Motyl rozdzial 7

Lot nie trwał długo. Sara ledwo zdążyła oderwać swoje stopy od dachu , a już jej ciało dotknęło czegoś miękkiego. Czyżby dostała błogosławieństwo szybkiej przyjemniej śmierci ? Przecież nie zasłużyła na żadną łagodność. Wręcz za to wszystko co zrobiła , powinna zostać skazana na ból. Bardzo chciała poczuć jak jej wszystkie kości łamią się tuż przed śmiercią. Może wtedy zmyla by z siebie choć odrobinę winy za śmierć jaką sprawiła. Od zawsze ból był karą za zło jakie wyrzadziła. Już jako małe dziecko dostawala pasy za każde przewinie. A gdy udało jej się ukryć nie właściwe zachowanie , los sam karal ją boleśnie. Ból oczyszczal, cierpienie zacieralo winy. Teraz również powinna poczuć jak ciało boli. Otworzyła oczy gdy poczuła na sobie mocny chwyt.
Człowiek który mieszkał na poddaszu , wystawiał kwiaty na balkon i akurat w momencie gdy Sara skoczyla wieszal donice na barierce. Zabrał dziewczynę do domu. Początkowo protestowala jednak szybko zdała sobie sprawę iż opór jest bezcelowy. Mężczyzna poczekał cierpliwie aż Sara się odrobinę uspokoi i usiądzie. Zrobił jej gorące kakao. Dziewczyna czuła się okropnie. Tak bardzo pragnęła skończyć ze swoim życiem , a nie było jej to dane. Przecież wszystkim było by lepiej gdyby jej nie było. Od dawna Sara nie zrobiła nic dobrze. Wręcz była zła , skrzywdzila , zabiła … I nie powinna teraz żyć i pic tego kakao. Powinna być martwa. Chociaż gdzieś w głębi siebie cieszyła się ze to jeszcze nie koniec. Ale zawzięcie próbowała uciszyć glos szczęścia. Mężczyzna zaczął opowiadać Sarze o Bogu i o tym że to nie przypadek iż wystawiał kwiaty w odpowiednim momencie. Bóg miał plan dla Sary i postawił mężczyznę jako swojego anioła by moc ją uratować. Niedobrze jej się robiło od słuchania tego wszystkiego. Sara nie wierzyła w Boga. Matka była bardzo katolicka i co niedziele zmuszala Sare do chodzenia na msze. Niby w kościele miał być jakiś Bóg,ale Sara nigdy go tam nie widziała. A gdyby jakimś cudem jednak istniał , zapewne nie chciałby żeby tak popieprzona osoba jak Sara chodziła po ziemi. Przecież ten cały Bóg miał być dobry. A Sara nie była dobra , zabiła. Jej ręce na zawsze pozostaną splamione krwią. Żaden Bóg nie uratował by Sary. Raczej wystawianie kwiatów to zwykły przypadek. Ewentualnie zdolność Sary do odnoszenia porażki , bo przeżycie skoku z wieżowca jest porażką. Jednak mężczyzna nie poddawal się i wciąż upierał przy wersji z Bogiem. Minęło kilka godzin nim wybawiciel pozwolił Sarze wyjść. Wcześniej upewnil się wielokrotnie iż zasial światło w życiu dziewczyny. Może i faktycznie poczuła się odrobinę lepiej. Ale tylko odrobinę. Chciała wrócić do domu i pójść spać. Dziś już nie będzie próbować odebrać sobie życia. Może sprobuje znów jutro , jednak teraz była na to zbyt zmęczona. Mężczyzna wolał być jednak pewny ze Sara dotrze do domu bezpiecznie wiec powiedział iż wypuści ją tylko z opiekunem. Dziewczyna nie miała nikogo kto mógł by ją odebrać. Gdyby ktoś z rodziny dowiedział się co właśnie zrobiła , obudziła by się w nich jedynie panika. Wtedy już nigdy nie zyskała by spokoju. Skończyła by w psychiatryku , albo pod ciągłym nadzorem matki. Ostatecznie nawet do toalety nie chodziła by samodzielnie do końca życia i nie mogła by ogolić nóg , bo przecież zyletki są ostre. Po długim namyśle zadzwoniła po Miguela. Wiedziała ze to nie najlepszy pomysł , ale nie miała nikogo innego , kto mógł by ją odebrać. Musiała znaleźć sobie opiekuna by nie spędzić kolejnych godzin w domu człowieka , który ją uratował. Wypila kilka kubków ciepłego kakao i nawet smakowało jej , jednak nie chciała być skazana na dłuższą gadkę z wybawicielem. Na pożegnanie mężczyzna wręczył jej naszyjnik z Jezusem na krzyżu.
Meguel odebrał Sarę bez żadnego sprzeciwu. Przyjechał od razu po jej telefonie , tak jak by nie miał żadnego życia własnego i tylko czekał na znak, że Sara potrzebuje go do czegokolwiek. To zdziwiło Sarę. Spodziewała się ze jej odmówi. Przecież powinien odmówić. A on był szczęśliwy ze to jego wybrala Sara. Przez cały ten czas tęsknił za nią. Czekał na czas w którym Sara w końcu przypomni sobie o jego istnieniu. Bardzo chciał by Sara poczuła się dobrze , chciał zadbać o nią i być jej ostoją. Przez chwilę Sara pozwoliła mu na to. Potrzebowała tego by mieć w kimś wsparcie, by być dla kogoś ważną. Opowiedziała mu o wszystkim co przeżyła od ostatniego rozstania z nim. Nie żeby chciała , aby wiedział. Po prostu wypowiedzenie na glos tego wszystkiego pozwoliło jej poczuć się lepiej. Zdziwiła się że był tak dobrym słuchaczem i że ani razu nie ocenił i nie potępił jej zachowań. Dał jej potrzebne wsparcie. Była mu za to wdzięczna. Pozwoliła by doprowadził ją do domu. Chciała zostać sama , ale Miguel postanowił zaopiekować się nią. Tak na prawdę potrzebowała czyjegoś towarzystwa wiec nie protestowala. Chłopak przytulił ją do siebie by wiedziała ze nie jest sama i pokazał magiczny proszek który pozwala usmiezyc ból.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *