Jeziorko

Ostatnio został zamknięty mój inny blog na którym pisałam bajki , opowiadania , historie i książki. Niestety różne strony oferujące blogi , zamykają się jedna po drugiej. Z tego powodu postanowiłam swoje bajeczki zapisywać tutaj , gdzieś chce to pisać.
Na początek coś co pisałam bardzo dawno temu , fragment z książki , która straciłam podczas przenoszenia jej po różnych innych witrynach.

Domek stoi tak że z okna widać wodę. Kilka metrów za oknem stoi łódka. Ja i kilka osób trzymamy łódź na linach. Transportujemy z tej łodzi coś do domku. Nie widzę co to jest, domyślam się tylko że być może jedzenie. Na łodzi nikogo nie ma musimy radzić sobie za pomocą samych lin. Dziewczyna która stoi obok mnie wpada na pomysł wejścia na łódź. Idzie po linie w ej stronę. Tuż przy celu wpada do wody. Zaczyna głośno krzyczeć. Wszyscy próbują ją wyciągnąć, ale nie wchodząć do wody tylko za pomocą lin. Ja tylko patrze. Patrzę ale nie na dziewczynę tylko na faceta który z nikąd pojawił się pod wodą. Jest nie ruchomy, ręce ma uniesione ku powierzchni. Nikt inny go nie zauważa. Z nikim nie mogę rozmawiać. Pytam, krzyczę, ale nikt nie słyszy mnie. Dziewczyna cały czas panikuje. Wydaje mi się że ona też widzi faceta pod wodą. Gdy jest blisko niego zaczyna zwijać się i skręcać w dziwnych pozycjach. W końcu udaje się ją wyciągnąć.
-nigdy wiecej tego nie rób Jana – mówi ksiądz do dziewczyny.
I więcej nikt o tym nie rozmawia. Jak by nic się nie wydażyło. Nawet Jana nie porusza tematu. Jestem chyba jedyną osobą którą ciekawi to wydarzenie. Co to był za facet? Pragnę się dowiedzieć. Ale gdy o to pytam wszyscy udają że nie słyszy mnie a nawet nie widzą.
Dzień mija spokojnie. Siedzimy przy dużym drewnianym stole. Każdy coś je. Jest dużo chleba. Widzę że inni nie jedzą chleba, ale tylko chleb stoi na stole. To trochę dziwne. Biorę sobie kromkę i smaruję ją masłem. Dopiero teraz zauważyłam jaka byłam głodna. Wszędzie stoją rośliny w doniczkach, niewielka jadalnia staje się przez to jeszcze mniejsza.
Adrian siada obok mnie i podaje mi kubek z herbatą.
-Czemu jesz chleb ?- pyta
Jego pytanie jest dziwne. Wszystko tu jest bardzo dziwne. Miałam się nauczyć czegoś o sobie przyjeżdżając tu, tymczasem nic zupełnie nie rozumiem. Każdy moment jest jak sen. Niezrozumiały i mam wrażenie że zapominam co się działo chwilę temu. Jana wpadła do wody. Nie podoba mi się tu. Tak właściwie nie wiem gdzie jestem. Eva nie wyjaśniła mi tego gdy mnie tu zabrała i teraz też nie.
-Bo nie ma nic innego. Sam zobacz.
Śmieje się. No super, znowu zrobiłam lub powiedziałam coś nie tak. Cały czas mi się do zdarza. Chyba nie powinno mnie tu być. Adrian i Eva świetnie się bawią, ale mi się nie podoba. Wciąż nie rozumiem czemu Eva uznała że muszę tu przyjechać.
-Och … Majka, na tym stole pojawia się to co chcesz.
Czyli mogłam zamarzyć o czym chciałam, a wybrałam chleb z masłem. Nie zamierzam nażekać czy twierdzić że taka kanapka to złe jedzenie. Lubię jeść skromnie. Mama mnie tego nauczyła. Bardzo tęsknię za mamą. Ona nawet nie wie gdzie jestem. Nie widziałam jej od moich urodzin. Widzę że większość ludzi tu je mięso. Robi mi się nie dobrze. W wyobraźni widzę żywe zwierzęta na ich talerzach. Staram się nie myśleć o tym, ale one pojawiają się naprawdę. Odchodzę od stołu. Adrian idzie za mną. Cały czas trzyma się bardzo blisko mnie. To miłe z jego strony, ale też wydaje mi się podejrzane. Rozumiem, stara się być miły. Tyle że Adrian nie bywa miły, chyba że w stosunku do swojej siostry.
Jestem w ogrodzie. Trudno nazwać ogrodem podwórko otoczone szarym betonem, wszyscy jednak mówią na to ogród. Próbuję zgubić Adriana. Ciągle łazi za mną. Chwilami mam go dość, ale brakuje mi odwagi by to powiedzieć. Nie chcę go zranić, nawet jeśli nie zbyt go lubię. Przystaję na chwile i wtedy on wyrasta nagle tuż przede mną. Nic nie mówi tylko patrzy na mnie. W sumie te jego złote oczy i jego czarne włosy … Wysoki, dobrze zbudowany… Nie chcę myśleć o nim że jest przystojny. Nie nie nie. Wygląda tak samo jak Eva. I przecież go nie lubię. Staram się o tym pamiętać. Żeby było mi prościej odtwarzam w myślach twarz Daniela. Widzę ją na tyle niewyraźni, że kolor włosów zlewa się z tłem, a jego twarz jest zwyczajna. Tak zwyczajna i bez żadnych znaków że może należeć do każdego. Przez serum które mi podawał Gamaliel nadal wielu rzeczy nie potrafię sobie przypomnieć. Minęło już kilka tygodni , a resztki błotnistej substancji dalej działają. Może już zawsze tak będzie. Nie pamiętam nawet co łączyło mnie z Danielem. I czy w ogóle coś nas łączyło. Jednak jest moją jedyną ostoją. Pomaga mi się bronić przed Adrianem.
Adrian wyciąga paczkę papierosów i częstuje mnie jednym. Nie palę. Może powinnam. Adrian chyba nie ma tylu problemów co ja. Ja właściwie też nie mam problemów. Tylko nie mogę zebrać myśli. Biorę od niego papierosa. Wiem że pewnie później będę żałować. Adrian odpala mi go. Patrzę na niego jak się zaciąga. Być może trochę za długo skupiam na nim wzrok, ale Adrian uśmiecha się tylko i wypuszcza dym z płuc. Staram się zrobić tak samo jak on. Zaciągam się. Dym pali mnie w gardło. Powstrzymuję kaszel, oczy szklą mi się delikatnie. Wypuszczam dym. To wcale nie jest fajne. Dusi mnie i nie smakuje. Jednak raz jeszcze próbuję wziąć dym w płuca. Bardzo źle się czuję będąc inna od wszystkich. Chcę się tylko trochę dopasować. W połowie papierosa już przestaję się dusić.
Miałam naprawiać świat. Palenie chyba nie bardzo mi w tym pomaga. Ale to nic. Teraz chcę tylko stać się jedną z nich. Skoro i tak nie mogę wrócić do domu…
Wieczorem idę nad jezioro. Sama. Nie chcę tam iść, ale skoro nikt mi nie chciał powiedzieć co tam się dzieje postanawiam sprawdzić to sama. Staję przy oknie i chwytam się liny. Ostrożnie przechodzę na łódź. Lina chwieje się, ale jestem coraz bliżej. Oglądam się czy nikt nie patrzy. Okno jest puste, a światło w pokoju nie świeci się. Zostawiłam je zapalone. Tracę równowagę i wpadam do wody. Nie jest mi zimno. Ciepło też nie. Nie czuje nic, powinnam być mokra, ale wcale nie czuje swojego ciała. Próbuję się poruszyć. Każdy mój ruch jest bardzo powolny, jak bym poruszała się w kisielu. Krzyczę. Nikt mnie nie słyszy. Z ogromnym trudem płynę. Widzę dom, jestem blisko. Woda jest czysta, mimo ciemności widać dno. Jest porośnięte długimi wodorostami. Nie widzę ani jedne ryby. Zamiast tego mój wzrok napotyka nieruchomego faceta pod wodą. Ten sam który pojawił się gdy dziś rano Jana wpadła do wody. Blokuje mi przejście do domu. Nie dam Ady dopłynąć do okna nie dotykając go. Nie chcę go dotknąć. Jana gdy to zrobiła wiła się tak strasznie. Nie mówiła nic o tym, ale na jej twarzy widziałam ból. Kisiel gęstnieje wokół mnie. Jeśli szybko nie dopłynę do bezpiecznego miejsca zginę tu. Wołam o pomoc. Odpowiada mi jedynie echo. Szukam wzrokiem łodzi. Zniknęła. Otacza mnie woda, która ciągnie się za horyzont. Nie pamiętam żeby jezioro było tak wielkie. Boję się. Wiem że ostatnio strach często mi towarzyszy i powinnam się już przyzwyczaić. Jednak teraz boję się bardziej. Postanawiam mimo wszystko dopłynąć do okna. Nawet jeśli mam go dotknąć. Nie mogę przecież zostać w jeziorze, które mnie zjada. Każdy ruch wykonuję bardzo powoli i używam do tego całej siły jaką mam. Zbliżam się do człowieka, o ile tak mogę nazwać nieruchomą postać, który znajduje się tuż pod taflą wody. Nie dam rady go ominąć. Ciało mnie pali jak bym stała w płomieniach. Woda robi się zielonkawa i zaczyna bulgotać. Ogarnia mnie coraz większa panika. Nie pozwalam sobie na nią. Z wszystkich sił tłumię strach. Zmuszam się do myślenia. Twój blask ci pomoże – Eva kiedyś mi tak powiedziała, a teraz niemal słyszę te słowa. Tylko raz w życiu udało mi się wytworzyć silne światło i nawet nie wiem jak to zrobiłam. Daniel był wtedy ze mną. Myśle o Danielu. Nie potrafię sobie przypomnieć jak wyglądał. Nie zrobił mi nic wyjątkowego. Dotknął mnie tylko delikatnie. Dotykam swojego ciała w tych miejscach gdzie dotykał mnie Daniel. Staram się to robić powoli i delikatnie jak on. Zimna ręka chwyta mnie za nogę i ciągnie w dół. Im bardziej próbuję walczyć, tym szybciej chowam się pod wodą. Nie mogę oddychać. Zaczynam krzyczeć i woda wlewa mi się do ust. Zaraz tu utonę, stracę życie przez ciekawość. Nie mogę sobie na to pozwolić. Zamykam oczy. Znów próbuję myśleć o Danielu. Dotykam swoje ciało, gładzę szyję i brzuch. Muszę poczuć się tak jak wtedy przy danielu. Dotykam swoich piersi. Moja dłoń to nie to samo. Wyobrażam sobie że to nie moja ręka dotyka moje ciało. Myślę o … Adrianie. Wyobrażam sobie że każdy ruch który wykonuję, on robi. Pojawia się delikatne światło. Za delikatne by mogło zdziałać cokolwiek. Przesuwam dłonią od ucha przez szyję, piersi, brzuch do uda. Wmawiam sobie że to Adrian. Powinnam być zła na siebie, że to właśnie o Adrianie teraz myślę, Nie ważne. Ważne że pomaga. Blask jest coraz mocniejszy. Unoszę się wyżej. Nie muszę się ruszać. Coś ciągnie mnie na powierzchnie. Poddaję się tej sile. Wynurzam głowę. Czuję że jestem cała mokra i zmarznięta.
Dopływam do okna. Podciągam się i wchodzę do pokoju. Światło znów się pali. Wszyscy są w pokoju i gapią się na mnie. Ociekam wodą i cała się trzęsę. Eva podaje mi koc i prowadzi na fotel. Pozwala mi usiąść. Słyszę że mówią coś, ale nie rozumiem ani słowa. Jestem bardzo zmęczona. Zasypiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *