O straszeniu

Na plac zabaw chodzimy codziennie. Spotykamy tam wiele dzieci , jak i wielu rodziców. I to co mówią ze każde dziecko jest inne to prawda. Tak samo każdy rodzic jest inny , każdy z nich tez ma swoje własne metody wychowawcze.
Nigdy nie mowie rodzicom że coś robią źle. Nie jestem przecież ekspertka , sama również popelniam błędy. W dodatku wiem ze nie ma uniwersalnego środka w rozmowie z dziećmi. Sama mam dwie córki i wiem ze to co działa na jedną, nie sprawdzi się przy drugiej. A tym bardziej nie musi się sprawdzić przy żadnym innym dziecku.
Jednak jest kilka rzeczy które wydają się być bardzo nie właściwe.
” Bądź grzeczny , bo przyjdzie pan policjant i da ci mandat ” , ” pan ochroniarz cie zabierze „. Straszenie dziecka być może faktycznie przynosi efekt. Mnie w dzieciństwie gonily hatlapaje. No może nie do końca jest to w pożądku , ale nie kwestionuje tego. Jednak policjant , ochroniarz czy lekarz nie mogą służyć jako postrach. Kiedyś dziecko może się zgubić , może potrzebować pomocy. Dobrze by było gdyby nie reagowalo strachem na osobę w mundurze.
Ale najbardziej nie właściwy postrach to ojciec. ” Oj zobaczysz , wrócimy do domu to powiem tacie jak ty się zachowujesz ” . I po takim tekście dziecko nagle staje się grzeczne. Jak okrutny musi być taki tata ? To nie jest dobre stawiać tak ojca w roli potwora.
Relacja ojca z dzieckiem jest przecież ważna. Dziecko powinno ufać obojgu rodzicom. Ojciec jest ważny zarówno dla syna, bo dzięki tej relacji chłopiec uczy się być mężczyzną. Ojciec jest też niezwykle ważny dla córki, bo to jego uznanie dla jej kobiecości pozwala jej w dorosłym życiu czuć się pewnie we własnej, kobiecej skórze.
Poza tym małe dziecko potrafi szybko zapomnieć ze coś zrobiło źle. Po kilku godzinach może zupełnie nie wiedzieć czemu gdy tylko wrócił do domu tata od razu krzyczy. Po kilku takich spotkaniach z ojcem dziecko będzie chciało jedynie unikać ojca , a jego zachowanie zapewne i tak się nie poprawi. Jeśli dziecko przy mamie zachowuje się nie właściwie to jej zadaniem w ów czas jest reakcja. Np jeśli rozleje się na podłogę słodki napój czy właściwe będzie poczekać do wieczora z myciem podłogi ? Przecież przez kilka godzin plama zaschnie , przykleja się do niej paprochy lub wdepnie w nią kot.
Nikt nie ma prawa budować relacji dziecka z tatą i taty z dzieckiem poza plecami taty, a straszenie dziecka tatą tym właśnie jest. Nieświadom niczego ojciec często nawet nie wie, dlaczego dziecko czuje do niego dystans i zaczyna się go bać.

Obecnosc ojca przy porodzie

Obecność mężczyzny przy porodzie.
Dużo osób mówi ze zbędna ze to kobieca sprawa. Że widok rodzącego się dziecka może być straszny dla mężczyzny i zadziałać może aseksualnie.
Dużo osób też mówi ze konieczna jest obecność ojca. Bo da wsparcie bo to przeżycie ważne.
Niektórzy ojcowie wspominają to jako cudowne doświadczenie niektórzy zaś jako koszmar.
Mój pierwszy poród odbył się samodzielnie. To opiszę innym razem. Przy drugim dziecku nie byłam sama.
Podjęliśmy te decyzję razem i w sumie jego obecność była … Zupełnie obojętna. Nie pomagał mi. Nie odczowalam wsparcia z tej obecności. Ale też nie przekadzal. Nie chciałam by patrzył mi w krocze więc siedział po prostu z boku i był. Jego obecność powinna dodawać mi sił i zapewne Tak by właśnie było. Niestety nie miałam szczęścia do położnej. …
Zacznę od początku. W nocy zaczęły się skurcze. Przepowiadajace skurcze miałam już od jakiegoś czasu więc zupełnie zignorowalam je. Nawet już nie mówiłam o nich W. Rano wstałam do szkoły. Skurcze jakieś tam były ale starałam skupić się na zajęciach. Dopiero na ostatniej lekcji zdałam sobie sprawę ze chyba jednak to już nie tylko przepowiadajace ale te faktyczne. Jednak były wciąż do wytrzymania. Pojechałam po starsza córkę do mojej mamy. Siedziałam u niej trochę i zastanawiałam się czy jechać do szpitala czy nie. Zadzwoniłam do W. ze chyba w sumie rodze i żeby przyjechał po mnie. Przyjechał z przyjacielem i oni obaj byli bardziej przejeci niż ja sama. Wieczorem zawiezlismy starsza córkę do babci i pojechaliśmy do szpitala. Niby byłam spokojna i nie bałam się. Pamietalam z pierwszego porodu ze nie ma się co bać. Jednak byłam dość roztargniona i nie wzięłam ze sobą żadnych dokumentów z przebiegu ciąży. W. wrócił się do domu i przywiózł mi wszystko. Lezalam sobie na porodowce sama trochę czasu i czekałam na zwolnienie sali rodzinnej. Trochę nie wiedziałam czy zdąży się zwolnić i czy W. będzie przy porodzie czy nie. Chciałam spowolnić skurcze by jednak rodzic przy nim. Raczej zbyt dużego wpływu na to nie miałam poród i tak się by pewnie zaczął wtedy gdy by się zacząć miał.
Sala rodzinna się zwolniła i przeszłam do niej. Położna zawołała W. I… No właśnie w momencie gdy zobaczyłam swoją położna obecność W. stała się dla mnie obojętna. Nie mógł mi w żaden sposób pomoc przy takiej położnej. Kobieta miała na szyji duży krzyż. Nie mam nic przeciwko znakom religijnym ale na mojej szyji wisiał czaszkowy naszyjnik. Paznokcie miałam czarne. Cieszyłam się w ruchu ze moje glany zostały w domu. Wiedzialam już ze mój poród może być ciezki. Położna ani trochę nie traktowała mnie jak człowieka. Sama wybrała mi pozycje i robiła wszystko bym odczowala jak najwięcej bólu. Co chwilę rzucala głupimi komentarzami. W. lepiej niż ja zapamiętał zachowanie nawiedzonej katoliczki. Był zły na położna. Ja w sumie też bo sprawiła ze poród był koszmarem ale i tak warto było się pomeczyc.
Moim zdaniem obecność ojca przy porodzie nie jest konieczna ale jest ważna. Chociaż osobiście chcetnie zapomnę dzień porodu a W. będzie go pamiętać lepiej niż ja. Wolałabym żeby nie pamiętał mojego krzyku chociaż bardzo się cieszę ze był przy mnie i ze mógł przytulić nasza córkę po porodzie i ze mógł pojechać po papiery i … i ze po prostu był …