Motyl rozdzial 1

Dawno dawno temu , za górami , za lasami , za jeziorami … A może wcale nie tak dawno , mogło być to również wczoraj , albo nawet nie wydarzyć się w przeszłości tylko w odległej przyszłości. W przyszłości tak dalekiej że ludzie niemal przestali istnieć , a ich miejsce zajęły inteligentne roboty. Może wcale nie daleko , a tuż za zakrętem … W pięknej basniowej krainie , gdzie żyły tęczowe jednorożce , a może w powojennym , zniszczonym krajobrazie lub w całkiem zwyczajnym mieście. A może na zwykłej polanie , gdzieś blisko lasu. Wiesz każda historia musi mieć swoje miejsce i swój czas. Wszystko co wydarza się poza snem powinno wydarzyć się gdzies…
Rosły tam drzewa. Nie było ich wiele i wyglądały bardzo , bardzo zwyczajnie. Ot las , jakich pewnie znasz tysiące. Krzewy , zwierzęta , drzewa …  W jednym z nich ukryty był dom. Wejść tam można po sznurkowej drabinie. Z pozoru wyglądało jak zwykłe drzewo ,nie dało się zobaczyć iż w środku ukrywa się coś więcej niż wiewiorki, z resztą i tak nikt nigdy tam nie przychodził. Miejsce to było daleko od wszystkiego. Polanka wydawała się ciągnąć w nieskończoność.
W połowie przecinała ją rzeka. Właśnie tam teraz była Ajla. Przytuliła się to Ariz, jest to jest klaczka. Są ze sobą bardzo związane. Ariz jest biało-brązowa, ma czarne oczy, długą grzywę zaczesaną na lewy bok i ogon zapleciony w kłosa. Ajla uwielbiała czesać swojego konia. Teraz właśnie też sie tym zajmowała. Opieka nad koniem stanowiła jej w sumie jedyne zajęcie. Gdy już ją całkowicie wyczesała jeszcze raz pogładziła ją po szyji. Dosiadła konia by przejechać się po okolicy.
Ka ita- nakazała Ajla i Ariz ruszyła.
Gdy jechała na koniu wydawały się być jednością. Grzywa Ariz powiewając na wietrze dotykała Ajlę po rękach. Ich ciała poruszały się w pełnej zgodności. Pędziły galopem bez celu. Oprócz lasu i rzeki nie było tu zupełnie nic. Choć by pędzić przed siebie przez wiele godzin , nie dało się znaleźć nic innego. Jedynie malutkie zwierzątka szukające pożywienia. Czasem miedzy drzewami , gdzie docierało słońce , dało się ujrzeć motyle. To piękne, kolorowe owady , których nigdy nie da się dotknąć. Można z daleka podziwiać ich urok , lecz gdy zapragniesz mieć ich piękno na własność , one umierają po cichu. Ajla lubiła je oglądać , raz nawet spróbowała złapać jednego. Zostawił na jej palcach trochę pyłu , a bez niego nie mógł już latać. Nie ma sensu gonić motyli , one istnieją tylko po to by je podziwiać z daleka.  Gdy już zaszło słońce wróciły pod swoje drzewo. Dobrze jest mieć swoje miejsce , do którego można wracać. Ajla nakarmiła konia i weszła do domu po drabince. Na przedpokoju stała nieduża drewniana szafka na buty. Na prawo były dzwi do kuchni, a na przeciw do wejśiowych dzwi od pokoju. Wszędzie wisiały obrazy i zdięcia, dom zdobiły też suszone kwiaty i patyki poukładane w różne wzory. Przeszła przez pokój by dojśc do łazienki. Była tam wanna zrobiona z pięciu ogromnych liści. Ajla napełniła ją do połowy. Uwielbiała się kąpać. Woda delikatnie gładziła jej nagie ciało sprawiając, że na ten moment dziewczyna stawała się wodą. Kąpiel zajęła jej chyba z dwie godziny. Nie ma nic przyjemniejszego na zakończenie dnia. Otworzyła okno by wiatr wysuszył jej włosy.
Ciepło -szepnęła, a wiatr zrobił się cieplejszy, jakby ogrzany ogniem.

Poszła do pokoju i jak co noc położyła się. Łóżko było zrobione w całości z drewna. Wyjrzała za okno na Ariz. Ta już spała. Ale Ajla nie mogła zasnąć. Leżała z otwartymi oczami, jak nigdy. Jakaś dziwna myśl nie pozwalała jej spać. Nagle poczuła się strasznie samotna. Od kąd pamietała zawsze jej jedyną towarzyszką była klaczka. Nigdy jednak nie odczuwała samotności. Przecież ona i Ariz rozumiały się doskonale, poza tym były tylko one dwie. Ajla była wręcz pewna że na całym świecie są tylko one, bo tak właśnie wygląda świat. Nie rozumiała dlaczego tej nocy czuła inaczej. Zmusiła się by zamknąć oczy. W myślach powtórzyła kilka razy zaśnij zaśnij. ,, Nie zasypiaj, chodź do mnie ” usłyszała w głowie odpowiedź. Przed oczami zobaczyła twarz chłopaka. Co ? Co to wogóle jeste chłopak ? Przecież ludzie już od dawna nie mieszkają na ziemi. Podczas wszystkich swoich podróży nie spotkała istoty większej od zająca. Kiedyś dawno temu istniały elfy , ludzie , niedźwiedzie i inne konie. Przynajmniej tak mówiła jedna z książek Ajli, sama nigdy nie miała okazji nikogo spotkać. Wydarzyła się jakaś katastrofa , która zniszczyła całe życie, przetrwało tylko kilka zwierzat, ach no i ona. ,, Chodź do mnie” powtórzył. Otworzyła oczy. Nie mogła poskładać myśli. Kim był ten chłopak który ją wołał?
Widziała w głowie jego twarz. Miał ciemne włosy , szafirowe oczy. Dla Ajli wydawał się być najpiękniejszym na świecie. Ale Nikt już nie istniał. Nikt! Usiadła na łóżku próbójąc poskładać myśli, które wirowaly w jej glowie. Nie było to jednak możliwe. Nie potrafiła wyciszyć głosów , niewiadomego pochodzenia. Podeszła do szafki z ubraniami. Nawet nie zauważyła, że to co robi jest dziwne. Wybrała z szafki czarną bluzkę i kródką spudniczkę, do tego załorzyła wysokie buty, spięła swoje długie kasztanowe włosy i poprostu wyszła. Obudziła Ariz i w moment po tym dosiadła jej bez żadnych przygotowań. Klacz totalnie niewiedziała co odbiło jej przyjaciółce więc zaniepokojona stanęła dęba. Zaniepokojona? Przecież nie było juz czegoś takiego jak niepokój. Od kąd wszyscy ludzie znikneli nie było żadnych zmartwień ani innych złych uczuć. Była tylko miłość, rodość i swoboda. Pozostało tylko to co było dobre, czysta melodyjna harmonia. Bez wyjaśnień Ajla wydała komendę by koń ruszył. Ariz jak zwykle posłuchała jej głosu i ruszyła galopem. Ajla dokładnie wiedziała w którą stronę jechać i chyba po raz pierwszy nie pędziły bez celu. Ariz nie potrafiła zrozumieć o co chodzi. Wiedziała tylko, że coś jest nie tak.
-Co się stało – zapytała w końcu Ariz. Ajla potrafiła rozumieć mowę konia. – do kąd chcesz jechać? Ajla … martwisz mnie.
-Muszę go znaleść
Ariz nie zapytała kogo chociaż w myslach zadała to pytanie. Nie odezwała się już, bo wiedziała, że niczego sie nie dowie. I miała rację. Ajla nie chciała nic wyjaśniać, z resztą sama sobie również nie potrafiła nic wyjaćnić. Jechały wzdłuż rzeki. ,, Po drugiej stronie” znowu usłyszała jego głos. I już była gotowa przeskoczyć rzekę. Ale przeciesz dla Ariz to może być trudne. Rzeka była szeroka, a nurt był mocny, o wiele mocniejszy niż zwykle. Wiatr też wiał zbyt mocno. Jak by tego było mało, nocne niebo stało się teraz jeszcze ciemniejsze. Ariz prychnęła z niezadowolenia i strachu. Nie znała uczucia strachu więc nie potrafiła jasno określiść tego co czuje, ale to było oczywiste że się boi. Ajla wyczuła to więc poleciła jej wrócić do domu. Oczywiście klacz posłuchała jej chociaż ten pomysł wogóle jej nie odpowiadał. Nigdy wcześniej nie zostawiała przyjaciółki samej. Ajla związała z trawy solidną linę i zawiesiła ją na drzewie nad brzegiem rzeki. Przez chwilę sie zawachała, ale już po chwili była po drugiej stronie. Dobrze wiedziała, że nie powinno jej tam być, ale z drugiej strony wiedziała że musi. Chciała tylko odnaleść chłopaka który ją wołał , wypełnić to dziwne uczucie pustki , którego dotąd nie znała. To nie mogło być nic złego. Poczuła mrowienie na skórze. Spojrzała na wodę by zobaczyć swoje odbicie, bo poczuła że granice jej ciała są inne. W wodzie nie zobaczyła nic, bo nurt był zbyt szybki. Dotknęła swojej twarzy , oglądała swoje ciało. Chyba wszystko było w pożądku.
Popatrzyła w kierunku rzeki lecz teraz jej już tam nie było. Tym bardziej nie mogła dostrzec tego co zostawiła po drugiej stronie rzeki. Po przeciwnej stronie dostrzegła budynki. Wydawały się być całkiem blisko więc postanowiła dojść tam. Przez jeszcze tylko chwilę szła po łące, zaraz doszła do asfaltowej ulicy. Po lewej stronie były jakieś stare budynki, na pewno już od dawna nikt w nich nie mieszkał, no może tylko koty lub nietoperze. Tak przynajmniej Ajla myślała. Po prawej stronie był sklep. A co wydało jej sie najdziwniejsze, że był czynny. Popatrzyła jeszcze raz w lewo i dostrzegła, że budynki nie są wcale puste. W oknach palą się światła, a po niektórych pomieszczeniach chodzili ludzie. Pamięć powoli ulatywała jej w powietrze. Moment w którym zniknęli wszyscy ludzie został zupełnie wykasowany, powodując w jej umyśle częściową pustkę. Drogę przebiegł jej kot. Był w kolorze Ariz. Co ? Kogo ? Kto to był? Zapomniała. Zapominała z każdą sekundą całe życie. Zamiast tego w jej umyśle pojawiło się wspomnienie domu w którym mieszkała … Z psem !
W jej głowie pojawił się obraz małego , śpiącego kundelka. Dokładnie wiedziała gdzie jest to łóżko i dom. Powinna tam iść. Klucze. Nie miała ich. Nawet nie rozumiała swoich myśli. Były w całkiem innym języku niż mówiła do tej pory. Za kierunek swojej drogi obrała właśnie dojśc do domu. Nie był to jej dom, chociaż nie była tego pewna. Wiedziała jak do niego trafić i pięc minut później już stała przed nim. W oknie zobaczyła dziewczynę. Była ona zupełnie taka sama jak Ajla. Tylko włosy miała o wiele kródsze i zupełnie inne spojrzenie w takich samych oczach. Wzrok obu dziewczyn się spotkał.
Dziewczyna z okna zamrugała i znów popatrzyła w niebo. Dopiero teraz zauważyła jak jest późno. W głowie zawirowała jej jakaś dziwna myśl której nie zrozumiała, bo wydawała się być w innym języku. Zobaczyła jakąś polankę i konia. Zignorowała te myśli. Zeszła z parapetu i połorzyła się spać. W nocy miała wiele snów. Polana , koń, chłopak … Jak to bywa ze snami – rano rozpływają się w bez kształt pod naplywem codzienności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *