Troche o mojej Karmeli

Dziecko ciągle płacze? Jest nieodkładalne? Nie lubi wózka, łóżeczka i nie zasypia poza twoimi ramionami? Nie martw się, nie jesteś złą mamą. Najprawdopodobniej trafił ci się egzemplarz „high need baby” – dziecko wysokich potrzeb.
Zanim zostałam mamą trochę zajmowalam się dziecmi koleżanek. Tak wiec kiedy zaszlam w pierwsza ciążę myślałam ze o dzieciach coś wiem. Wszystkie te dzieci były cudownymi , rozkosznymi maluchami. Wiecie jak na tych wszystkich filmach – urocze dziecko w uroczym wozku. Z perspektywy czasu widzę jak tamte dzieci były spokojne chociaż od ich mam słyszałam jak jest ciężko. Gdy urodziła się Karmela była najglosniejsza ze wszystkich dzieci w szpitalu. Gdy inne maluchy spały w szpitalnych lozeczko- wózkach , moja mała córeczka spokojna była tylko przy piersi. Trochę w nocy udało mi się ja wziąć do mojego łóżka i wtedy słodko spala. Jedna z położnych powiedziała ze to przez palenie papierosów w ciąży. Dziecko uzależnione domaga się nikotyny wiec placze. Wyszłam kilka razy za pozwoleniem położonej zapalić papierosa. Szczerze mówiąc nie za wiele to dalo bo Karmela dalej była spokojna tylko przy piersi. Jedynie co to miałam wymowke by wyjść zapalić. Trochę wzrosło przy tym moje poczucie winy ze dziecko jest prze mnie uzależnione. W domu miałam przygotowane dla karmeli śliczne łóżeczko. Dużo słyszałam o tym ze nie powinno się spać z dzieckiem bo się przyzwyczai , a jak od początku ma swoje łóżeczko to lepiej śpi. Przez dwa miesiące starałam się przekonać siebie sama do tej racji i sumiennie odkladalam karmele do jej łóżeczka. Potrafiła obudzić się w nocy trzydzieści razy. W końcu nie wytrzymałam i zasnelam z nią podczas karmienia. Przespala cala noc , sama w nocy znalazła pierś gdy była głodna i nakaemila się bez rozbudzania mnie. By siebie usprawiedliwić zaczęłam szukać mądrych rzeczy na temat wspólnego spania. Mu mojej uciesze znalazłam wiele korzyści ze spania z dzieckiem. Każdego dnia odkrywalam jak bardzo wyjątkowe jest moje dziecko. Od samego początku była taka inna od wszystkich dzieci. Gdy widziałam inne dzieci w wózkach , grzecznie siedziały i oglądały świat lub spały. Karmela wózka nie lubila, wolala być na rękach. Nie zajmowała się sobą i towarzyszyła mi nawet w toalecie. Szukałam wyjaśnienia tego w tym ze przy początku jej życia brałam ja ze sobą wszędzie bo mieszkał ze mną niebezpieczny dla dziecka pan B. Jednak pan B. zniknął na dobre z naszego życia gdy Karmela skończyła rok , wcześniej pojawiał się raz częściej raz rzadziej.
Czytając sobie różne artykuły dla rodziców przez przypadek natrafiłam na temat high need baby. Im więcej czytałam o tym tym bardziej mi pasowało. Chociaż nie zawsze wszystko. Na przykład to ze czasem Karmeli moje towarzystwo się nudziło, ale i o tym szybko znalazłam mądry tekst. Dla czego hnb nie wyginely w ewolucji czlowieka : bo dzieckiem zajmował się ten kto miał czas – babcie ciocie siostry nie tylko mama.
Moja Karmela jest całkowicie hnb. I im starsza jest tym bardziej pokazuje ze jest wyjątkowa. Potrzebuje ona bardzo dużo uwagi i za każdym razem gdy jest to zaspokojone jest cudownym , pełnym pomysłów , radosnym dzieckiem.
Dzieci te po prostu muszą mieć wszystko czego chcą tu i teraz. Mają siłę się tego domagać. Spełnienie ich oczekiwań ułatwi życie całej rodzinie, a twoje dziecko wyrośnie na zdeterminowanego, asertywnego dorosłego. Nie zawsze jest to łatwe zwlasza gdy ze wszystkich stron słychać ze dziecko jest zwyczajnie rozpieszczone. Osobiście nie uważam by podążanie za dzieckiem było rozpieszczaniem. Nie można za bardzo kochać dziecka.
Zdarza się ze ktoś mi zarzuci iż nie wychowuje karmeli. Polecają mi oni przemocowe wychowanie, wiecie – krzycz , bij , nie przytulaj. Przemocy nie popieram wcale , a w przypadku hnb taki stosunek do dziecka tylko by pogorszyl zachowanie.

Rozmowa o seksualnosci

Jak rozmawiać z dzieckiem o seksie? Czy wogle rozmawiać ? Kiedy zacząć ?
Temat seksualności jest bardzo trudnym pytaniem i najłatwiej ( dla rodzica ) było by poczekać z zaczeciem rozmowy do wieku co najmniej nastoletniego. Niestety już kilkulatki zaczynają się interesować tym co maja miedzy nogami i skąd się biorą dzieci.
Kiedy jest najlepszy moment by zacząć dziecku opowiadać o swerze seksualnej ? Dokładnie w momencie gdy dziecko zacznie pytać. Karmela nie zdążyła dorosnąć samodzielnie do pytania skąd się biorą dzieci. Gdy miała dwa lata moja mama zaszła w ciążę i miała w brzuchu dzidziusia. Pol roku później w ciążę zaszlam ja no i miałam w brzuchu dzidziusia. Tak wiec oczywistym się stało ze dzieci się biorą z brzucha. Cieszyłam się ze to satyswakcionujaca dla niej odpowiedz. No przecież to takie proste i całkowicie zgodne z prawda. Widywalysmy kilka kobiet w ciąży i Karmela radośnie mówiła ze pani ma w brzuszku dzidziusia. Zdarzyło się nieraz ze mówiła to tez kobietom nie będącym w ciąży tylko trochę grubszym. Wtedy Wytlumaczylam ze niektórzy maja w brzuchu jedzenie a nie dzidziusia i to jej wystarczało.
W przekazywaniu dziecku informacji najważniejsze sa pytania dziecka. Trzy letniemu dziecku nie trzeba podawać całego sekretu by odpowiedzieć skąd się dzieci biorą. Jakiś czas temu Karmela zaczęła interesować się jak te dzieci w brzuchu się znajdują. Odpowiedz moja była prosta – tatuś wsadza dziecko. Puki nie pyta dalej , ja nie wtajemniczam bardziej.
Uczylysmy się części ciała oko nos ręka cipka kolano plecy. Od początku każda część ciała była traktowana tak samo , nie robiłam żadnego tabu z części intymnych. Oko służy do patrzenia , cipka ( wybaczcie ze używam tego słowa ) służy do siusuania. Normalne, proste. No do czasu aż odkryła ze chłopcy maja siusiaka. Był okres ( na szczęście nie dlugi ) ze pytała ludzi wokół siebie czy sa chłopcem czy dziewczynka. Aha chłopiec bo masz siusiaka. Przestała pytać po dwuch tygodniach.
Im dziecko jest starsze tym więcej pytań na ten temat zaczyna zadawać. Najlepiej jest odpowiadać od razu możliwie jak najprościej. Jeśli odpowiedz nie zadowoli ciekawości dziecka zapyta doglebniej. Jeśli rodzic nie będzie potrafił udzielić satysfakcionujacej odpowiedzi dziecko będzie szukać ich gdzie indziej. A wtedy nie mamy żadnej kontroli nad tym czego się wówczas dowie. Wiedza jaka otrzyma dziecko od rówieśników czy z Internetu ( albo jakiegokolwiek innego źródła) może być nie pełna lub nawet szkodliwa.
Dziecko w wieku przedszkolnym ( nawet jeśli do przedszkola nie chodzi ) jest bardzo ciekawe różnych rzeczy. Sama nie spodziewałam się takiej ciekawości ze strony tak małego szkraba. Myślałam kiedyś ze dobry czas by zacząć wprowadzać takie informacje nadejdzie w gimnazjum. Jednak małe dziecko nie ekscytuje się tym tematem tak jak dorośli. Dla dziecka to zwykle pytania na równi z tym jak powstaje tęcza czy dla czego w nocy jest ciemno. Jeśli rodzic nie będzie potrafił udzielić czystej prostej odpowiedzi ciekawość dziecka wzrośnie. Gdy dziecko zauważy ze pytania o seksualność budzą w rodzicu niepokój może pomyśleć ze to coś złego , a to odbije się w skutkach na jego dorosłe spostrzeganie tej kwestii.
Kiedyś w technikum miałam koleżankę. Dziewczyna pochodziła z katolickiej rodziny gdzie nikt nigdy nie rozmawiał o seksualności wcale. Dziewczyna była pilną i dobra uczennicą. Mielismy akurat lekcje anatomi i przerabialiśmy układ kostny. Kość udowa tu. Dobrze. Kość piszczelowa tu. Tak. Kość lonowa … Dziewczyna nie rozumiała czemu taka nazwa. Nauczycielka zaczęła tłumaczyć łono … Ktoś z klasy się odezwał by skojarzyla to z włosami łonowymi ( łoniaki) . dziewczyna dalej nie wiedziała o co chodzi. Wszyscy w śmiech. Dziewczyna zawstydzona. Ktoś jej mówi dokładnie dogłębnie. Dziewczyna nie chce słuchać bo nawet słuchanie to grzech chociaż jest ciekawa no i chce być dobra uczennicą. Ciekawość wygrywa , dopytuje o wszystko. Dowiaduje się w końcu co to seks. Następnego dnia próbuje. Chyba żaden rodzic by nie chciał tego dla swojego dziecka ?
Rodzice tej dziewczyny zapewne chcieli dobrze nie mówiąc jej na temat seksualności nic i utrzymując twardo ze dzieci sa z kapusty , ale brak wiedzy odbił się bardzo szkodliwe dla tej dziewczyny.
Dla tego ważne jest by podążać za dzieckiem i odpowiadać na jego pytania nawet jeśli zbijaja nas one z nóg.

Ssanie kciuka

Niemowlę ma bardzo silny odruch ssania. Jest mu to potrzebne by przetrwać. Odruch ten często jest mocniejszy niż faktyczna potrzeba jedzenia. Ssanie działa na dziecko uslokajajaco. Gdy dziecko odkrywa ze ma raczki zaczyna je wsadzac do buzi. Może wsadzac cala rączkę lub tylko jeden palec. Ssanie palca, to naturalny etap w rozwoju dziecka i nie ma w tym nic złego. Dziecko chce poznawać świat dlatego początkowo wkłada do buzi wszystko, co znajduje się w zasięgu jego rączek. Stąd bierze się ssanie kciuka. Ssanie to jedna z najbardziej naturalnych czynności i to taka, którą dziecko potrafi wykonać już w brzuchu mamy. I czasem da się to nawet uchwycić na usg. . Usta niemowlaka są jednym z najważniejszych organów służących do poznawania świata i zdobywania przyjemności. I zanim dziecko nauczy się sięgać po przedmioty i wkładać je do buzi, upycha tam dłonie – najpierw całe piąstki, a z czasem najwygodniej jest maluchowi ssać kciuk. Połowa dzieci kończy z tym procederem przed drugimi urodzinami.
Sandra jest właśnie takim dzieckiem co ssie sobie paluszek i wszędzie na około słyszę ze powinnam kupić smoczek. Oj zła mama nie chce dziecku gumowego smoczka wsadzić do buzi. Osobiście uważam ze lepszy palec niż smoczek. Palec się nie zgubi na spacerze. 🙂 No i nie musze go co chwile podawać bo maluch sam sobie świetnie z tym radzi. Od palca tez łatwiej dziecko oduczyć. W momencie gdy maluch zaczyna używać rak nie ssie paluszka. A gdy ma w buzi smoczek może rączkami robić to co chce bez przerywania ssania. Smoczek jest bardziej uzalezniajacy i ciężej go odstawić.
A nie boisz się ze jej tak zostanie ? Nie nie boje. Zdrowe dziecko przestaje ssać do 2 urodzin, 30% dzieci potrzebuje go w kryzysowych sytuacjach do 6 roku życia. Zaledwie 5 % dzieci pozostaje przy nawyku ssania palca z czego część z tych dzieci ssie palca po zbyt wczesnym rozstaniu ze smoczkiem, część robi to z powodu choroby sierocej, zespołu poalkoholowego. Tak wiec nie ma powodu do obaw jeśli dziecko ssie palec. Gorzej gdy dziecko naduzywa go w sterujących sytuacjach i ssa kciuka mocno. Wtedy może dojść do zdeformowania palca. Jeśli więc dziecko jest zdrowe i rozwija się w normalnych warunkach nie ma obaw przy ssaniu kciuka.

 

Blisko dziecka

Po porodzie najważniejszy jest kontakt skóra do skóry. To wspaniałe uczucie które natychmiast łagodzi cały ból i sprawia ze wiesz iż warto było przetrwać kilka godzin skurczów bo maleństwo jest już przy tobie tak blisko. W tej chwili czujesz ze mogłabyś Tak wiecznie tulic tego małego czlowieka który jest nadal częścią ciebie. Dziecko dorastalo w tobie przez 9 ostatnich miesięcy i po porodzie gdy już nie stanowicie jednego ciała nadal czujesz ze dziecko jest częścią ciebie. Gdy skóra do skóry dotyka czujesz to nawet bardziej niż w ciąży te bliskość. Pragniesz jej na zawsze. Nie chetnie oddajesz dziecko w końcu pielegniarce i idziesz się umyć. Masz chwilę dla siebie dziecko jest badane. Po badaniach lekarze oddają ci opatulone w kocyk maleństwo. Tulisz je przez ten kocyk. I potem już ten kontakt skór nie następuje. Dziecko na śliczne ubranka, przy przebieraniu strasz się zrobić to szybko by maluch nie płakał. Do kąpieli jest wanienka gdzie dziecko czuje tylko twoje dłonie. W łóżeczku materacyk z atestem i kouderka taka śliczna. Na główce malca czapeczka by przypadkiem nie zmarzlo na raczkach niedrapki. I nie ma już takiej bliskości gdzieś zanikla…
Starsza karmilam piersią dwa lata, mam nadzieję S. równie tyle karmić. Łóżko mamy w sypialni duże i śpimy wszyscy razem. Chociaż K. już zasypia w swoim pokoju to przychodzi w nocy. Uwielbiam to. Kocham też wspólne kąpiele i zabawy. To za każdym razem fascynujące i wpaniale.

Wegetarian rodzic

Jestem wegetarianka już od kilku lat. W sumie zaczęłam bardziej dla kaprysu niż jakiejś ideii. Najfajniejsze w tym było to ze wegetarian jest mało a każda mniejszość wydawała mi się od zawsze fajna. Lubię się wyróżniać i być inna. Próbując przekonać innych dla czego wegetarianie są lepsi niż miesozercy zaczęłam szperac po necie. To co znalazłam sprawiło ze utwierdzilam się w tym ze wegetarianie są faktycznie lepsi. Utwierdzilam się również w tym ze wegetarianka chce pozostać już nie tylko z kaprysu i by się wyróżniać.
Wyobrażałam sobie ze moje dzieci i mój partner też nie będą jeść mięsa. Ale gdy zaszlam w pierwsza ciążę wszędzie niemal wokół słyszałam ze zrobię dziecku krzywdę. Potwierdzali to również lekarze. Miałam mieszane uczucia i z jednej strony chciałam trzymać się swoich racji z drugiej zaś bałam się o dziecko. W mojej rodzinie jest kilku wegetarian i urodziło się też u nas kiedyś dziecko które podobno miało przezroczyste kości. W sumie nie wiem czy to do końca prawda sama wtedy byłam dzieckiem. Strach jednak zwyciężył i w pierwszej ciąży przerwalam wegetarianizm. Było to dla mnie trochę trudne Ale przecież to tylko 9 miesięcy. Potem karmiac piersią ( karmilam 2 lata ) też czasem zjadłam coś z mięsa. Chociaż dalej tak na prawdę byłam wege i chciałam tego dla dziecka. Przy rozszerzaniu diety u K. chciałam mięsa nie wprowadzać lub wprowadzić bardzo późno. Niestety ubiegla mnie babcia po kryjomu podawała malej parówki. Bardzo mnie to wkurzalo. Parówki to największy szit i nawet nie mięso tylko odpady. Najgorsze ze malej to bardzo smakowało. Stwierdziłam ze w takim razie zabraniac nie bede. Skoro lubi to niech je. I tak do dziś K. żywi się mięsem i mlekiem. Niemal ze tylko tym no i słodyczami. Inne rzeczy też zjada Ale nie ma dnia by nie zjadła po swojemu chociaż trochę. Gdy robie typowo wegetarinski obiad K. podjada tacie co kolwiek. Nie neguję tego to jej wybór. Chociaż nie ukrywam trochę mnie przeraża jak widzę gdy wręcz rzuca się mu na talerz :/
Przy drugiej ciąży nie zastanawiałam się ani trochę. Przerwalam znów wegetarianizm. Niby wiem ze da się wszystko zastąpić Ale ufam też trochę lekarzom. Bardzo bym nie chciała żeby dziecku co kolwiek przez to się stało.
Mam nadzieję ze kiedyś obie corki zrezygnują z mięsa. Nie tylko ze względu na los zwierząt. Chociaż to też bardzo ważne. Jednak ważniejsze jest własne zdrowie a spożywanie mięsa oprócz korzyści ma również wiele negatywnych skutków. Dieta zwierząt ubojnych jest pełna antybiotyków które osłabiają później ludzi i przy chorobie mogą nie działać żadne leki. Zwierzęta skazne na śmierć w meczarni czuja duży strach i stres produkując przy tym ogromne ilości kortyzolu. Zjadajac potem mięso człowiek wchłania cały kortyzol w swoje ciało i dzięki temu łatwiej się denerwuje. Nie wspominając już o tym jak kortyzol niszczy ludzki mózg.
Pogodzilam się z faktem ze nie wszystkich to obchodzi. W. nigdy nie zrezygnuje z mięsa a dzieciom zmuszona jestem pozostawić wolny wybór. Pewnie jescze w wielu innych kwestiach zrobia nie po mojemu. I w sumie to bardzo dobrze bo żadna z córek nie jest moja kopia i ma swoje życie swoje wybory. Tego od nich oczekuje ze będą miały swoje zdanie w każdym temacie. Tak mi się przynajmniej wydaje ze tego oczekuje i chce bo wiem ze to może być trudne

Jeśli wśród czytających są rodzice wegetarianie chetnie usłyszę wasze historie. Czy na czas ciąży i karmienia piersią rezygnowaliscie z wegetarianizmu ? Czy jeśli nie to były jakieś problemy ze zdrowiem u dziecka i czy dziecko później chciało być jak rodzic wege czy też nie ?

Wpis o biciu dzieci

Wpis o biciu dzieci.
Nigdy nie myślałam ze ja taki wpis bede pisac gdyż ja dzieci nie bije i nigdy nie bede bic. Nie wyobrażam sobie celowo świadomie z premedytacją robic krzywdy małym istotom. To przecież zupełnie nie ludzkie i patologiczne zachowanie. I nikt Ale to absolutnie nikt dzieci uderzać nie powinien. Nigdy i bez względu na powód.
Niestety są wciąż na świecie ludzie którzy klapsa uważają za słuszna i skuteczna metodę wychowawczą. Uważają że gdy dziecko zaboli to dziecko się nauczy. Faktycznie czegoś się nauczy. Nauczy się ze jak ktoś jest od niego większy to na nad dzieckiem władze. Nauczy ze dorosły ma władze nad zachowaniem dziecka, nauczy ze dorosły ma władze nad ciałem dziecka i nauczy ze dorosły ma władze nad myślami dziecka. Zdarza mi się słyszeć ze klaps to nie bicie. Bzdura. Klaps to celowe wynierzenie siły w malucha. Jakim niby cudem to ma nie być przemoc ? Jeśli jednak na prawdę uważasz ze klaps to nic takiego wyobraz sobie ze to ciebie ktoś bije. Wyobraz sobie ze robisz coś ciekawego, poznajesz świat i swoje możliwości a tu nagle przychodzi ktoś i bez ostrzerzenia pac w rękę. Jeśli przerwiesz na to czynność która robisz pewnie już nigdy w życiu nie wrócisz do jej wykonania i nigdy nie odkryjesz tej sprawy samodzielnie. Zastanów się czy na prawdę chcesz zabić w dziecku chęci do odkrywania świata ? Pamiętaj ze jeśli zostaną one zabite już u dziecka to nigdy nie narodza się już u niego gdy dorosnie. A jesli wciąż uważasz ze klapsy są w porządku to daj kiedyś klapsa szefowi zonie Sąsiadowi czy pani w sklepie. Przecież to najprostszy sposób rozwiązywania problemu gdy ktoś robi coś nie po twojej myśli. Tylko uważaj , bo dorosły może ci oddać. Dziecko nie odda. Dziecko jest małe slebe i bezbronne. Dla tego uderzenie go nawet lekko jest oznaką słabości i nie zbyt wysokiej samooceny. Jest czystym dowodem na to ze po prostu lubisz znecac się nad słabszymi.
CZEGO UCZY KLAPS?

RODZICE MOGĄ NAS SKRZYWDZIĆ, JEŚLI ZROBIMY COŚ ŹLE. POWINNIŚMY SIĘ BAĆ RODZICÓW CZY DZIADKOW. NIE POWINNIŚMY PRÓBOWAĆ NOWYCH RZECZY, BO MOŻE CZEKAĆ NAS KARA. SKORO JESTEŚMY MNIEJSI I SŁABSI, TO MOŻNA NAM ROBIĆ KRZYWDĘ. NOWYCH RZECZY NALEŻY PRÓBOWAĆ TYLKO WTEDY, KIEDY RODZICÓW NIE MA W POBLIŻU. PRZEMOC JEST ODPOWIEDNIĄ REAKCJĄ, NA UCZUCIE ZŁOŚCI. PRZEMOC JEST ROZWIĄZANIEM NASZYCH PROBLEMÓW.
Nie ma czegoś takiego jak delikatny klaps. Przemoc jest przemocą. Może wydawać się, że ciężko jest porównywać ostre bicie ze „zwykłym klapsem”. W końcu każdy zgodzi się, że podbite oko, wstrząs mózgu czy połamane żebra, to jest zdecydowane nadużycie władzy rodzicielskiej. Jednak warto zauważyć, że i bicie i klaps, to jest ta sama czynność, tylko w innej intensywności. I teraz powstaje pierwsze pytanie: co zrobicie, kiedy lekki klaps nie zadziała? Uderzycie mocniej? A jak nie zadziała? Jeszcze mocniej? A co zrobicie, kiedy nawet to silne uderzenie nie zadziała i dziecko będzie dalej nieposłuszne? Będziecie bić do nieprzytomności?
Wiem ze kiedyś wychowywalo się dzieci tak ze każdy ich błąd ( często nie specjalny ) uzywalo się siły wobec dziecka. Sama niestety pochodzę z takiej rodziny. Nie bardzo chce o tym opowiadać. Ale temat jest ważny. Mam nadzieję ze dzieląc się swoją historia zmienię coś w myśleniu ludzi dla których Uderzenie po łapkach to świetna metoda. Faktycznie działa i na dana chwilę dziecko przestaje robic to co robiło. Dziecko wtedy czuje ból i strach. Pamiętam to. Za to Za nic nie pamiętam za co były owe klapsy. Po prostu było ich na tyle dużo ze zupełnie zmieszaly się w jedna całość. Mój mózg zle to zniósł. W wieku nastoletnim przeszłam Tak zwany bunt nastolatka. Nic dziwnego trzeba w końcu się postawić. Znalazłam znajomych takich jak ja i wspólnie znaleźliśmy ukojenie w narkotykach. Papierosy alkohol narkotyki przypadkowy seks. To wszystko dawało mi sile i wolność ( pozorna ). Nie chce tego dla moich córek. Dla tego unikam jak ognia jakiej kolwiek przemocy wobec nich. I nie pozwalam nikomu podnieść ręki na moje dzieci. Dotąd myślałam ze skoro dziecko jest moje to nikt nie nada sobie prawa by je uderzyć. Niestety się myliłam i są ludzie którzy myślą ze mogą moje dziecko „delikatnie ” uderzyć. Nie zamierzam na to pozwalać. Każdego kto ruszy moje dziecko jestem w stanie zabić. Doprowadza mnie to do maksymalnej wściekłości i wzbudza we mnie chęć uderzenia takiego dorosłego który rusza moje dzieci. Wiem ze żadna z nich nie obroni się jeszcze sama przed silnym dużym człowiekiem. Dla tego to ja musze je bronić i bardzo mocno musze się starać by bronić dzieci grzecznie. Bo taki dorosły nie zasługuje na grzeczność. Zasługuje na to by sam został uderzony. Może by jego taki klaps coś nauczył ?

Szczepic czy nie ?

Niemal każdy blogujacy rodzic dodaje w końcu wpis na temat szczepień u dzieci. W sumie nic dziwnego bo temat ten jest bardzo wazny. I bardzo sporny. Nadszedł czas bym i ja wyraziła swoje zdanie w tym temacie.
Na początku chciałabym zaznaczyć ze nie jestem lekarzem i wpis ten jest jedynie moimi prywatnymi przemyśleniami. Nie chciałabym by ktoś podjął decyzję o tym czy szczepic dziecko czy też nie.
O szczepieniach pisze wielu ludzi którzy lekarzami nie są. Ich opinie są zwykle negatywne a lekarze jeśli się wypowiadają to raczej szczepienia podają jako pozytywne. Zazuca się lekarzom iż sprzedali się oni koncernom farmaceutycznym. Zaś ten zarzut spotyka się z ogromnym oburzeniem wśród lekarzy. Bo jak to możliwe by każdy lekarz się sprzedał. Myślę ze co niektórzy na pewno chetnie by przytulili parę groszy do wypłaty, Ale lekarze też są ludzmi i nie każdy świadomie by szkodzil byle by zdobyć złotówki. Na Internecie istnieje wiele wpisów pisanych przez grono medyczne o pozytywach szczepień. Osobiście wierzę ze wpisy ich są zupełnie szczere i nie mają na celu nikogo oszukać. Lekarze po prostu dzielą się wiedzą jaką mają.
Gdy byłam w technikum weterynarii miałam praktyki w klinice. Pomagalam lekarzowi przy zabiegach i samodzielnie wykonywalam drobne rzeczy. Pewnego dnia miałam przygotować psa do sterylizacji. Przygotowanie to wyglada tak ze pierw podaje się zastrzyk otumaniajacy. Ma to przygotować zwierzaka na dalsze podanie narkozy. Zwierzęta po tym zastrzyku są powolniejsze , ich zmysły są słabsze. Co za tym idzie pies nie widzi wtedy lekarza jako człowieka tylko jako ciemny kształt. Dodatkowo zwierzak nie może poruszać się tak jak by chciał. Fakt łatwiej jest wtedy psa ogolic na brzuchu gdzie będzie ciety. Jednak powoduje to u zwierzaka spory stres. Nieraz się zdarza psiak który jest odporniejszy na zastrzyk otumaniajacy i wtedy próbuje atakować. Moim osobistym zdaniem zatrzyk ten jest zupełnie zbedy. Można ogolic zwierzaka już po podaniu narkozy i nie ma wtedy ryzyka ze pies w panice ugryzie. Tak więc pominęłam ten zastrzyk i podałam narkoze po tym przygotowałam psa do zabiegu.
Gdy klijent wyszedł a sterylizacja już trwała lekarz opowiadał mi dokładnie co robi. Patrzyłam na niego i na zabieg. Potem wpis do książeczki i tu lekarz dopatrzył się ze nie podałam zastrzyku. Klijent zyskał 12 zł. Bo tyle zapłacił by za zastrzyk. No coz nie moja strata z reszta lekarza też nie ani nawet kliniki. To cena leku nikt by na tym nic nie zyskał. Jedyne zyski to zdrowsza psychika psa – nie musiał bezsilne lecz świadomie patrzeć jak bezksztautna masa próbuje coś z nim robic a on nie może się bronić. Ale lekarz nie podzielal mojego zdania. Przeprowadził mi lekcje pod tytułem podanie zastrzyku jest konieczne bo tak. Na koniec dodał ze powinnam zapłacić za ten błąd i gdyby to nie były praktyki z mojej wypłaty zaplacilabym za całą sterylizacje. Czyli najgorsza konsekwencja to moja wypłata. Nie zdrowie psa nie jakość zabiegu tylko moja wypłata.
Nie zamierzam mówić ze wszyscy studenci są tak uczeni. Jednak ja byłam. Istnieje więc prawdopodobieństwo iż lekarze od ludzi są uczeni od początku tak by myśleć faktycznie Ze pomagają.
Inna sytuacja też niestety z weterynarii. Prowadząc prywatne schronisko dla zwierząt stale korzystałam z usług weterynarza. Większość zwierząt która miałam pod swoją opieka to zwierzęta po przejściach często chore lub ranne. Gdy szłam ze szczeniakiem to lekarz podawał odrobaczenie i trzy szczepienia. Gdy szłam ze zwierzakiem starszym była podana tylko jedna szczepionka przeciw wściekliźnie. Starsze psy nie są narażone na nosowke.
W śród ludzi też najwięcej szczepień otrzymują dzieci. A może były by one mniej narażone na zarażenia gdyby osoby starsze się szczepily zamiast korzystać z odporności zbiorowej budowanej poprzez szczepienie dzieci. Nie chodzi mi o osoby zupełnie stare. Wiadomo ze ich układ odpornościowy może być już slaby. Jednak odporność małego dziecka jest również słaba i nie rozwinięta. Dla czego więc to właśnie najwięcej szczepień jest przed ukończeniem pierwszego roku życia ? Dużo lepiej by było gdyby szczepienia były podawane osobom w wieku 18-30 lat. Odporność zbiorowa raczej by na tym nie ucierpiała. A dzieci korzystały by z odporności właśnie zbiorowej. Byłabym niezmiernie wdzięczna za komentarze od lekarzy i osób uczonych dla czego nie stosuje się takiego rozwiązania. Wiek 18-30 lat jest wiekiem największej wydajności człowieka i zdolności do pracy. Jeśli jednak szczepionki nie są szkodliwe nie ograniczylo by to ilości dobrych pracowników.
Czytałam kiedyś wpis pewnej lekarki która chyba uznała ze rodzice nie szczepia dzieci bo boją się igły. Moim zdaniem to największe bzdura bo sama igła nie jest straszna. Zastrzyk faktycznie boli i dziecko reaguje na to płaczem. Jednak ból ten po chwili mija. Gdyby chodziło tylko o strach przed igła żadna dziewczynka nie miała by kolczyków a bardzo dużo dzieci przecież je ma.
Na dzień dzisiejszy kończę wpis. Nie zamierzam go rozwijać o skład szczepień gdyż jak już mówiłam na początku nie jestem medykiem ani chemikiem i jedyna wiedzą na ten temat jaką mam to ta zdobyta z Internetu oraz z rozmów z lekarzami i znajomymi.
Dodam jescze tyle ze to czy dziecko należy szczepic czy nie jest trudna decyzja. Tak na prawdę nie szczepiac narazamy życie dziecka bo przecież może zachorować. Szczepiac również podejmujemy ryzyko bo może dojść do fatalnych powikłań. Rodzicielstwo polega na podejmowaniu trudnych decyzji. I tak jest w każdej dziedzinie nie tylko w temacie szczepień. Szkoła która wybierzemy dla dziecka może okazac się miejscem gdzie dziecku stanie się krzywda. Może się okazać ze zabawka która kupimy wywoła straszna alergie. Na każdym kroku musimy podejmować ciężkie decyzję i ponoscic ich konsekwencje. Jeśli dziecko nieszczepione zachowuje odpowiedzialny za to będzie rodzic. Tak samo jeśli zdecydujesz szczepic i wystąpią odczyny niepożądane również ty rodzicu bedziesz odpowiedzialny za krzywdę dziecka. Podejmując decyzję podejmujemy odpowiedzialność.

Moje dziecko sie nie dzieli

Moje dziecko się nie dzieli.
Nie robi tego gdyż nie uczę corki dzielenia się z innymi swoimi zabawkami. I jeśli nie ma ochoty się podzielić to wcale nie musi.
Bywajac na placach zabaw często słyszę jak rodzic mówi do dziecka by dziecko oddało swoją zabawkę. I te dzieci wtedy te zabawki oddają.
Dwa lata temu byłam z K. na placyku wlasnie. Pewien chłopiec jadł ciasteczka. K. bawiła się obok nie zwracając uwagi na chłopca. Dopiero na dźwięk szelestu opakowania odwróciła głowę. Tata chłopca od razu nakazał – podziel się z dziewczynka. Chłopiec automatycznie wykonał prośbę ojca. Nikt się nawet nie zastanowił czy ja wyrażam zgodę by moje dziecko to ciastko dostało. Ale nie to jest najgorsze. Ojciec chłopca patrzył na mnie wyczekujaco. Czując presję w jego wzroku powiedziałam do K. by podziękowała. Oczywiście wiedziałam że K. tego nowe zrobi. Nie umiała wtedy jeszcze dziękować. Wogle nie za wiele jeszcze mówiła. Tata chlopca był jednak zadowolony. Ja dobra mama upomnialam dziecko co powinno zrobić. Przerazila mnie zaś reakcja chłopca. Na moja prośbę o podziękowanie zareagował on właśnie i zupełnie nie patrząc po co to robi powiedział dziękuję.
Przerażające. To dziecko działało jak robot. Bardzo nie Chciałam by moja córka Tak reagowla poslusznie.
Dziękować prosić i przepraszać nauczyłam córkę sama dziękując jej za to co mi daje prosząc ja i przepraszajac. Minęły dwa lata i K. gdy tylko czuje sama ze powinna powiedzieć dziękuję to mówi. Co wcale nie znaczy ze dziękuję za każde dostane ciastko. Robi to spontanicznie kiedy sama chce i jest to szczere. Zawsze nie wymuszone.
Tak samo nie Chciałam jej mówić oddaj zabawkę podziel się. Ja sama mam swoje rzeczy którymi się nie dziele np. telefon. Jak by ktoś go chciał to by nie dostal. Nie bo to moje. Dziecko też ma prawo do swoich rzeczy. Jeśli ma jakieś swoje zabawki to te zabawki są dziecka. I tyle. Wcale nie musi ich oddawać. K. dobrze o tym wie. Czasem słyszę z tego powodu nie mile komentarze. Ze wychowuje samoluba i wogle. Wtedy uśmiecham się i mowie by rodzic oddał mi swój telefon. Patrzą wtedy jak na zlodziejke. A ja nie widzę żadnej różnicy między oddaniem telefonu a oddaniem wiaderka.
Mimo to K. potrafi się dzielić. I nawet robi to chetnie jeśli ma ochotę. Bywa ze mając paczkę zelkow sama podchodzi do kogoś i czestuje. I nie robi tego by usłyszeć dziękuję. Robi to bo ma ochotę się podzielić bo wie ze to sprawi komuś radość.
Mi się to bardzo podoba. A to ze innym nie to już nie mój problem. Jeśli ktoś chce by jego dziecko robiło to co wypada to jego sprawa.

Kota nalezy glaskac

Kota należy głaskać. Inaczej kot staje się dziki i wtedy. Taki nie glaskany kot częściej wystawi pazury. Każdy kot wymaga długiego glaskania każdego dnia. Wtedy więcej śpi i sam chetnie przychodzi do ciebie. Pozadnie wyglaskany kot daje pospac w nocy i nie szaleje o 3 w nocy.
Zauważyłam to gdy urodziła się S.. Mam w domu śliczna kotkę imieniem Vena. Zawsze była to miziasta pszytulasna koteczka. Każdego dnia glaskalam ja a ona mruczala głośno zadowolona. Gdy urodziłam dziecko to czasu na glaskanie kota było jakoś mniej. Przecież wiadomo że kot nie będzie ważniejszy niż dziecko a przy małym dziecku dużo jest zajęć. Kot dostał glaskania mniej i nagle zaczął szaleć po nocach.
Kota należy głaskać.
Ludzie też to lubią. Często gdy w rodzinie pojawia się ktoś Nowy ci starsi ida w odstawienie. Nawet nie zauważamy tego że poświęcamy im mniej czasu. A nawet jeśli to przecież powinni zrozumieć bo małe dziecko jest bardzo absorbujace. Nie, nie zrozumia. Tak samo jak kot nie zrozunie. A przecież to tak nie wiele przytulić się do męża na kilka minut, ponosić chwilę starsze dzieci na rękach … Oni jak ten kot – potrzebują cie Tak samo jak wcześniej.

Czy rodzice zawsze musza mowic jedym glosem

Czy rodzice zawsze powinni mówić jedym głosem ?
Zgodność wydaje się być ważna. Bo jeśli jeden rodzic czegoś zabroni a drugi na coś pozwoli to wtedy ten pierwszy traci autorytet. Dla tego wydaje się być ważnym by rodzice byli ze sobą zgodni. Tyle ze to zwyczajnie nie możliwe. Nie ma dwóch ludzi którzy by myśleli tak samo i zgadzali by się w każdej kwestii. I nie ma w tym nic złego. Rodzice też mogą mieć odmienne zdania na wszelkie tematy i absolutnie nie muszą się ze sobą zgadzać nawet w niczym. Ważne jest jednak to by pozostać autetycznym i prawdziwym.
Ja i W. nie zgadzamy się praktycznie w niczym. Zaczynając na guście muzycznym przez ulubione potrawy a kończąc na religiach. W sumie to nie ma tematu gdzie mielibyśmy jedno zdanie. Przy dzieciach też mamy różne podejście , ja staram się by relacja rodzic dziecko to było przytulanie i miłość, W. zaś skupia się na wychowaniu i wytlumaczeniu zasad. I mimo zupełnej różności w każdym aspekcie jest dobrze.
Wierzę również ze inne zdanie rodziców uczy dziecko ze można mieć swoje własne zdanie i nie być przy tym gorszym ani lepszym. Tak więc odpowiedz na tytułowe pytanie to nie. Rodzice absolutnie nie muszą a wręcz nawet nie powinni mówić jednym głosem. Jednak powinni mówić to samo każdemu dziecku. To znaczy jeśli tata lub mama mówią jedno do pierwszego dziecka to drugie dziecko też musi usłyszeć to samo.
Dziś miała miejsce u mnie pewna sytuacja. Dość prywatna sprawa więc może nie powinnam o tym pisać publicznie Ale kwestia na tyle ważna ze jednak postanowiłam opisać to wydarzenie.
Powiedziałam do K. coś z czym W. nie zgadzał się zupełnie. I w odpowiedzi na to W. stwierdził ze ja bede uczyc K. wg tego co powiedziałam a on nauczy S. odwrotnie i zobaczymy wtedy które dziecko będzie mieć lepiej. Bardzo mi się to nie spodobało bo przecież każda z córek ma nas dwoje za rodziców. I my oboje wychowujemy corki. To nie jest poligon gdzie mamy walczyć o to która córka będzie lepsza a tym bardziej nie jest tak ze któraś córka jest bardziej moja czy bardziej jego. Przecież obie są tak samo nasze.
W złości stwierdziłam ze skoro W. chce by S. była bardziej jego to niech ma. Zostawiłam go na kilka godzin z S. Dużo tego czasu młoda przespala więc nie było problemu ale trochę też płakała. Tak się właśnie dzieje gdy rodzice zaczynają dzielić dzieci na bardziej swoje – dziecko wtedy płacze, jest pokrzywdzone w takiej sytuacji.
Dla tego właśnie rodzice powinni mówić wszystkim dzieciom to samo a jeśli mama z tata się nie zgadzają w czymś to niech się nie zgadzają.

Dziecko bezsmoczkowe

Bezsmoczkowe dziecko.
Wszędzie widzę dzieci ze smoczkami. Czy to w autobusie na ulicy w sklepie u lekarza … Zupełnie wszędzie. Tak jak by było to zupełnie logiczne ze niemowlę potrzebuje smoczka. Dla mnie logiczne było ze dziecko smoczka nie potrzebuje. Przy starszej córce smoczka nie miałam sama. Potrzebę ssania zaspokajala przy piersi. Chociaż spotkałam się nieraz z komentarzem ze brak smoczka zapewne musi mi strasznie utrudniać. Nie wiem co mógł by utrudniać. W nocy spałam z córka więc gdy tylko potrzebowała ssać to miała pierś a ja miałam przespana noc. I wręcz uważam ze dużo łatwiej jest nie nauczyć dzicka do smoczka. Nie trzeba pamiętać o zabieraniu go na spacery nie trzeba go szukać gdy wypadnie w nocy nie trzeba go co chwilę wyparzac. Po prostu go nie ma. I nie ma później również problemu z odsmoczkowaniem.
Przy młodszej również nie zamierzam używać tego wynalazku
Chociaż myślę ze przy dzieciach butelkowych może być on przydatny. Przecież butelki dziecko nie może ssać ciągle.
Moi znajomi są jednak zadziwieni gdy maleństwo nie ma smoczka. W szpitalu na porodowce i sali poporodowej też się dziwili. A mnie dziwi ze tych bezsmoczkowych prawie nie ma.

Obecnosc ojca przy porodzie

Obecność mężczyzny przy porodzie.
Dużo osób mówi ze zbędna ze to kobieca sprawa. Że widok rodzącego się dziecka może być straszny dla mężczyzny i zadziałać może aseksualnie.
Dużo osób też mówi ze konieczna jest obecność ojca. Bo da wsparcie bo to przeżycie ważne.
Niektórzy ojcowie wspominają to jako cudowne doświadczenie niektórzy zaś jako koszmar.
Mój pierwszy poród odbył się samodzielnie. To opiszę innym razem. Przy drugim dziecku nie byłam sama.
Podjęliśmy te decyzję razem i w sumie jego obecność była … Zupełnie obojętna. Nie pomagał mi. Nie odczowalam wsparcia z tej obecności. Ale też nie przekadzal. Nie chciałam by patrzył mi w krocze więc siedział po prostu z boku i był. Jego obecność powinna dodawać mi sił i zapewne Tak by właśnie było. Niestety nie miałam szczęścia do położnej. …
Zacznę od początku. W nocy zaczęły się skurcze. Przepowiadajace skurcze miałam już od jakiegoś czasu więc zupełnie zignorowalam je. Nawet już nie mówiłam o nich W. Rano wstałam do szkoły. Skurcze jakieś tam były ale starałam skupić się na zajęciach. Dopiero na ostatniej lekcji zdałam sobie sprawę ze chyba jednak to już nie tylko przepowiadajace ale te faktyczne. Jednak były wciąż do wytrzymania. Pojechałam po starsza córkę do mojej mamy. Siedziałam u niej trochę i zastanawiałam się czy jechać do szpitala czy nie. Zadzwoniłam do W. ze chyba w sumie rodze i żeby przyjechał po mnie. Przyjechał z przyjacielem i oni obaj byli bardziej przejeci niż ja sama. Wieczorem zawiezlismy starsza córkę do babci i pojechaliśmy do szpitala. Niby byłam spokojna i nie bałam się. Pamietalam z pierwszego porodu ze nie ma się co bać. Jednak byłam dość roztargniona i nie wzięłam ze sobą żadnych dokumentów z przebiegu ciąży. W. wrócił się do domu i przywiózł mi wszystko. Lezalam sobie na porodowce sama trochę czasu i czekałam na zwolnienie sali rodzinnej. Trochę nie wiedziałam czy zdąży się zwolnić i czy W. będzie przy porodzie czy nie. Chciałam spowolnić skurcze by jednak rodzic przy nim. Raczej zbyt dużego wpływu na to nie miałam poród i tak się by pewnie zaczął wtedy gdy by się zacząć miał.
Sala rodzinna się zwolniła i przeszłam do niej. Położna zawołała W. I… No właśnie w momencie gdy zobaczyłam swoją położna obecność W. stała się dla mnie obojętna. Nie mógł mi w żaden sposób pomoc przy takiej położnej. Kobieta miała na szyji duży krzyż. Nie mam nic przeciwko znakom religijnym ale na mojej szyji wisiał czaszkowy naszyjnik. Paznokcie miałam czarne. Cieszyłam się w ruchu ze moje glany zostały w domu. Wiedzialam już ze mój poród może być ciezki. Położna ani trochę nie traktowała mnie jak człowieka. Sama wybrała mi pozycje i robiła wszystko bym odczowala jak najwięcej bólu. Co chwilę rzucala głupimi komentarzami. W. lepiej niż ja zapamiętał zachowanie nawiedzonej katoliczki. Był zły na położna. Ja w sumie też bo sprawiła ze poród był koszmarem ale i tak warto było się pomeczyc.
Moim zdaniem obecność ojca przy porodzie nie jest konieczna ale jest ważna. Chociaż osobiście chcetnie zapomnę dzień porodu a W. będzie go pamiętać lepiej niż ja. Wolałabym żeby nie pamiętał mojego krzyku chociaż bardzo się cieszę ze był przy mnie i ze mógł przytulić nasza córkę po porodzie i ze mógł pojechać po papiery i … i ze po prostu był …

Dziecko mi doroslo

Po narodzinach drugiej corki odkryłam jak samodzielna jest starsza córka.
A może to pojawienie się młodszej sprawiło ze starsza nauczyła się wielu nowych rzeczy.
Zawsze ubieralam starsza. Tak szybciej i wygodniej. Z reszta ona nie umiała jescze sama. Nawet przy luznych spodniach był problem. Nie widziałam w tym nic złego. Przecież mało który dwu – trzy latek ubiera się sam. Co trochę dziwne bo rozebranie się to umiejętność opanowana zanim dziecko nauczy się chodzić.
Tak więc byłam zdziwiona gdy starsza sama założyła buty. Bo buty przecież to jeden z trudniejszych elementów. Ja karmilam młodsza a starsza po prostu założyła buty. I to prawy na prawa stopę tak jak być powinno. Zanim zdążyłam pochwalić czy coś ona już wyszła na klatkę do swojej koleżanki.
Zupełnie nie wiem kiedy to moje dziecię Tak urosło.
Dosłownie chwilę po porodzie starsza córka z dzidziusia stała się dzieckiem …

Pomocne wrozki

Witam cie w magicznym świecie dobrych wróżek. Wróżki chetnie pomagają rodzicom we wszystkim. I są to na tyle dobre wróżki ze nie przeszkadza im ze nie wierzysz w ich istnienie. One przyjdą z pomocą gdy spróbujesz wszystkiego a nie zadziała.
Gdy twoje dziecko za nic nie chce rozstać się ze smoczkiem z pomocą przyjdzie smoczkowa wróżka. Wystarczy ze opowiesz o niej dziecku. Dziecko w nią uwierzy. A wróżka ta daje prezent za smoczek. A smoczek zabiera do magicznej krainy i tworzy z niego to o czym dziecko marzy. Wróżka potrafi zamienić smoczek w każda zabawkę.
Nocnikowa wróżka lubi dzieci robiace siusiu do nocnika. Za pierwsze udane siusiu wyczaruje dla dziecka podarunek. Opowiesz dziecku o tej wrozce. Później zdejmij pampersa i przy każdym zmoczeniu majtek przypominaj o istnieniu wróżki.
Wróżka zebuszka pomaga zwyciężyć strach przed wypadajacym zębem i sprawia ze dziecko bardzo się cieszy gdy kiwa się pierwszy ząbek.
Wróżki opiekunki zostają z dzieckiem w nocy i czaruja piękne sny
Znasz jescze jakieś wróżki ?

Nauka samodzielnego zasypiania

Nauka samodzielnego zasypiania
Spedzilam miły dzień z mężem. Taki na prawdę fajny dzień. Cały poświęcony dla mnie. Byłam bardzo szesliwa i czułam się kochana. Robiliśmy różne rzeczy i mąż dbał o to bym była szczęśliwa. Doskonale rozpoznawal moje potrzeby, wiedział kiedy jestem glodna , kiedy potrzebuje się przytulić. Wieczorem zrobiłam się śpiąca. Przez senność byłam trochę marudna. Chciałam zasnąć razem z mężem. Chciałam żeby był blisko tulil mnie i dawał bezpieczeństwo. Tak jak przez cały dzień o mnie dbał chciałam by zadbał i w nocy. Jego bliskość dodaje mi sil. Ale on tylko pocalowal mnie na dobranoc, zgasil światło i wyszedł. Zostawił mnie zupełnie samą. Było ciemno i bałam się. Nie wiedziałam gdzie wyszedł i kiedy wróci. Wolałam go, głośno krzyczalam by przyszedł. Pragnelam by był blisko. Brakowało mi go. Jednak ignorowal mnie. A może wyszedł zbyt daleko by mnie usłyszeć ? Krzyczalam głośniej. Zaczęłam się bać czy może nie stała mu się krzywda. Myślałam ze już nigdy nie przyjdzie. Strach narastal we mnie do poziomu jakiego wcześniej nie znałam. Jednak w końcu przyszedł. Ucieszyłam się gdy go zobaczyłam i natychmiast przestałam płakać. Przytulil mnie i pocalowal. Oddech wciąż miałam ciężki. Chwycilam mocno jego ręce by już mnie nie opuszczał. Potrzebowałam go przy sobie. On jednak powiedział ze jest już noc i ponownie wyszedł. Znów zostawił mnie sama w ciemnym pokoju. Wiedziałam że jeśli bede krzyczeć wystarczająco głośno to on przyjdzie. Więc znów wolałam. Krzyk odbierał mi powietrze i momentami ciężko było mi oddychać. Nie poddawalam się. Wolałam męża ile tylko sił miałam. Z każda minuta głos mi slabł ze zmęczenia. Nadzieja opadala. Czułam się samotna, zmeczona, opuszczona i nie kochana. Starałam się nie tracić nadzieji ze jednak przyjdzie. Ale moje siły były coraz mniejsze. Byłam wyczerpana głośnym wołaniem i emocjami. W końcu gdy zupełnie nie miałam sił ogarnął mnie sen. Nie był to spokojny sen. Snily mi się koszmary. Przebudzilam się raz w nocy. Bardzo chciało mi się pić. Spróbowałam raz Jescze zawlolac męża. Jednak już nie wierzyłam ze przyjdzie. Powoli oswajalam się z myślą że zostałam pozucona na zawsze. Długo lezalam i patrzyłam w sufit. Myślałam o tym co zrobiłam zle ze mąż mnie tak zostawił. Przecież on wie jak bardzo go potrzebuje.
Rano przyszedł jak gdyby nigdy nic. Dzień spędziliśmy znów Tak miło ze na nowo uwierzyłam ze mocno mnie kocha.
W nocy zaś powtorka. Znów zostałam sama. Tym razem nie krzyczalam nie prosiłam o nic. Po co ? I tak by nikt nie przyszedł.
Ale zaraz ja przecież jestem dorosła. Przecież potrafię wstać sobie sama i nalać wody lub poprosić bez krzyku o obecność. Nie jestem małym bezbronnym dzieckiem. A przecież historia ta dotyczy dzieci. Gdyby faktycznie jakiś mąż potraktował tak swoją żonę był by to wielki skandal. Tym trudniej jest uwierzyć ze niektórzy rodzice robią takie piekło swoim dzieciom próbując je nauczyć samodzielnego zasypiania.

Jak przygotowac dziecko na rodzenstwo

  1. Jak przygotować dziecko na rodzeństwo.
    Gdy jesteś w ciąży zastanawiasz się jak twoje starsze dziecko zareaguje na pojawienie się maluszka w waszym domu. Chciałabyś by rodzeństwo kochalo się i by nie było zazdrości. Młodszego dziecka nie musisz uczyc niczego. Ono przyjdzie na świat w którym to starsze już jest i nie będzie znać innego świata. Jescze będąc w brzuchu nauczy się głosu starszego brata lub siostry i od samych narodzin będzie ten głos znać Tak dobrze jak twój i taty. Za to starsze dziecko które dotychczas miało rodziców tylko dla siebie może poczuć się zazdrosne a tego bardzo nie chcemy. Oczywiście nie da się w stu procentach przychotowac dziecka na bycie starszym bratem czy siostra. Mimo wszelkich staran i tak może nie być do końca zadowolone z powodu pojawienia się malucha. Ale jako rodzice możemy wiele zrobić by było to dla dziecka łatwiejsze.
    1. Postaraj się zrozumieć jak może czuć się dziecko po narodzinach rodzeństwa. To trochę tak jak by twój mąż przeprowadził do domu mlodsza żonę i powiedział ze ty masz ja kochać i pomagać przy niej bo jesteś starsza. Ciężka sytuacja , prawda ? Ale po takim przedstawieniu narodzin dziecka łatwiej będzie ci zrozumieć starszaka. Dla tego nie wymagaj od dziecka by od razu zachwyciło się malenstwem.
    2. Opowiadaj o dziecku od samego początku ciąży. Na początku starsze może nie wykazać zainteresowania albo może wydawać się ze nie rozumie. Faktycznie dwulatek nie zrozumie słowa ciąża. Ale z czasem zobaczy ze twój brzuch staje się większy a nawet się rusza
    3. Bajki. Dzieci kochają bajki a te mogą pomoc w oswojeniu się z myślą o rodzenstwie. Np Franklin
    4. Zdjęcia. Pokaż starszemu zdjęcia gdy to on był malutki. Opowiedz jak poznalas tatę i jak byliście szczęśliwi gdy urodziło się wam pierwsze dziecko.
    5. Zabawki. Przez zabawę dzieci poznają świat. Niemal wszystko można wyjaśnić w zabawie. Świetna jest lalka barbie w ciąży. Nawet dla chłopca. A najlepiej to całą rodzina lalek mama Tata starsze dziecko i dzidziuś.
    6. USG. Jeśli jest taka możliwość warto zabrać starsze dziecko na jedna z wizyt u ginekologa i pozwolić mu popatrzeć na ekran usg.
    7. Nie wprowadzaj żadnych zmian tuż przy narodzinach. Narodziny dziecka to nie czas na odpieluchowanie starszaka nie czas na przeprowadzkę ani pierwsze przedszkole. Wszelkie takie zmiany należy zrobić sporo przed porodem lub dużo po nim.
    8. Fajnie sprawdza się prezent z okazji zostania starszym bratem. Warto też powiedzieć rodzinie ze gdy przyjdą zobaczyć dzidziusia niech przyniosą drobiazg dla starszaka.
    9. Żarty. Powiększający się brzuch będzie ci utrudnial zabawę ze starszakiem. Najlepsze to obrócić to w zabawę. Możesz udać ze jesteś ogromnym wielorybem i chodzić ociezale : ojej wieloryb nie może cie dogonić nie uciekaj tak szybko
    Te kilka kroków na pewno pomoże przygotować dziecko na pojawienie się rodzeństwa. Najważniejsze to by starsze dziecko czuło się dalej ważne w czasie ciąży i po pojawieniu się maluszka.