wpraszanie się jest bardzo niegrzeczne.
5. Złym pomysłem mogą być ubrania , jeśli nie znamy rozmiaru osoby która chcemy obdarować. To trochę niezreczna sytuacja , gdy widzimy jak ktoś otwiera prezent i robi kwaśną minę bo fason ubrania jest zupełnie nie w jej stylu.
6. Grzebień
Wszystkie artykuły które sugerują , ze osoba obdarowana o siebie nie dba. Tarka do pięt , krem do stóp, środki na odchudzanie, pilnik do paznokci, krem na zmarszczki, szampon przeciw lupiezowy . To jest absolutnie zły pomysł.
7. Rzeczy dla dziecka dla osoby która dzieci nie ma
Niektórzy nie chcą mieć dzieci , inni nie mogą. Prezent który miałby sugerować ze już najwyższy czas na dziecko na pewno będzie bardzo nietrafionym prezentem.
8. Bon zywnosciowy
Jeśli robisz prezent dla osób bezdomnych , bo lubisz pomagać to wtedy jest to świetny pomysł. W żadnym innym wypadku niestety nie.

Mleko, krew i łzy

Kiedy byłam jeszcze w ciąży z Karmelą i przygotowywałam wyprawkę dla dziecka na liście było wiele różnych rzeczy. Jednak to czego tam nie było to butelki i smoczki. Od samego początku wiedziałam iż karmić swoje niemowlę zamierzam piersią. Nastawienie to bardzo ważna sprawa. Nie dopuszczałam nawet myśli o butelce, a gdy ktoś się pytał czemu ich nie mam reagowałam złością. No bo jak to !
Gdy Karmelka się urodziła , mogłam ją przystawić do piersi już po kilku minutach. Mleka miałam aż nadmiar. Pamiętam jak Karmelka nieporadnie próbowała chwycić pierś. Jeśli bym powiedziała że obyło się bez problemu to było by to wielkie kłamstwo. Mimo iż biust mam raczej duży, brodawkę mam nie wielką. Położna gdy zobaczyła jakie mam sutki , stwierdziła że nie dam rady wykarmić tym dziecka i od razu zaproponowała butelkę. Zupełnie mi to nie pasowało. Wiedziałam że córeczka da radę. I faktycznie po kolejnych kilku minutach maluszek już spał najedzony. Najedzony oczywiście moim mlekiem.
Dużym wsparciem była w tej sytuacji moja mama. Jest z zawodu pielęgniarką, sama ma czwórkę dzieci. Również żale koleżanek , które mówiły ile pieniędzy kosztuje wyżywienie niemowlaka sztucznym mlekiem było dla mnie motywacją , by karmić piersią.

W szpitalu zamiast pomocy , dostawałam jedynie przeszkody. Bez mojej zgody pielęgniarki podały butelkę , co utrudniało mi kolejne karmienia. Z butelki pije się zdecydowanie łatwiej i dziecko gdy już ją pozna może bardzo polubić ten sposób karmienia. Dodatkowo położne uważały że jest tylko jedna skuteczna pozycja by karmić piersią , która nie była dla mnie zbyt wygodna. Wogóle siedzenie tuż po porodzie nie było dla mnie wygodne.
Po powrocie do domu wcale nie było łatwiej. Chociaż mogłam karmić na leżąco , nie było też tego całego stresu , że zaraz przyjdzie pielęgniarka i w trakcie gdy akurat się udało przystawić małą do piersi , ta powie że czas na jakieś badania i karmienie będzie trzeba przerwać. Jednak pojawiły się nawały pokarmu. Nieraz w nocy wstawałam , by się przebrać gdyż byłam mokra od mleka. Nieraz pies usłyszał kogos na klatce i zaczął szczekać , co gwałtownie odrywało malucha od piersi. Bywały noce gdy wstawałam po piętnaście razy. Zdarzało się że maluch spał , a ja nie gdyż piersi bolały. Zdarzyło się że mała za mocno zassała sutka i poleciała krew. Bywało że nie mogłam wyjść z domu , gdyż mała wolała zasnąc przy karmieniu i za nic nie chciała dać się odłożyć. Bywało że gdy już udało się wyjść maluch domagał się piersi. Cóż karmiłam wtedy w różnych miejscach.
Po około trzecch miesiącach obie (ja i Karmel) nauczyłysmy się już wszystkiego tak , że karmienie nie było żadnym problemem. Skończyły się nawały, maluch przyzwycził się do psa i innych odgłosów. Na prawdę było idealnie. Przetrwałam ten trudny początek i nauczyłam się abso;utnie wszystkiego. Nic nie mogło mnie zaskoczyć.

Na zdjęciu z Esią

Byłam taka dumna z siebie i tak pewna , że teraz karmienie to będzie już łatwizna i sama przyjemność. Zaczęło się ząbkowanie. 😉
Oj dość boleśnie to wspominam. Przez chwilę nawet myślałam że jak wyjdą pierwsze ząbki , to zacznę p

owoli przestawiać na butelkę. Jako że kilka butelek dostałam ze szpitala jako wyprawkę postanowiłam że raz dziennie może dostać już coś innego niż moje mleko, kupiłam nawet karton mleka modyfikowanego. Jednak moje dziecko nie było już chętne do picia z butli i z wielkim protestem zakończyłam na drugiej próbie.

Kolejne zęby wychodziły z czasem , a ja już nie zauważałam większej równicy. Karmelę karmiłam dwa lata.

Przy drugiej córce było zdecydowanie łatwiej. Wiedziałam już co mnie czeka i byłam nastawiona dużo bardziej optymistycznie. A nastawienie to ponad połowa sukcesu. Początek nie był aż tak zły do zniesienia , choć był bardzo podobny. Mleko, krew i łzy 🙂

Esię karmię piersią juz półtorej roku i na spokojnie jeszcze trochę zamierzam.

Statystyki podają że w wychodząc ze szpitala piersią karmi 90 % kobiet. Po trzecim miesiącu ż

 

ycia dziecka już tylko 60 % , a po szustym zaledwie 30%. Mimo iż WHO zaleca karmienie piersią minimum do drugiego roku życia , większośc matek 85% karmi mlekiem modyfikowanym już po roku. Zapewne tak duża liczba kobiet zaprzestaje karmieniua piersią z powodu trudności. To jest w pełni zrozumiałe i szanuję decyzję tych kobiet. Ale powiem wam – warto jest przetrwać ten najtrudniejszy okres.

Bonus kilka odpowiedzi

Czy karmienie piersią boli ? – tak, przez pierwsze miesiące , ale mniej niż poród 😉

Czy karmisz Esie nadal wszędzie ? Przecież ona ma półtora roku ! – nie czasem ją głodze , przecież takie duże dziecko powinno już samo upolować mamuta.

Rozumiem karmić piersią w domu. Ale poza ? – nie karmilam jeszcze tylko w samolocie . Musze szybko to nadrobić

Moja ulubiona pozycja w lozku

O moim prywatnym życiu nie chętnie się rozpisuje. Wiecie mogę pisać o zachowaniu dzieci , z łatwością tez mi przychodzą posty pod tytułem co na obiad. Lubię pisać o sukcesach moich i dzieci. Ale dziś chce się z wami podzielić bardzo intymna sprawa. Powiem wam jaka jest moja ulubiona pozycja w łóżku.
I co najważniejsze jest ona w pełni bezpieczna dla wszystkich kobiet , bez względu na to czy rodziły naturalnie , czy tez poprzez cesarskie ciecie. Nawet i dla ciężarnej.
W sumie odkąd jestem mamą ta pozycja jest dla mnie idealna. A wiecie ze przy dzieciach czas na przyjemności jest ograniczony.
Chociaż nie mam pewności czy tak publicznie mogę o tym napisać. Czy nie wywoła to fali zniesmaczenia. Ale jako ze ta pozycja jest polecana również przez ginekologow oraz psychologów to po prostu musze ja zdradzić.
Otóż najbardziej na świecie lubię się położyć na łóżku od strony ściany. Wiecie tak żeby to mąż miał bliżej by ewentualnie wstać do dzieci. Ale to nie wszystko, Bo gdy już się tak położę to zasypiam.
O tak , po prostu leżeć i spać. Polecam wszystkim rodzicom.

Jak wysuszyc dziecku wlosy

Jak wysuszyć dziecku włosy ? Albo zrobić cokolwiek innego co jest konieczne , a dziecko absolutnie nie ma ochoty danej czynności wykonać.
Chociaż osobiście pewnie bym nieraz odpuscila , zwłaszcza teraz latem gdy na zewnątrz temperatura tak wysoka. Jednak praca moja polega na wysuszeniu włosków dzieciom i każde dziecko musi wyjść z basenu z suchą głowa.
Pan K. – pracuje ze mną i ma dokładnie te same obowiazki, pani C. – tez.
Nie każde dziecko chce suszyć włosy. Jednak nie możemy pozwolić by dziecko ich nie wysuszylo. Pan K. na ogol uwielbia dzieci i dobrze się odnajduje w tej pracy. Jednak uważa ze dziecku nie można pozwolić wejść na głowę i gdy któryś maluch wyjątkowo broni się przed suszarką K. ustawia dziecko do pożądku krzykiem. Skuteczne zawsze. Nieraz tylko maluch się poplacze.
Pani C. podchodzi do dzieci zdecydowanie lagodniej. Nigdy nie krzyczy na dzieci. Tłumaczy tylko ze wysuszenie jest konieczne a gdy to nie zadziała odsyła dziecko do mnie lub pana K.
A ja ? Przeksztalcam wszystko w zabawę. Uuuu samolocik , a zobacz jak szumi bzzzz jak w prawdziwym samolocie , teraz będziesz pilotem jeeee wiatr we włosach. Wyglupiam się i dzieci zadowolone. Niestety mój sposób jest najwolniejszy i podobno uczę dzieciaki ze to one rządzą, a przecież tak być nie powinno. Nawet szef nie docenił moich starań i pozostali pracownicy na basenie dostali podwyżkę , a ja nie. Ale dzieci mnie lubią i gdy widzą mnie z suszarką w rękach nie czują strachu. Przecież to właśnie chyba jest ważniejsze ?

W każdej sytuacji nie tylko w pracy staram się zmieniać konieczne czynności w zabawę. Zajmuje to trochę więcej czasu , ale gdy nie ma przymusu dzieci staja się chętne do współpracy .

A gdzie czapeczka

A gdzie czapeczka ?
Kiedy jest zima wszyscy noszą czapkę. Jednak gdy jest już wiosna i po woli można zacząć ściągać kurtki szaliki i rękawiczki ściągamy także czapeczkę.
Czapka jest ochrona głowy i nosi się ją gdy temperatura wynosi mniej niż dziesięć stopni. To jest polski mit, że trzeba założyć czapkę na uszy, bo się je przeziębi. Zapalenie ucha wywołują bakterie i wirusy. Chociaż częściej może się ono zdarzyć u dzieci czapeczke noszących. Gdy podczas zabaw głowa się spoci i jest mokra wtedy nawet łatwiej o przeziębienie. Wilgotne ucho w połączeniu z wiatrem jest bardziej narażone niż uszko niezapocone. Czapkę zakładamy dzieciom wtedy, kiedy i my chodzimy w czapce. I nie jest to mój wymysł. Potwierdzają to nawet lekarze.
Nie ubieram moim dzieciom czapek gdy jest ciepło. I mają się dobrze.

Glupszym sie ustepuje

Dziś w pracy trzech chłopców się pobilo. A w zasadzie swych zaczepialo jednego i on chciał się bronić. Rozwiązanie nastąpiło bardzo szybko. Chłopiec ( nazwijmy go Aadm, i tak nie pamiętam ) , który był zaczepiany miał odejść i ustąpić glupszym. Dwaj pozostali wydawało by się ze zapomnieli o zaczepianiu Adama. Przynajmniej na chwile. Bo tak to właśnie działa na chwile , dopuki Pani nie widzi. Podeszłam do Adama , miał łzy w oczach , ale nie płakał – starał się być twardy. Gdybym miała więcej czasu pewnie bym z nim porozmawiala. Powiedziałam mu tylko ze ma prawo być wkurzony i ze sytuacja była nie w porządku. Wiem ze świata tym nie zmienię , ale Adaś może zapamięta ze nie musi przyjmować roli pokornego cielaczka gdy dwuch ” glupszych ” go atakuje. Ten mały człowiek ( 4 czy 5 lat ) tez przecież zasługuje na szacunek. A nie na izolacje. Nie rozumiem dla czego w tech sytuacjach dziecko które jest ofiara uczone jest schować się gdzieś , uciekać.
Pracuje dopiero trzeci dzień. Z początku myślałam ze będzie to prosta praca. Przecież doświadczenie z dziećmi mam w sumie od zawsze. Młodsze rodzeństwo , opieka nad dziećmi koleżanek no i jestem matka dwójki dzieci. Ale coraz bardziej uswiadamiam sobie ze moje podejście do dzieci jest dalekie od obecnych trendów wychowawczych. Podobno mam się nie przejmować. Pewnie tak było by prościej. Ale trochę musze się przejmować.
Ci chłopcy będą kiedyś dorośli. A jeśli teraz się naucza ze ten słabszy ma się schować i po sprawie to nie będą to ludzie których chciałabym spotkać jako wrażliwa osoba. A fakt ze im nie zostało powiedziane słowo przez opiekunów może być straszny w perspektywie czasu.

By niejadek zjadl obiadek

Patrząc na to jak moje dziecko podchodzi do jedzenia , jestem wręcz pewna ze posiada pradawny gen solarow – ludzi zywiacych się jedynie słońcem. Nieraz faktycznie mogła bym powiedzieć ze Karmel energie ze słońca potrafi wykorzystać nawet lepiej niż te z pozywnego odżywiania. Na szczęście jest kilka potraw które nawet K. uwielbia. Dziś przedstawiam zupę krem z batatow i orzeszków.
Potrzebny jest garnek oraz blender. Do tego bataty , orzeszki ziemne , marchewka , cebula i właściwie można dodać tez innych warzyw , przyprawy, sól , pieprz i natka pietruszki. Wszystko gotujemy w wodzie , blendujemy na gładko i podajemy na talerz z chrupiacymi grzankami. Grzanki można zrobić z chleba. Nieraz robię jednak dziś mi się nie chciało i użyłam gotowych grzanek z oliwa z oliwek.

Ciasteczka

Jeśli jesteście tak dobrymi kucharzami i mistrzami kuchni jak ja mam dla was niespodziankę. Tego nie da się zepsuć.
Szybki przepis na bardzo proste ciastka o dumnej i adekwatnej nazwie „gówienka”
Potrzebne składniki to
× masło ( nie margaryna ) jedna kostka
× płatki owsiane – ok 300 gram
× kakao ( rozpuszczalne słodkie lub naturalne )
× miód ( jeśli używamy kakao naturalnego )
Przygotowanie
Masło rozupuscic w średnim garnku
Dodać resztę i wymieszać. Łyżka nałożyć na talerz i do lodówki. Po godzinie gotowe.
Dziewczyny moje zajadaly się nimi. A ja na wieczór mam jeszcze cały talerz dla siebie. Oj oby tylko w cycki poszło