Nauka samodzielnego zasypiania

Nauka samodzielnego zasypiania
Spedzilam miły dzień z mężem. Taki na prawdę fajny dzień. Cały poświęcony dla mnie. Byłam bardzo szesliwa i czułam się kochana. Robiliśmy różne rzeczy i mąż dbał o to bym była szczęśliwa. Doskonale rozpoznawal moje potrzeby, wiedział kiedy jestem glodna , kiedy potrzebuje się przytulić. Wieczorem zrobiłam się śpiąca. Przez senność byłam trochę marudna. Chciałam zasnąć razem z mężem. Chciałam żeby był blisko tulil mnie i dawał bezpieczeństwo. Tak jak przez cały dzień o mnie dbał chciałam by zadbał i w nocy. Jego bliskość dodaje mi sil. Ale on tylko pocalowal mnie na dobranoc, zgasil światło i wyszedł. Zostawił mnie zupełnie samą. Było ciemno i bałam się. Nie wiedziałam gdzie wyszedł i kiedy wróci. Wolałam go, głośno krzyczalam by przyszedł. Pragnelam by był blisko. Brakowało mi go. Jednak ignorowal mnie. A może wyszedł zbyt daleko by mnie usłyszeć ? Krzyczalam głośniej. Zaczęłam się bać czy może nie stała mu się krzywda. Myślałam ze już nigdy nie przyjdzie. Strach narastal we mnie do poziomu jakiego wcześniej nie znałam. Jednak w końcu przyszedł. Ucieszyłam się gdy go zobaczyłam i natychmiast przestałam płakać. Przytulil mnie i pocalowal. Oddech wciąż miałam ciężki. Chwycilam mocno jego ręce by już mnie nie opuszczał. Potrzebowałam go przy sobie. On jednak powiedział ze jest już noc i ponownie wyszedł. Znów zostawił mnie sama w ciemnym pokoju. Wiedziałam że jeśli bede krzyczeć wystarczająco głośno to on przyjdzie. Więc znów wolałam. Krzyk odbierał mi powietrze i momentami ciężko było mi oddychać. Nie poddawalam się. Wolałam męża ile tylko sił miałam. Z każda minuta głos mi slabł ze zmęczenia. Nadzieja opadala. Czułam się samotna, zmeczona, opuszczona i nie kochana. Starałam się nie tracić nadzieji ze jednak przyjdzie. Ale moje siły były coraz mniejsze. Byłam wyczerpana głośnym wołaniem i emocjami. W końcu gdy zupełnie nie miałam sił ogarnął mnie sen. Nie był to spokojny sen. Snily mi się koszmary. Przebudzilam się raz w nocy. Bardzo chciało mi się pić. Spróbowałam raz Jescze zawlolac męża. Jednak już nie wierzyłam ze przyjdzie. Powoli oswajalam się z myślą że zostałam pozucona na zawsze. Długo lezalam i patrzyłam w sufit. Myślałam o tym co zrobiłam zle ze mąż mnie tak zostawił. Przecież on wie jak bardzo go potrzebuje.
Rano przyszedł jak gdyby nigdy nic. Dzień spędziliśmy znów Tak miło ze na nowo uwierzyłam ze mocno mnie kocha.
W nocy zaś powtorka. Znów zostałam sama. Tym razem nie krzyczalam nie prosiłam o nic. Po co ? I tak by nikt nie przyszedł.
Ale zaraz ja przecież jestem dorosła. Przecież potrafię wstać sobie sama i nalać wody lub poprosić bez krzyku o obecność. Nie jestem małym bezbronnym dzieckiem. A przecież historia ta dotyczy dzieci. Gdyby faktycznie jakiś mąż potraktował tak swoją żonę był by to wielki skandal. Tym trudniej jest uwierzyć ze niektórzy rodzice robią takie piekło swoim dzieciom próbując je nauczyć samodzielnego zasypiania.